ANTONINA
25 rocznica ślubu
moich rodziców przebiegła w bardzo miłej atmosferze. Mama oczywiście, co chwile zadawała
wścibskie pytania, dotyczące Wojtka, kocham ją i wiem, że się o mnie martwi,
dlatego cierpliwie na nie odpowiadałam, nieco zmieniając prawdę, bo przecież w jej oczach Wojtek był idealny. Tata natomiast spoglądał na mnie tym
swoim podejrzliwym spojrzeniem, pod którym kuliłam się jak nastolatka, którą
ojciec przyłapał na paleniu fajek.
Wojtek zadzwonił do
mnie wczoraj, jednak nie odebrałam. Później mama powiedziała, że dzwonił na
domowy i złożył im życzenia, kolejnych 25 lat razem.
Jaki kulturalny
Wojtuś.
Wydarzenia z przed
kilku dni ciągle mnie dręczą. Z jednej strony czuję się winna, bo jednak Wojtek
marzył o tym turnieju od zawsze, a ja przecież kiedyś przyrzekłam sobie, że
nigdy nie stanę na drodze jego kariery. Z drugiej jednak strony, obiecał. Cenię
sobie dotrzymywanie obietnic i nie rzucania słów na wiatr, a Wojtek
najnormalniej w świecie mnie olał.
I to boli.
Postanowiłam zostać u
rodziców trochę dłużej niż początkowo planowałam. Dzisiaj mam się spotkać z
Marleną, która za kilka miesięcy wychodzi za Marcina, więc obiecałam jej
wycieczkę po salonach sukien ślubnych.
Właśnie prostowałam
swoje włosy, które dzisiaj ewidentnie mnie nienawidziły, kiedy usłyszałam
dźwięk swojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Wiadomość od Wojtka.
Panicz postanowił się
odezwać. Miło.
Od Wojtek:
„ Kiedy wrócisz do
domu? Miałaś być dzisiaj rano. Martwię się Tośka”
Pan Włodarczyk się
martwi. Szkoda, że wcześnie miał mnie głęboko w poważaniu. Ciekawe skąd wie, że
jeszcze mnie nie ma. Przecież powinien siedzieć w Bielsku, grać w turnieju
marzeń.
„ Zostaję u rodziców
na dłużej”
Krótko, zwięźle i na
temat. Nie mam ochoty wchodzić z nim w jakąś głębszą wymianę zdań.
Od Wojtek
„ Przepraszam za to,
że jestem pieprzonym dupkiem”
Chociaż w tym się
zgadzamy panie Włodarczyk.
Postanowiłam nic nie
odpisywać. Tym razem zwykłe przepraszam nie wystarczy.
***
- W tej mam cycki jak
marzenie – Marlena spojrzała na swój dekolt w jednej z sukienek – Marcin chyba
weźmie mnie zanim dojedziemy do Kościoła.
- Odpada –
zaprotestowałam – seks przed ślubem?! Ty bezbożnico.
- Zawsze Ci
powtarzałam Tośka, żadnego ślubu przed seksem i tego się trzymam – blondynka
wypinała się przed wielkim lustrem niczym rasowa modelka.
- Jakby to Twój
ksiądz usłyszał, to by Cię egzorcyzmy czekały, a nie ślub, Ty pomiocie szatana
– zaśmiałam się, poprawiając długi tren jej sukni.
Nagle usłyszałam
dźwięk swojego telefonu. Nieco się zdziwiłam, gdy na ekranie zobaczyłam napis
„Wronka”. Czyżby piczka weroniczka znowu miała urodziny, imieniny albo rocznicę
operacji powiększenia biustu? Nie lada okazja do świętowania!
- Elo Endriu –
odebrałam, przepełniona ciekawością.
- Jesteś w domu ? –
zapytał, nie trudząc się żadnym przywitaniem.
- Może jakieś „Hej
Tosiu moja najlepsza przyjaciółko” – odparłam sarkastycznie – jestem u rodziców
– dodałam po chwili.
- Kurwa – zaklął,
uderzając w coś.
- A co się stało?
Wojtek chyba jest w domu, do niego zadzwoń.
- O to chodzi Tośka,
że nie odbiera, kurwa.
- No to widocznie
jest zajęty – odparłam, wytrącona z równowagi, przez jego przekleństwa.
- Czym on może być
zajęty, skoro sam siedzi w domu ze skręconą kostką ? – zniecierpliwił się
Wrona.
- Jak to ze skręconą kostką
? – zapytałam kompletnie zdziwiona.
- No ze skręconą
kostką, nie udawaj, że nie wiesz.
KURWA. Przecież nie
wiem.
- Doznał kontuzji w
pierwszym meczu i od soboty siedzi w domu – wytłumaczył, zdając sobie sprawę, że
naprawdę nie miałam o tym pojęcia – prosił mnie, żebym mu przywiózł leki, a
teraz nie otwiera mi drzwi.
- My się
pokłóciliśmy… On mi nic nie powiedział… Kurwa – zaczęłam się chaotycznie
tłumaczyć, czując się winna temu, że nie wiedziałam co się dzieje z moim
własnym chłopakiem.
- Słyszałem co nieco
o waszej sprzeczce – przerwał mi Andrzej – ale myślałem, że się już
pogodziliście, w końcu jest już środa, a Włodi siedzi w domu z unieruchomiona
nogą już kilka dni.
- Będę za 2 godziny
Andrzej, a Ty spróbuj się dostać do mieszkania – powiedziałam
rozłączając się.
***
Złamałam większość
przepisów drogowych, droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Byłam wściekła. Na
siebie, na Wojtka, na nas. Dlaczego mi nie powiedział, że skręcił kostkę ?
Dlaczego nie zadzwonił? Wystarczył jeden głupi telefon. Ja z resztą też
powinnam schować dumę do kieszeni, gdybym trochę się zainteresowała, nie
musiałabym nawet długo szukać, by znaleźć informację o jego kontuzji.
Wszystko jest nie
tak.
Wbiegłam na 3 piętro,
niemal gubiąc zęby na jednym ze schodów, gdy torebka zaplątała mi się między
nogami. Zauważyłam Andrzeja siedzącego przed drzwiami. Dziwny dreszcz przeszedł
przez moje ciało, a w głowie pojawiły się najstraszniejsze myśli.
Praktycznie cała
zawartość torebki znalazła się na wycieraczce, gdy próbowałam wyciągnąć klucze
do mieszkania. Dziękowałam sobie w duszy, za wspaniałomyślność, gdy kilka
tygodni przed wyjazdem do rodziców postanowiłam dorobić sobie własną parę.
Otworzyłam drzwi i
weszłam w głąb mieszkania. Czułam ogromną gulę w gardle, a zaciśnięte w pięść
dłonie bezwiednie ulokowałam na czarnym swetrze.
Nigdzie go nie było.
W salonie grał telewizor, sypialnia była pusta, łazienka tak samo. Byłam
przerażona, autentycznie przerażona.
- Tosia? Tosia to Ty?
– usłyszałam, mijając kuchnię.
Obejrzałam się za
siebie. Wojtek siedział na ziemi, za wielką kuchenną wyspę, widać było jedynie
kule, które leżały koło niego.
Wielki kamień spadł
mi z serca. A łzy mimowolnie pojawiły się w moich oczach.
***
- NIGDY – WIĘCEJ – MI
– TEGO – NIE – RÓB – każde słowo wykrzykiwane przez brunetkę poprzedzone było
ciosem. Przyjmujący, próbował przytrzymać dłonie dziewczyny, które raz po raz
uderzały w jego ramię.
- Tosia, kochanie –
Wojtek przytrzymał jej dłonie, po czym otulił swoimi ramionami jej rozedrgana
płaczem ciało – spokojnie – ucałował jej czoła, delikatnie kołysząc dziewczynę,
by nieco uspokoić jej skołatane nerwy.
- Myślałam, że coś
się stało, że umarłeś z głodu, że przewróciłeś się w łazience i rozbiłeś głowę
o umywalkę, że ... – mamrotała Antosia, wtulana w tors chłopaka.
- Nic mi nie jest
kochanie, widzisz? Jestem cały i zdrowy – odchylił jej głowę, ocierając
spływające łzy.
Dziewczyna dopiero
teraz spojrzała na bałagan jaki był na podłodze. Rozbity talerz, resztki
jedzenia. Wojtek podążył za jej wzrokiem i podrapał się nerwowo po głowie.
- Chciałem sobie
zrobić coś do jedzenia, ale niestety nie opanowałem jeszcze umiejętności chodzenia
o kulach i noszenia talerzy jednocześnie – wytłumaczył.
- Stary, skoro żyjesz
to ja zostawię was teraz samych – przerwał im, stojący do tej pory w drzwiach
Wrona – Tutaj masz te leki – dodał, kładąc reklamówkę na wyspie.
- Dzięki Andrzej –
podziękował Wojtek.
- Odprowadzę Cię do
drzwi – zerwała się z podłogi brunetka.
- Przecież trafię
Tośka, Ty powinnaś się teraz zająć naszym pacjentem– po tych słowach środkowy
wyszedł.
Dziewczyna spojrzała
na Włodarczyka, ten jedynie oparł głowę o jej ramię.
- Dlaczego nie otworzyłeś
Wronie, jak się dobijał ? Jak do mnie zadzwonił, myślałam, że umrę – zapytała
Tosia, głaszcząc chłopaka po przydługiej czuprynie.
- Nie chciałem
litości, co by sobie pomyślał, jakby zobaczył mnie i mieszkanie w takim stanie
? Od razu by gadał, że sobie nie radzę. Wystarczy, że uważa, mnie za gównianego
chłopaka – wyszeptał – Tosia ? – zapytał niemal bezgłośnie, gdy brunetka
siedziała bez słowa – Chciałem Cię przeprosić, za to że jestem takim pieprzonym
dupkiem. Powinienem z Tobą jechać i od razu odmówić Kamilowi. Nie chciałem,
żeby tak wyszło. Ja po prostu czasem robię bardzo głupie rzeczy, których
potwornie żałuję, ale jestem upartym głupkiem i nie potrafię ustąpić.
- Wiem, że jesteś
upartym głupkiem – przerwała mu brunetka – ale jesteś moim upartym głupkiem ze
skręconą kostką, którym muszę się teraz zaopiekować, więc wstawaj! – dodała
podając mu kule.
Wojtek chwycił podany
mu przedmiot, a dziewczyna zabrała się za sprzątanie bałaganu.
- Tosia – Wojtek,
zwrócił się do brunetki, a ta obróciła się by na niego spojrzeć. Chłopak stał
oparty o kulę, w ubrudzonej od jakiegoś sosu koszulce – chciałbym, żebyś
wiedziała, że strasznie Cię kocham.
- Chodzą słuchy na
mieście, że podobno tak jest, wiec co nieco obiło mi się o uszy– zaśmiała się
brunetka, cmokając Wojtka w usta.
Bo Wojtek ją kochał.
Podobno…
Był jej antidotum ?
~.~
UGH....
Tak czesto rozdzialy <3 mialam az 2 do nadrobienia, kocham to! :D dramatime jak z brakiem Kurka w kadrze :D nie no, powaznie...ci belchatowscy sistkarze to jednak sa ulomni, jak Boga kocham. Teksty Wrony mnie zabijają :D cale szczescie, ze Toska i Wlodi sie pogodzili, bo oni bez siebie po prostu nie istnieją, chyba oboje są swoim antidotum ;) nie zepsuj tego, no! Bo cię znajdę! Buziaki :*
OdpowiedzUsuń