czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział VIII


ANTONINA

25 rocznica ślubu moich rodziców przebiegła w bardzo miłej atmosferze. Mama oczywiście, co chwile zadawała wścibskie pytania, dotyczące Wojtka, kocham ją i wiem, że się o mnie martwi, dlatego cierpliwie na nie odpowiadałam, nieco zmieniając prawdę, bo przecież w jej oczach Wojtek był idealny. Tata natomiast spoglądał na mnie tym swoim podejrzliwym spojrzeniem, pod którym kuliłam się jak nastolatka, którą ojciec przyłapał na paleniu fajek.

Wojtek zadzwonił do mnie wczoraj, jednak nie odebrałam. Później mama powiedziała, że dzwonił na domowy i złożył im życzenia, kolejnych 25 lat razem.

Jaki kulturalny Wojtuś.

Wydarzenia z przed kilku dni ciągle mnie dręczą. Z jednej strony czuję się winna, bo jednak Wojtek marzył o tym turnieju od zawsze, a ja przecież kiedyś przyrzekłam sobie, że nigdy nie stanę na drodze jego kariery. Z drugiej jednak strony, obiecał. Cenię sobie dotrzymywanie obietnic i nie rzucania słów na wiatr, a Wojtek najnormalniej w świecie mnie olał.

I to boli.

Postanowiłam zostać u rodziców trochę dłużej niż początkowo planowałam. Dzisiaj mam się spotkać z Marleną, która za kilka miesięcy wychodzi za Marcina, więc obiecałam jej wycieczkę po salonach sukien ślubnych.

Właśnie prostowałam swoje włosy, które dzisiaj ewidentnie mnie nienawidziły, kiedy usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Wiadomość od Wojtka.

Panicz postanowił się odezwać. Miło.
Od Wojtek:
„ Kiedy wrócisz do domu? Miałaś być dzisiaj rano. Martwię się Tośka”

Pan Włodarczyk się martwi. Szkoda, że wcześnie miał mnie głęboko w poważaniu. Ciekawe skąd wie, że jeszcze mnie nie ma. Przecież powinien siedzieć w Bielsku, grać w turnieju marzeń.

„ Zostaję u rodziców na dłużej”

Krótko, zwięźle i na temat. Nie mam ochoty wchodzić z nim w jakąś głębszą wymianę zdań.

Od Wojtek
„ Przepraszam za to, że jestem pieprzonym dupkiem”

Chociaż w tym się zgadzamy panie Włodarczyk.
Postanowiłam nic nie odpisywać. Tym razem zwykłe przepraszam nie wystarczy.

***

- W tej mam cycki jak marzenie – Marlena spojrzała na swój dekolt w jednej z sukienek – Marcin chyba weźmie mnie zanim dojedziemy do Kościoła.

- Odpada – zaprotestowałam – seks przed ślubem?! Ty bezbożnico.

- Zawsze Ci powtarzałam Tośka, żadnego ślubu przed seksem i tego się trzymam – blondynka wypinała się przed wielkim lustrem niczym rasowa modelka.

- Jakby to Twój ksiądz usłyszał, to by Cię egzorcyzmy czekały, a nie ślub, Ty pomiocie szatana – zaśmiałam się, poprawiając długi tren jej sukni.

Nagle usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Nieco się zdziwiłam, gdy na ekranie zobaczyłam napis „Wronka”. Czyżby piczka weroniczka znowu miała urodziny, imieniny albo rocznicę operacji powiększenia biustu? Nie lada okazja do świętowania!

- Elo Endriu – odebrałam, przepełniona ciekawością.

- Jesteś w domu ? – zapytał, nie trudząc się żadnym przywitaniem.

- Może jakieś „Hej Tosiu moja najlepsza przyjaciółko” – odparłam sarkastycznie – jestem u rodziców – dodałam po chwili.

- Kurwa – zaklął, uderzając w coś.

- A co się stało? Wojtek chyba jest w domu, do niego zadzwoń.

- O to chodzi Tośka, że nie odbiera, kurwa. 

- No to widocznie jest zajęty – odparłam, wytrącona z równowagi, przez jego przekleństwa.

- Czym on może być zajęty, skoro sam siedzi w domu ze skręconą kostką ? – zniecierpliwił się Wrona.

- Jak to ze skręconą kostką ? – zapytałam kompletnie zdziwiona.

- No ze skręconą kostką, nie udawaj, że nie wiesz.

KURWA. Przecież nie wiem.

- Doznał kontuzji w pierwszym meczu i od soboty siedzi w domu – wytłumaczył, zdając sobie sprawę, że naprawdę nie miałam o tym pojęcia – prosił mnie, żebym mu przywiózł leki, a teraz nie otwiera mi drzwi.

- My się pokłóciliśmy… On mi nic nie powiedział… Kurwa – zaczęłam się chaotycznie tłumaczyć, czując się winna temu, że nie wiedziałam co się dzieje z moim własnym chłopakiem.

- Słyszałem co nieco o waszej sprzeczce – przerwał mi Andrzej – ale myślałem, że się już pogodziliście, w końcu jest już środa, a Włodi siedzi w domu z unieruchomiona nogą już kilka dni.

- Będę za 2 godziny Andrzej, a Ty spróbuj się dostać do mieszkania – powiedziałam rozłączając się.

***

Złamałam większość przepisów drogowych, droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Byłam wściekła. Na siebie, na Wojtka, na nas. Dlaczego mi nie powiedział, że skręcił kostkę ? Dlaczego nie zadzwonił? Wystarczył jeden głupi telefon. Ja z resztą też powinnam schować dumę do kieszeni, gdybym trochę się zainteresowała, nie musiałabym nawet długo szukać, by znaleźć informację o jego kontuzji.

Wszystko jest nie tak.

Wbiegłam na 3 piętro, niemal gubiąc zęby na jednym ze schodów, gdy torebka zaplątała mi się między nogami. Zauważyłam Andrzeja siedzącego przed drzwiami. Dziwny dreszcz przeszedł przez moje ciało, a w głowie pojawiły się najstraszniejsze myśli.

Praktycznie cała zawartość torebki znalazła się na wycieraczce, gdy próbowałam wyciągnąć klucze do mieszkania. Dziękowałam sobie w duszy, za wspaniałomyślność, gdy kilka tygodni przed wyjazdem do rodziców postanowiłam dorobić sobie własną parę.

Otworzyłam drzwi i weszłam w głąb mieszkania. Czułam ogromną gulę w gardle, a zaciśnięte w pięść dłonie bezwiednie ulokowałam na czarnym swetrze.

Nigdzie go nie było. W salonie grał telewizor, sypialnia była pusta, łazienka tak samo. Byłam przerażona, autentycznie przerażona.

- Tosia? Tosia to Ty? – usłyszałam, mijając kuchnię.

Obejrzałam się za siebie. Wojtek siedział na ziemi, za wielką kuchenną wyspę, widać było jedynie kule, które leżały koło niego.

Wielki kamień spadł mi z serca. A łzy mimowolnie pojawiły się w moich oczach.

***

- NIGDY – WIĘCEJ – MI – TEGO – NIE – RÓB – każde słowo wykrzykiwane przez brunetkę poprzedzone było ciosem. Przyjmujący, próbował przytrzymać dłonie dziewczyny, które raz po raz uderzały w jego ramię.

- Tosia, kochanie – Wojtek przytrzymał jej dłonie, po czym otulił swoimi ramionami jej rozedrgana płaczem ciało – spokojnie – ucałował jej czoła, delikatnie kołysząc dziewczynę, by nieco uspokoić jej skołatane nerwy. 

- Myślałam, że coś się stało, że umarłeś z głodu, że przewróciłeś się w łazience i rozbiłeś głowę o umywalkę, że ... – mamrotała Antosia, wtulana w tors chłopaka.

- Nic mi nie jest kochanie, widzisz? Jestem cały i zdrowy – odchylił jej głowę, ocierając spływające łzy.

Dziewczyna dopiero teraz spojrzała na bałagan jaki był na podłodze. Rozbity talerz, resztki jedzenia. Wojtek podążył za jej wzrokiem i podrapał się nerwowo po głowie.

- Chciałem sobie zrobić coś do jedzenia, ale niestety nie opanowałem jeszcze umiejętności chodzenia o kulach i noszenia talerzy jednocześnie – wytłumaczył.

- Stary, skoro żyjesz to ja zostawię was teraz samych – przerwał im, stojący do tej pory w drzwiach Wrona – Tutaj masz te leki – dodał, kładąc reklamówkę na wyspie.

- Dzięki Andrzej – podziękował Wojtek.

- Odprowadzę Cię do drzwi – zerwała się z podłogi brunetka.

- Przecież trafię Tośka, Ty powinnaś się teraz zająć naszym pacjentem– po tych słowach środkowy wyszedł.

Dziewczyna spojrzała na Włodarczyka, ten jedynie oparł głowę o jej ramię.

- Dlaczego nie otworzyłeś Wronie, jak się dobijał ? Jak do mnie zadzwonił, myślałam, że umrę – zapytała Tosia, głaszcząc chłopaka po przydługiej czuprynie.

- Nie chciałem litości, co by sobie pomyślał, jakby zobaczył mnie i mieszkanie w takim stanie ? Od razu by gadał, że sobie nie radzę. Wystarczy, że uważa, mnie za gównianego chłopaka – wyszeptał – Tosia ? – zapytał niemal bezgłośnie, gdy brunetka siedziała bez słowa – Chciałem Cię przeprosić, za to że jestem takim pieprzonym dupkiem. Powinienem z Tobą jechać i od razu odmówić Kamilowi. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Ja po prostu czasem robię bardzo głupie rzeczy, których potwornie żałuję, ale jestem upartym głupkiem i nie potrafię ustąpić.

- Wiem, że jesteś upartym głupkiem – przerwała mu brunetka – ale jesteś moim upartym głupkiem ze skręconą kostką, którym muszę się teraz zaopiekować, więc wstawaj! – dodała podając mu kule.

Wojtek chwycił podany mu przedmiot, a dziewczyna zabrała się za sprzątanie bałaganu.

- Tosia – Wojtek, zwrócił się do brunetki, a ta obróciła się by na niego spojrzeć. Chłopak stał oparty o kulę, w ubrudzonej od jakiegoś sosu koszulce – chciałbym, żebyś wiedziała, że strasznie Cię kocham. 

- Chodzą słuchy na mieście, że podobno tak jest, wiec co nieco obiło mi się o uszy– zaśmiała się brunetka, cmokając Wojtka w usta.

Bo Wojtek ją kochał.

Podobno…


Był jej antidotum ? 

~.~
UGH....

1 komentarz:

  1. Tak czesto rozdzialy <3 mialam az 2 do nadrobienia, kocham to! :D dramatime jak z brakiem Kurka w kadrze :D nie no, powaznie...ci belchatowscy sistkarze to jednak sa ulomni, jak Boga kocham. Teksty Wrony mnie zabijają :D cale szczescie, ze Toska i Wlodi sie pogodzili, bo oni bez siebie po prostu nie istnieją, chyba oboje są swoim antidotum ;) nie zepsuj tego, no! Bo cię znajdę! Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń