poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Epilog

Mieli bar­dzo pros­ty plan: być ra­zem do końca życia. Plan, co do które­go wszys­cy z ich kręgu zgodzi­liby się, że jest jak naj­bar­dziej real­ny. By­li naj­lep­szy­mi przy­jaciółmi, kochan­ka­mi i brat­ni­mi dusza­mi i wszys­cy uważali, że by­cie ra­zem jest ich przez­nacze­niem. Ale tak się złożyło, że pew­ne­go dnia przez­nacze­nie zmieniło zdanie.” – Cecelia Ahern.

Jeszcze do niedawna myślała, że łzy nigdy nie odejdą. Bała się, że jedynie co jej w życiu zostało to ciągły płacz. Straciła wszystko, co do niedawno stanowiło solidny, niemogący się zachwiać fundament. Bała się, była niemal przerażona wizją dalszego życia. Podejmowanie wyzwań samotnie, było wręcz przeszkodą nie do przejścia, paraliżującą jej wątłe ciało.

Myślała, że umarła, wraz z dźwiękiem zamykanych drzwi. Gdy dębowa powierzchnia uderzyła z głuchym dźwiękiem, czuła jakby rozpadała się na milion nie możliwych do ułożenia kawałków.

Wielu rzeczy w życiu się bała, ale najbardziej tego, że zostanie sama. W tamtym momencie jej najgorsze obawy uderzyły w nią z niewyobrażalną siłą.

Była sama, pomimo przyjaciół, którzy ją otaczali, rodziny, która stała przy jej boku.

Straciła antidotum, a los postanowił sobie z niej zakpić.

Jednak zdołała się podnieść, odnalazła w sobie siłę o którą nie podejrzewała się jeszcze kilka miesięcy temu. Ruszyła dalej, zostawiając ciągle krwawiącą przeszłość za sobą.

Czasami sprawdzała jak ON sobie radzi w Rosji. Z tego co opowiadał Kłos i Wrona, najgorzej nie jest, ale powołania na tegoroczną Ligę Światową raczej nie ma co oczekiwać.

Tęskniła za nim, próbowała się oszukiwać, zagłuszyć to okropne uczucie w zarodku, ale nie potrafiła.

Łapała się na tym, że przeglądała folder ze zdjęciami zbyt często i nazbyt długo. Rano jajecznicę robiła dla dwóch osób, jakby oczekując, że zaraz usłyszy głośne kroki na dębowych schodach.

Ale one nigdy nie nadchodziły.

Gdy dostała awans i zajęła jedno z ważniejszych stanowisk w firmie, jak na skrzydłach wróciła do mieszkania.

Całe szczęście z niej uleciało, gdy zdała sobie sprawę, że nie ma z kim świętować. Nie mogła nikomu powiedzieć, jak wspaniale się czuje.

Nie było GO w tych momentach jej życia, które chciała z nim dzielić.

Przecież odszedł.

Nie mogła dłużej żyć wspomnieniami wspólnych chwil. Minął rok, a ON wybrał karierę. Nie pisał, nie dzwonił, nie walczył. Poddał się, zostawił Antoninę, 4 lata mozolnie budowanego związku i szansę na wspólną przyszłość. 
Dlaczego ona nie mogła tego zrobić?

***

Ostatnie pudło wylądowało na stercie innych identyczny pakunków. Antonina otrzepała dłonie, dumna z wykonanego zadania.

Zaczynała nowy etap w swoim życiu. Wprowadziła się do swojego pierwsze, własnego mieszkania w Katowicach.

„Ciasne, ale własne” podsumowała Ola, gdy kilka dni później wkroczyła w skromne progi Słupnickiej z butelką wina. Jednego z najlepszych jak twierdziła.

Miała wiele powodów, żeby być szczęśliwą. Praca, rodzina, przyjaciele. Zdawać by się mogło, że to więcej, niż śmiałaby prosić.

Jednak skrycie, w głębi duszy, tęskniła za NIM.

Za Wojtkiem, który pewnie nawet nie wiedział, jak wiele miejsca w dalszym ciągu zajmuje w jej sercu, umyśle i duszy.

„ Idziemy na kawę Tośka, zostawiłam Igora, która ma chyba niewyczerpane pokłady energii, z jego odpowiedzialnym tatusiem, więc możemy się urwać, na jakieś ploty” zarządziła Ola, ale brunetka ciągle myślami była gdzieś indziej.

Wspominała chorwackie wakacje, na których zaczęli być razem, od tamtej pory stanowili całość, a nie dwie odrębne jednostki.
Dotarło do niej, że to właśnie tam Wojtek stał się naturalnym, wiecznym antidotum na jej troski.

Antidotum, które wyślizgnęło jej się z dłoni.

„ Nie możemy wybrać innej kawiarni, tylko akurat Tą?” spytała brunetka, gdy zasiadły w miejscu, które przynosiło zbyt dużo bolesnych wspomnień.

Pierwsze spotkanie, zaręczyny. Tutaj ich historia miała swój początek. Ostatnim razem jak tu była, nie przeszło jej przez myśl, że zostanie sama.

Ale przypadki chodzą po ludziach czyż nie ?

„ Tosia?” cichy głos chłopaka rozbrzmiał jakby tylko dla niej.

„ Wojtek?” odparła, niemal bezgłośnie.

Katowice to dziwne miasto, pamiętacie?

I to tutaj spotkała Wojtka po raz pierwszy.


Ale czy po raz ostatni? 


~.~
Mamy koniec. 
Możecie sami sobie wyobrazić, co się stało po ich spotkaniu w TEJ kawiarni. Czy Tosia i Wojtek zeszli się i żyli długo i szczęśliwie, czy może ich drogi na zawsze się rozdzieliły? 
Miałam nieco inny pomysł na to opowiadanie, pamiętam, że byłam nieźle nakręcona na tę historię. Później z rozdziału na rozdział cały zapał ze mnie uleciał. Niestety...
Ale skończyłam Włodiego! YEAAA! 
Pierwsza moja skończona historia ever ;) 
Dziękuję wszystkim, którzy komentowali ! ;)

Do napisania (; 

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział X

ANTONINA

Chyba nie mogłam być szczęśliwsza. Gdyby ktoś kilka lat temu mi powiedział, że jeden z najwspanialszych mężczyzn na świecie zechcę bym została jego żoną, najprawdopodobniej zaśmiałabym mu się w twarz. A teraz to wiem - Wojtek Włodarczyk chce spędzić ze mną resztę życia, a ja naprawdę nie mam nic przeciwko.

Marlena jak się dowiedziała, zaczęła skakać jak głupia i mówiła, że ona to wiedziała od momentu w którym poznała Włodiego, bo cytując „ On od samego początku patrzył na Ciebie jak wygłodniałe zwierze”…

 Co to ma do zaręczyn, sama nie wiem.

Od tamtych wydarzeń minął miesiąc, zdążyliśmy wrócić z bajecznych wakacji, na które wzięliśmy ze sobą Wronę i jego piczkę, która okazała się całkiem sympatyczna.

A co ważnego wydarzyło się w tym czasie? Znalazłam pracę w jednej z międzynarodowych firm, mających swoją filię w Łodzi. Co prawda nie piastuję kierowniczego stanowiska, w końcu niedawno skończyłam studia, ale naprawdę dobrze się czuję w tym miejscu.

Wojtek zostanie w Skrze na kolejny sezon, bo o zmianie klubu nic mi nie wspominał.

I tak sobie żyjemy

***

- Ale ten czas leci, jeszcze niedawno Igor był taki malutki, a teraz już chłopisko się robi – zwróciłam się do Oli, która szykowała butelkę dla małego, a ja trzymałam go w ramionach.

- Czasami już bolą mnie plecy jak go tak muszę wszędzie nosić.

- Ale to słodki ciężar jest – odparłam, całując pyzatą buźkę chłopca, na co ten wesoło zaśmiał się, chwytając koniec mojego warkocza.

-Słodki, słodki – mruczała blondynka – A jak tam Marlena ? Urodziła już?

- Ma termin na przyszły tydzień, chyba będzie cesarka, bo wiesz Marcin się wstrzelił i bliźniaki będą.

- O to super. Podwójna radość!

Zamyśliłam się przez chwilę. Wszyscy na około już mają dzieci. Ola, Marlena, nawet Wrona z Weroniką się starają.

- A Wy z Włodim coś planujecie ? – przerwała moje rozmyślania Ola, niemal czytając mi w myślach.

- Rozmawialiśmy ostatnio o tym, powiedział, że może jakoś w przyszłym roku, jak zaczniemy budować dom. Wiesz Wojtek chcę tej swojej wszechobecnej stabilizacji – odparłam, sadzając Igorka na krzesełku.

- To jednak coś, pamiętam, że jeszcze kilka miesięcy temu, na myśl o dziecko dostawał białej gorączki. A powiedz mi jak tam w pracy ?

- Bardzo dobrze, czuję, że to jest to co chcę robić w swoim życiu. Niby praca w korporacji, ale jednak całkowicie mnie satysfakcjonuje.

- To chyba najważniejsze, ale ja nie rozumiem trochę, po co szukałaś pracy, skoro zaraz musisz ją rzucić, chyba, że dadzą Ci jakieś przeniesienie czy coś.

- Ale czemu rzucać? – spytałam zdziwiona. Nie miałam zamiaru rzucać tej pracy, choćby mieli mnie żywcem przypalać.

- Bo przecież Wojtek podpisał kontrakt z Zenitem, więc chyba to logiczne, że musisz rzucić pracę? No chyba, że będziesz pracować w domu.

- Wojtek nie podpisał żadnego kontraktu – odparłam skonsternowana.

- Podpisał – Ola zapewniła mnie – wczoraj Karol mi mówił, że podpisał dwuletni kontrakt.

- O czym Ty mówisz? Karol się chyba przesłyszał – stwierdziłam.

- Nie, nie. Z pewnością się nie przesłyszał. Z resztą co ja Ci tu tłumaczę, ty pewnie wiesz najlepiej – odparła blondynka, wycierając Igorowi buzię, która była cała w czekoladzie.

- Właśnie nic nie wiem o żadnym kontrakcie, więc pewnie coś się Karolowi pomyliło – Ola spojrzała na mnie wielkimi oczami.

- Nie mów, że Ci nie powiedział – wyszeptała zdziwiona.

- Nie powiedział, bo pewnie nie miał co – odparłam, nie przyjmując do świadomości, tego, że Wojtek mógłby mi nie powiedzieć o tak ważnej sprawie.

- Tosia, ja dam sobie rękę uciąć, że Karol mówił o tym kontrakcie w kontekście Wojtka. Wiem kiedy mój narzeczony kłamie – powiedziała z pewnością blondynka.

Nagle  ogarnęła mnie dziwna niemoc połączoną ze wściekłością. Wiem, że Ola nigdy by mnie nie oszukała, a tym bardziej w tak ważnej sprawie.

- Ja… ja – zająknęłam się, próbując opanować dziwny chłód, który nagle pojawił się na moim ciele – ja chyba muszę z nim porozmawiać. Teraz.

Wstałam i udałam się do domu.

***

Wojtek właśnie oglądał jakiś bardzo ciekawy program, którego uczestnicy wykonywali za grubą kasę, jakieś absurdalne zadania. Był zbyt zmęczony, by podnieść rękę i chwycić pilot, by zmienić kanał.

Nagle rozległ się głośny dźwięk towarzyszący otwieraniu drzwi wejściowych. Podskoczył przerażony.

- Boże, nie strasz mnie Tosia – wykrzyknął przerażony, chwytając się za pierś, by uspokoić skołatane serce.
 
Rozdrażniona brunetka, puściła jego uwagę mimo uszu, siadając na fotelu, nie trudząc się nawet ściągnięciem butów.

- Wojtek – spojrzała na niego – czy masz mi coś do powiedzenia? – zapytała, zaciskając dłonie w pięść.

Siatkarz spojrzał na nią ze zdziwieniem, był zaskoczony jej oschłym, a jednocześnie lodowatym tonem.

- Nie kupiłem dzisiaj worków na śmieci, przepraszam – odparł skruszony.

- Nie chodzi mi o pieprzone worki, Wojtek – wycharczała brunetka.

- Nie powiedziałem Ci dzisiaj, że Cię kocham? – zapytał niepewnie.

Dziewczyna oparła czoło o swoją dłoń, oddychając ciężko.

- Czyli to, że podpisałeś dwuletni kontrakt z Zenitem jest wymysłem Kłosa?

Chłopak podniósł się, podchodząc do dziewczyny, a następnie położył jej dłoń na policzku.

- Powiedz, że to tylko jakiś żart – poprosiła cicho brunetka.

- Ja chciałem Ci powiedzieć – wyszeptał Wojtek.

Antonina spojrzała na niego, jej oczy powoli napełniły się łzami. Nie wierzyła, że stojący przed nią chłopak, jej narzeczony, mógł przemilczeć tak ważną sprawę.

- Kiedy?! – wykrzyknęła oburzona, strzepując jego dłoń ze swojego policzka – kiedy chciałeś mi powiedzieć ?! dzień przed wylotem?!

- Nie wiem, w najbliższym czasie. Kochanie nie denerwuj się, przecież to tylko głupi kontrakt.

- Głupi kontrakt? Tak nazywasz coś, co kompletnie zmieni nasze życie? Przecież wyjeżdżasz do Rosji i nawet nie pofatygowałeś się, żeby łaskawie mnie o tym poinformować! Dowiaduję się, od mojej koleżanki, że mój narzeczony podpisał pieprzony kontrakt z jakimś rosyjskim klubem!

- Tosia, taka jest moja praca. W Skrze grzałbym ławę za marne pieniądze, a w Zenicie zaproponowali mi naprawdę super warunki, nie mogłem odmówić – tłumaczył Wojtek, podchodząc do dziewczyny chcąc ją przytulić. Ta jednak odrzuciła jego ramiona, cofając się o kilka kroków.

- Wojtek. Jestem Twoją narzeczoną, myślałam, że takie decyzje powinniśmy podejmować wspólnie – wyszeptała brunetka, wyczerpana płaczem.

- Wiem, to było głupie z mojej strony, ale możemy to jakoś przejść. Wyjedziesz ze mną, jakoś sobie poradzimy, kochanie.

Tosia zaczęła energicznie kiwać głową, jakby próbując odepchnąć od siebie natrętne myśli.

- Nie Wojtek. Nie poradzimy sobie. Nie tym razem – powiedziała, nie spoglądając nawet w jego stronę – Ja nie mogę rzucić pracy. Nie mogę wyjechać.

- Tośka, przecież ta praca to jakaś kpina, wykorzystują Cię, płacąc Ci jakieś nędzne pieniądze. Wyjedziemy i jakoś utrzymamy się z tego co zarobię – Wojtek zaczął energicznie wymachiwać dłońmi.

- Wiesz Wojtek, myślałam, że Ci na mnie zależy, że chcesz żebym robiła w życiu to co mnie satysfakcjonuje, ale widocznie, jedyne na czym Ci zależy to Ty i twoja kariera. Naprawdę mi przykro, że nie uwzględniasz mnie w swoich planach.

- Przecież Cię uwzględniam Tosia! Chcę żebyś ze mną pojechała! Wszystko już załatwiłem. Wynająłem mieszkanie, kupiłem bilety na samolot. Wszystko jest gotowe – oburzył się siatkarz.

 - Chciałabym Ci łaskawie przypomnieć, że ja nie jestem tylko dziewczyną, która gotuje Ci obiady, którą pieprzysz kiedy najdzie Cię ochota i która bez zająknięcie sprząta Ci mieszkanie. Ja, to także moja praca, moje marzenia, moi przyjaciele, rodzina. Nie mogę tego tak zostawić.

- Tośka, przecież to tylko dwa sezony, nie dramatyzuj.

- Ja nie dramatyzuje Wojtek. Ja po prostu staram się, przekazać Ci, że powinieneś podejmować takie decyzje ze mną, skoro jesteśmy razem.

- Przepraszam – odparł przyjmujący lekceważąco – czy możemy teraz przestać się kłócić o coś, co i tak już jest postanowione.

- Pewnie – odparła brunetka spokojnie, następnie podeszła do Włodarczyka i pocałowała go z zaskoczenia.
 
- Za co to? – spytał zdziwiony siatkarz, pogłębiając pocałunek.

- To na pożegnanie – odparła dziewczyna, odsuwając się od chłopaka.

- Co? Na pożegnanie? Zostawiasz mnie ?! – wykrzyknął Wojtek, w jego głosie słychać było przerażenie.

- Ja Cię zostawiam? – zapytała zdziwiona dziewczyna – To Ty mnie zostawiłeś kochanie, kiedy podpisałeś ten kontrakt bez mojej wiedzy – dodała, chwytając torebkę z podłogi, obróciła się w stronę chłopaka, czując jak łzy wypełniają jej oczy –Mam nadzieję, że szybko zaaklimatyzujesz się w Rosji. Udanego sezonu Wojtek.

Cisza, przerwana dźwiękiem zatrzaskiwanych drzwi, ogarnęła mieszkanie.

Tego chciałeś Wojtek?

Wojtek, nie był już jej antidotum.

~.~
HUE ! :D 
No to jeszcze epilog jutro ;) 
Enjoy! :D


sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział IX

ANTONINA

Miesiąc, pół roku, rok ten czas tak szybko mija. Jeszcze niedawno Wojtek leżał ze skręconą kostką, mrucząc, że umiera, a teraz ja jestem już kilka dni po obronie pracy magisterskiej. Zakończyłam studia, pewien etap w moim życiu przestał już w nim istnieć. Pora ruszyć dalej.

Po tamtej pamiętnej kłótni i moim rychłym powrocie, postanowiłam zamieszkać z Wojtkiem. Dałam nam szanse. Często dziwiłam się moim koleżanką, które były w związkach, że zamiast walczyć o swoje, one tak szybko ulegają. Teraz wiem, że to było silniejsze od nich. Nadzieja to klucz do wszystkiego. Ja byłam z początku pełna obaw czy nam wyjdzie, rozumiem mieszkanie ze sobą podczas weekendów, czy parę razy w tygodniu, ale cały czas? Rozważałam wszelkie za i przeciw. Jednak jakaś mała cząstka mnie, ciągle powtarzała, że jak nie spróbuję to się nie przekonam. Byłam pełna nadziei, że to najlepsze wyjście ze wszystkich, że jak tego nie zrobię, to cofnę się o kilka kroków i nigdy nie dam rady ruszyć dalej.

Z początku kłóciliśmy się o najmniejszą bzdurę, że Wojtek nie wyniósł śmieci, nie włożył naczyń do zmywarki, że łazienka zawsze po jego kąpieli zamieniała się w basen. Związek to sztuka kompromisów, więc siłą rzeczy musieliśmy spróbować zmienić nasze niektóre nawyki. Wojtkowi szło to opornie, ale starała się i to chyba najważniejsze. Do tej pory muszę mu przypominać, że śmieci same nie wyjdą z domu.

Oczywiście muszę zaznaczyć, że Wojtek to nie tylko potworny współlokator. Ma on wspaniałe cechy, których za żadne skarby świata nie zmieniłabym na nic innego. Fantastycznie odkurza i do tego bardzo chętnie się za to bierze. Mówi mi, że to dlatego, że nie słyszy mojego ględzenia, gdy włączy urządzenie. Ja znam jednak prawdziwy powód. To Kłos mu powiedział, że od tego robią się wspaniałe mięśnie ramion. A skąd Karol ma taką wiedzę ? Dzięki Oli, która zmęczona wychowywaniem Igora i pełnieniem roli pani domu, postanowiła swojemu narzeczonemu wkręcić bajkę, którą on łyknął jak młody pelikan i od tamtej pory nie pozwala nikomu dotknąć odkurzacza. Faceci… 
 
Wojtek czasami robi naprawdę głupie rzeczy, ale wiem, że ja też nie jestem idealna. Po roku mieszkania razem, nie kocham go za jego zalety, ale pomimo jego wad i to jest nasz największy sukces.

***

WOJTEK

Wpadłem do domu jak burza, rzuciłem torbę na ziemię i niemal wywróciłem stojący na szafce wazon. W kuchni Tosia stała i coś gotowała, pachniało jak spaghetti, ale w tym momencie mnie to nie interesowało. Podszedłem do niej, objąłem jej talie, a moje głowa spoczęła na jej ramieniu.

- Gotowa na niespodziankę? – spytałem, całując jej zaróżowiony policzek. Tosia jedynie kiwnęła głową – 4 lata temu pewna urocza brunetka chciała zrobić sobie ze mną zdjęcie. Musimy to uczcić.

- Zostałam wtedy znokautowana, przez laskę jakiegoś dziadka.

- Nie sposób zapomnieć – odparłem, śmiejąc się gdy w mojej głowie zaczęły pojawiać się wspomniane obrazki – to teraz jemy Twoje przysmaki i zwijamy się księżniczko – dodałem, klepiąc ją po pośladku, na co ona jak zawsze śmiesznie pisnęła.

***

- Serio? Ta niespodzianka to kawa w katowickim starbucks’ie ? Myślałam, że się wysilisz kochanie – brunetka nabijała się z Wojtka.

- Chciałem pobudzić w Tobie wspomnienia, ale widocznie Ty nie jesteś jak te wszystkie kobiety w tych dennych romantycznych filmach – odparł siatkarz, robiąc smutną minę.

- Wojtuś, znamy się już 4 laty, a Ty jeszcze tego nie zauważyłeś – Tosia rozczochrała jego czuprynę – chociaż, tak właściwie, to nawet miłe.

- Tosiu, znamy się już 4 laty, a Ty myślałaś, że to jedyne co dla Ciebie przyszykowałem? – przedrzeźniał dziewczynę chłopak, obejmując ją ramieniem – mam jeszcze kilka asów w rękawie.

- Poprosiłeś pana z laską o rekonstrukcję wydarzenie ? – zapytała przestraszona brunetka, na co Wojtek zaśmiał się wesoło, kiwając jedynie głową, na znak, że tego akurat nie zaplanował.

- Teraz pozwolisz, że skorzystam z toalety – chłopak wstał z zajmowanego przez siebie miejsca, a Tosia założyła okulary przeciwsłoneczne, bo zachodzące słońce, dawało jej się we znaki.

Po kilku chwilach nieobecności chłopaka, poczuła jak miejsce koło niej się ugina pod ciężarem osoby, która na nim usiadła.

- Następnym razem, weź mapę, to szybciej trafisz. Nie było Cię z 10 minut – powiedziała sarkastycznie brunetka, nawet nie spoglądając na niego.

- Ola nie narzeka, dodatkowo mówi, że zawsze trafiam – odparł Kłos.

Tosia spojrzała na niego zdziwiona.

- Co? Jak? Dlaczego Ty tutaj ? – spytała zaszokowana.

- Jak to dlaczego ? –odparł środkowy – poznaliśmy się tutaj 4 lata temu, trzeba to uczcić – wesoło klasnął w dłonie.

- Boże, Karol, już więcej nie idę z Tobą po żadną kawę, myślałam, że ta sprzedawczyni, zrobi Ci loda przy wszystkich – Ola siadła na przeciwległym miejscu, jęcząc.

Tosia przenosiła wzrok z Karola na Olę i odwrotnie. Nie mogła uwierzyć jak oni się tutaj znaleźli.

- Kochanie, mam nadzieję, że się cieszyć z kolejnej niespodzianki – zapytał, pojawiający się Wojtek, który postawił przed nią talerzyk z ciastem i siadł koło Oli.

- Jak Ty to ogarnąłeś ? – zapytała zdziwiona dziewczyna.

- No wiesz, ma się ten talent – odparł, poprawiając sobie teatralnie grzywkę.

***

ANTONINA

- Ustawmy się tak jak wtedy – rozkazał Wojtek, władczo chwytając mnie za ramiona i obracając tyłem do głównego wyjścia z dworca – to będzie takie zdjęcie pamiątkowe.

- Dobra, dobra – odparłam, ustawiając się we wskazanym przez Wojtka miejscu.

Kłos niczym profesjonalny fotograf, zaczął przekręcać różne, kompletnie dla mnie obce pokrętła w swoim wielkim aparacie.

- Dobra, teraz poproszę o najszczerszy uśmiech w waszym życiu – wymruczał Karol, zza obiektywu. Po kilku chwilach radośnie pisnął, niczym hotki na jego widok, co mnie odrobinę zdziwiło, ale to jest Kłos, tego nie zrozumiesz – Chcesz zobaczyć moje dzieło Tośka ?

- Pewnie – odparłam, przejmując od niego sprzęt.

Spojrzałam na wyświetlacz, zdjęcie jak zdjęcie. Jednak nagle coś przykuło moją uwagę, zesztywniałam.

Oderwałam wzrok od aparatu, obracając się w stronę Wojtka.

Zamarłam. Za naszymi plecami, na szklanej ścianie dworca migał ogromny napis. Napis, którego sens dźwięczał mi w głowie. Poczułam suchość w gardle, a ręce zaczęły mi się pocić.

Wielki, migający napis, którego nie dało się przeoczyć.

„ Wyjdziesz za mnie, Tosiu?”

Spojrzałam na Wojtka. Klęczał z wyciągniętą w moją stronę dłonią, na której spoczywało piękne pudełeczko.

Zakryłam dłonią usta, czując napływające łzy.

- Tutaj się poznaliśmy Tosiu, dokładnie 4 lata temu. To miejsce już zawsze będzie mi przypomniało o najszczęśliwszym dniu w moim życiu, gdy pewna fanka chciała sobie ze mną zrobić zdjęcie. Fanka, która stała się moją najlepszą przyjaciółką, kochanką, bratnią duszę i teraz w tym miejscu, jestem pewien jak niczego innego na świecie, że chcę żeby stała się również moją żoną. Chcę już zawsze być częścią Twojego życia Tosiu – przerwał, by unieść wieczko pudełeczko, ukazując przepiękny pierścionek – A czy Ty chcesz być częścią mojego ?

Nie miałam siły by wydusić z siebie słowa, zwykłego „Tak”, kiwnęłam jedynie głową. Wojtek wsunął na mój palec pierścionek, a następnie pocałował mnie jak jeszcze nigdy wcześniej, a gdy trzymał mnie w ramionach, wiedziałam, że to miejsce na ziemi jest tylko dla mnie.

Bo Wojtek był częścią jej życia.


Był jej antidotum ? 

~.~
Jutro 10, a w poniedziałek epilog ;) 
Buźka! :*

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział VIII


ANTONINA

25 rocznica ślubu moich rodziców przebiegła w bardzo miłej atmosferze. Mama oczywiście, co chwile zadawała wścibskie pytania, dotyczące Wojtka, kocham ją i wiem, że się o mnie martwi, dlatego cierpliwie na nie odpowiadałam, nieco zmieniając prawdę, bo przecież w jej oczach Wojtek był idealny. Tata natomiast spoglądał na mnie tym swoim podejrzliwym spojrzeniem, pod którym kuliłam się jak nastolatka, którą ojciec przyłapał na paleniu fajek.

Wojtek zadzwonił do mnie wczoraj, jednak nie odebrałam. Później mama powiedziała, że dzwonił na domowy i złożył im życzenia, kolejnych 25 lat razem.

Jaki kulturalny Wojtuś.

Wydarzenia z przed kilku dni ciągle mnie dręczą. Z jednej strony czuję się winna, bo jednak Wojtek marzył o tym turnieju od zawsze, a ja przecież kiedyś przyrzekłam sobie, że nigdy nie stanę na drodze jego kariery. Z drugiej jednak strony, obiecał. Cenię sobie dotrzymywanie obietnic i nie rzucania słów na wiatr, a Wojtek najnormalniej w świecie mnie olał.

I to boli.

Postanowiłam zostać u rodziców trochę dłużej niż początkowo planowałam. Dzisiaj mam się spotkać z Marleną, która za kilka miesięcy wychodzi za Marcina, więc obiecałam jej wycieczkę po salonach sukien ślubnych.

Właśnie prostowałam swoje włosy, które dzisiaj ewidentnie mnie nienawidziły, kiedy usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Wiadomość od Wojtka.

Panicz postanowił się odezwać. Miło.
Od Wojtek:
„ Kiedy wrócisz do domu? Miałaś być dzisiaj rano. Martwię się Tośka”

Pan Włodarczyk się martwi. Szkoda, że wcześnie miał mnie głęboko w poważaniu. Ciekawe skąd wie, że jeszcze mnie nie ma. Przecież powinien siedzieć w Bielsku, grać w turnieju marzeń.

„ Zostaję u rodziców na dłużej”

Krótko, zwięźle i na temat. Nie mam ochoty wchodzić z nim w jakąś głębszą wymianę zdań.

Od Wojtek
„ Przepraszam za to, że jestem pieprzonym dupkiem”

Chociaż w tym się zgadzamy panie Włodarczyk.
Postanowiłam nic nie odpisywać. Tym razem zwykłe przepraszam nie wystarczy.

***

- W tej mam cycki jak marzenie – Marlena spojrzała na swój dekolt w jednej z sukienek – Marcin chyba weźmie mnie zanim dojedziemy do Kościoła.

- Odpada – zaprotestowałam – seks przed ślubem?! Ty bezbożnico.

- Zawsze Ci powtarzałam Tośka, żadnego ślubu przed seksem i tego się trzymam – blondynka wypinała się przed wielkim lustrem niczym rasowa modelka.

- Jakby to Twój ksiądz usłyszał, to by Cię egzorcyzmy czekały, a nie ślub, Ty pomiocie szatana – zaśmiałam się, poprawiając długi tren jej sukni.

Nagle usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Nieco się zdziwiłam, gdy na ekranie zobaczyłam napis „Wronka”. Czyżby piczka weroniczka znowu miała urodziny, imieniny albo rocznicę operacji powiększenia biustu? Nie lada okazja do świętowania!

- Elo Endriu – odebrałam, przepełniona ciekawością.

- Jesteś w domu ? – zapytał, nie trudząc się żadnym przywitaniem.

- Może jakieś „Hej Tosiu moja najlepsza przyjaciółko” – odparłam sarkastycznie – jestem u rodziców – dodałam po chwili.

- Kurwa – zaklął, uderzając w coś.

- A co się stało? Wojtek chyba jest w domu, do niego zadzwoń.

- O to chodzi Tośka, że nie odbiera, kurwa. 

- No to widocznie jest zajęty – odparłam, wytrącona z równowagi, przez jego przekleństwa.

- Czym on może być zajęty, skoro sam siedzi w domu ze skręconą kostką ? – zniecierpliwił się Wrona.

- Jak to ze skręconą kostką ? – zapytałam kompletnie zdziwiona.

- No ze skręconą kostką, nie udawaj, że nie wiesz.

KURWA. Przecież nie wiem.

- Doznał kontuzji w pierwszym meczu i od soboty siedzi w domu – wytłumaczył, zdając sobie sprawę, że naprawdę nie miałam o tym pojęcia – prosił mnie, żebym mu przywiózł leki, a teraz nie otwiera mi drzwi.

- My się pokłóciliśmy… On mi nic nie powiedział… Kurwa – zaczęłam się chaotycznie tłumaczyć, czując się winna temu, że nie wiedziałam co się dzieje z moim własnym chłopakiem.

- Słyszałem co nieco o waszej sprzeczce – przerwał mi Andrzej – ale myślałem, że się już pogodziliście, w końcu jest już środa, a Włodi siedzi w domu z unieruchomiona nogą już kilka dni.

- Będę za 2 godziny Andrzej, a Ty spróbuj się dostać do mieszkania – powiedziałam rozłączając się.

***

Złamałam większość przepisów drogowych, droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Byłam wściekła. Na siebie, na Wojtka, na nas. Dlaczego mi nie powiedział, że skręcił kostkę ? Dlaczego nie zadzwonił? Wystarczył jeden głupi telefon. Ja z resztą też powinnam schować dumę do kieszeni, gdybym trochę się zainteresowała, nie musiałabym nawet długo szukać, by znaleźć informację o jego kontuzji.

Wszystko jest nie tak.

Wbiegłam na 3 piętro, niemal gubiąc zęby na jednym ze schodów, gdy torebka zaplątała mi się między nogami. Zauważyłam Andrzeja siedzącego przed drzwiami. Dziwny dreszcz przeszedł przez moje ciało, a w głowie pojawiły się najstraszniejsze myśli.

Praktycznie cała zawartość torebki znalazła się na wycieraczce, gdy próbowałam wyciągnąć klucze do mieszkania. Dziękowałam sobie w duszy, za wspaniałomyślność, gdy kilka tygodni przed wyjazdem do rodziców postanowiłam dorobić sobie własną parę.

Otworzyłam drzwi i weszłam w głąb mieszkania. Czułam ogromną gulę w gardle, a zaciśnięte w pięść dłonie bezwiednie ulokowałam na czarnym swetrze.

Nigdzie go nie było. W salonie grał telewizor, sypialnia była pusta, łazienka tak samo. Byłam przerażona, autentycznie przerażona.

- Tosia? Tosia to Ty? – usłyszałam, mijając kuchnię.

Obejrzałam się za siebie. Wojtek siedział na ziemi, za wielką kuchenną wyspę, widać było jedynie kule, które leżały koło niego.

Wielki kamień spadł mi z serca. A łzy mimowolnie pojawiły się w moich oczach.

***

- NIGDY – WIĘCEJ – MI – TEGO – NIE – RÓB – każde słowo wykrzykiwane przez brunetkę poprzedzone było ciosem. Przyjmujący, próbował przytrzymać dłonie dziewczyny, które raz po raz uderzały w jego ramię.

- Tosia, kochanie – Wojtek przytrzymał jej dłonie, po czym otulił swoimi ramionami jej rozedrgana płaczem ciało – spokojnie – ucałował jej czoła, delikatnie kołysząc dziewczynę, by nieco uspokoić jej skołatane nerwy. 

- Myślałam, że coś się stało, że umarłeś z głodu, że przewróciłeś się w łazience i rozbiłeś głowę o umywalkę, że ... – mamrotała Antosia, wtulana w tors chłopaka.

- Nic mi nie jest kochanie, widzisz? Jestem cały i zdrowy – odchylił jej głowę, ocierając spływające łzy.

Dziewczyna dopiero teraz spojrzała na bałagan jaki był na podłodze. Rozbity talerz, resztki jedzenia. Wojtek podążył za jej wzrokiem i podrapał się nerwowo po głowie.

- Chciałem sobie zrobić coś do jedzenia, ale niestety nie opanowałem jeszcze umiejętności chodzenia o kulach i noszenia talerzy jednocześnie – wytłumaczył.

- Stary, skoro żyjesz to ja zostawię was teraz samych – przerwał im, stojący do tej pory w drzwiach Wrona – Tutaj masz te leki – dodał, kładąc reklamówkę na wyspie.

- Dzięki Andrzej – podziękował Wojtek.

- Odprowadzę Cię do drzwi – zerwała się z podłogi brunetka.

- Przecież trafię Tośka, Ty powinnaś się teraz zająć naszym pacjentem– po tych słowach środkowy wyszedł.

Dziewczyna spojrzała na Włodarczyka, ten jedynie oparł głowę o jej ramię.

- Dlaczego nie otworzyłeś Wronie, jak się dobijał ? Jak do mnie zadzwonił, myślałam, że umrę – zapytała Tosia, głaszcząc chłopaka po przydługiej czuprynie.

- Nie chciałem litości, co by sobie pomyślał, jakby zobaczył mnie i mieszkanie w takim stanie ? Od razu by gadał, że sobie nie radzę. Wystarczy, że uważa, mnie za gównianego chłopaka – wyszeptał – Tosia ? – zapytał niemal bezgłośnie, gdy brunetka siedziała bez słowa – Chciałem Cię przeprosić, za to że jestem takim pieprzonym dupkiem. Powinienem z Tobą jechać i od razu odmówić Kamilowi. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Ja po prostu czasem robię bardzo głupie rzeczy, których potwornie żałuję, ale jestem upartym głupkiem i nie potrafię ustąpić.

- Wiem, że jesteś upartym głupkiem – przerwała mu brunetka – ale jesteś moim upartym głupkiem ze skręconą kostką, którym muszę się teraz zaopiekować, więc wstawaj! – dodała podając mu kule.

Wojtek chwycił podany mu przedmiot, a dziewczyna zabrała się za sprzątanie bałaganu.

- Tosia – Wojtek, zwrócił się do brunetki, a ta obróciła się by na niego spojrzeć. Chłopak stał oparty o kulę, w ubrudzonej od jakiegoś sosu koszulce – chciałbym, żebyś wiedziała, że strasznie Cię kocham. 

- Chodzą słuchy na mieście, że podobno tak jest, wiec co nieco obiło mi się o uszy– zaśmiała się brunetka, cmokając Wojtka w usta.

Bo Wojtek ją kochał.

Podobno…


Był jej antidotum ? 

~.~
UGH....

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział VII

Kilka miesięcy później

- Wrona, Ty debil jesteś normalnie. Ja wiedziałam, że jak dostałeś taki wzrost, to Bóg musiał Ci czegoś poskąpić, ale żeby mózgu?

Chłopak obruszył się na tę dość uszczypliwą uwagę.

- Z moim mózgiem jest wszystko w jak najlepszym porządku, Słupnicka!

-Tak ? – spytał brunetka, mieszając łyżką w garnku, a następnie oblizując ją co spotkało się z pełnym obrzydzenia pomrukiem ze strony środkowego – To jak wytłumaczysz mi to, że przyszedłeś w moje skromne progi o godzinie 6 nad ranem i siedzisz tutaj już od przeszło 7 godzin, niemal wypłakując się na moim ramieniu, bo zapomniałeś o urodzinach swojej kochanej piczki weroniczki, i błagasz …

- To nie jest żadna piczka – przerwał jej Andrzej, broniąc swojej ukochanej. Tośka jedynie obróciła się w jego stronę, unosząc sceptycznie jedną z brwi – dobra kontynuuj.

- i błagasz drogi Andrzeju bezmózgu Wrona – brunetka skierowała w jego stronę łyżeczkę, pech chciał, że dopiero co ponownie wyjęła ją z garnka i teraz siatkarz ścierał znajdujący się na niej sos ze swojej twarzy – mnie Antoninę siostrę miłosierdzia Słupnicką, o to, żebym pomogła Ci ogarnąć w ciągu kilku godzin jakiś powalający na kolana prezent, na widok którego piczka weroniczka klęknie Ci do miecza. I Ty śmiesz twierdzić, że masz mózg ?

- Tośka no – załamał się Andrzej, uderzając głową o blat stołu – Tylko w Tobie ma nadzieja. Przecież jakbym poszedł do Wojtka albo Karola, to od razu podrzucili by mi jakiś pomysł typu : przywiąż ją do łóżka, niech wie kto rządzi w tym związku.

- Tutaj się z Tobą zgodzę, do tej pory pamiętam, jak kupiłeś mamie karnet na naukę tańca na rurze, bo Karol powiedział, że nic tak dobrze Twojej mamie nie zrobi jak porządny, erotyczny pole dance. A ty jak ten bezmózg go posłuchałeś. Właściwie – brunetka zamyśliła się, podsuwając sobie pod usta trzymaną w ręku łyżkę – to ja nie wiem dlaczego teraz się tak pultam, że nie masz mózgu, skoro wiedziałam to odkąd Cię poznałam.

- Dlaczego Ty mnie tak obrażasz, moja droga, najlepsza przyjaciółko?

- Bo muszę jakoś się psychicznie nastawić na to, żeby szykować z Tobą jakiś prezent, dla tej twojej piczki. Najpierw Cię trochę pohejtuje, a później uderzymy w miasto.

- Kochana jesteś ! – siatkarz wesoło podskoczył na zajmowanym stołku.

- Wiem, wiem. W ogóle musimy rozejrzeć się za jakimś klęcznikiem.

- Klęcznikiem? Po co ?

- Bo jak Słupnicka odwali prezeciora, to piczka weroniczka będzie Ci miecz polerować, przez cały wieczór. A ja jako siostra miłosierdzia, pomyślałam na zapas o jej biednych kolankach.

- Boże, Tośka, ale z Ciebie wulgar jest. Czuję się speszony twoją wypowiedzią – Andrzej wzdrygnął się.

- Oj tam Wrona, mówisz jakbyś święty był.

 ***

ANTONINA

Wrona to najbardziej absorbujący uwagę facet jakiego znam. Najpierw przez pół dnia suszył mi głowę o ten prezent, a później przez drugą połowę, narzekał na każdy mój pomysł. Wejściówka do Spa – nie, bo on nie pozwoli nikomu innemu dotykać Weroniczki. Kolacja przy świecach, w najbardziej prestiżowej restauracji w mieście – nie, bo Weroniczka na diecie. Ostatecznie zaproponowałam skok na bungee nad zbiornikiem wypełnionym krwiożerczymi bestiami. Nie wiem dlaczego, ale Wrona powiedział mi, żebym się goniła. 
Przecież to wspaniały pomysł był.

Wrona końcem końców zdecydował się na wykupienie noclegu, w jakimś wypaśnym hotelu w Zakopanem, żeby spędzić tam weekend ze swoją piczką. Dokupił jeszcze jakąś biżuterię, której cena będzie mi się śnić po nocach. Jak spytałam, czy naprawdę nie ma na co wydawać kasy, stwierdził, że Weroniczka nie jest tania i nie będzie mu polerować za półdarmo.

Okeeeej Andrzej…. Rozumiem. A to niby ja jestem wulgarna.  

Gdy w końcu udało mi się uwolnić od tego bezmózga, trafiłam na następnego.

Wojtek.

Tak mój Wojtek, to kolejny bezmózg na tym ziemskim padole, którego dane mi było spotkać na mej życiowej drodze.

Ja chyba cierpię za jakieś grzechy z poprzedniego wcielenia. Pewnie byłam jakąś stonką ziemniaczaną, która zniszczyła plony jakiegoś nadzianego chłopa. Lub coś w ten deseń.

A teraz się męczę.

Co wymyślił Włodarczyk tym razem?

Otóż, przedstawił mi swój plan (poparty prezentacją w POWERPOINT!) mojego studiowania w Łodzi. Według Włodarczyka, powinnam rzucić uczelnie w Katowicach i zacząć studiować w Łodzi. Bo on potrzebuje mnie bliżej. Bo ja tak dobrze gotuje i on uwielbia moje ciepłe obiadki. Bo on jest młody, sprawny i napalony, więc spotkania raz w tygodniu, nie zaspokoją jego potrzeb.

Chciałam mu wybić ten absurdalny pomysł z głowy za pomocą żeliwnej patelni, którą kupiłam dzisiaj podczas maratonu z Wroną.

Ale ostatecznie stwierdziłam, że to była ostatnia patelnia na przecenie i jak mu teraz nią przydzwonię, to jajecznicę będę musiała robić w jakimś garnku.

Oh ile ja bym dała, żeby mój facet był normalny. Chciałabym, żeby w wolnych chwilach szykował mi romantyczne kolacje, gorące kąpiele, ewentualnie zabierał na spacer po parku. Ale nie. Biednemu zawsze wiatr w oczu i dostał mi się taki ewenement.

- Kochanie, jesteśmy ze sobą już prawie rok, znamy się od kilku lat, to chyba normalna kolej rzeczy, że się do mnie wprowadzisz – Wojtek próbował mnie przekonać na wszystkie możliwe sposoby. Mówiąc „ na wszystkie możliwe sposoby” mam na myśli to, że właśnie klęczy przede mną, całując moje dłonie. 

Włodarczyk, ale dałeś się upodlić.

- Wojtek, ale mnie został tylko rok, przecież nie będę zmieniać uczelni na ostatnie dwa semestry.

- Dlaczego nie? – spytał, wtulając twarz w mój brzuch.

- Bo zawsze dostajesz to co chcesz, ale nie tym razem złociuteńki – odparłam, wznosząc oczy do góry, gdy jego uścisk się wzmocnił.

- Łamiesz mi serce Tosiu – załkał, udając rozpacz.

- Umówmy się tak – zaproponowałam, widząc, że bardzo mu na tym zależy – że dam Ci odpowiedzieć, po tym jak wrócimy od moich rodziców.

- Czyli za 3 tygodnie ? – jęknął zrozpaczony – ale ja się nie doczekam.

- Cierpliwość to nie jest Twoja najmocniejsza strona. Ale i tak Ci uległam, więc teraz musisz poczekać. Niestety kochanie – wysłałam mu buziaka – a teraz puść mnie i pozwól mi odnieść tę patelnię do kuchni – wskazałam na przedmiot trzymany w dłoni.

***

- A teraz idziemy na jednego! A teraz idziemy wódkę pić.

Głośne, wesołe okrzyki poniosły się po jednym z mieszkań w Bełchatowie. Winiarski, jako główny głos męski w tym zacnym chórze, co chwilę nucił jakąś wszystkim znaną alkoholicką przyśpiewkę. A okazja do śpiewów była nie mała, przecież Karol Kłos nie zostaje ojcem codziennie.

A dzisiaj w ten czerwcowy, zaskakująco gorący dzień siatkarze opijali tradycyjne pępkowe. Kłos dumny jak paw na początku imprezy, chodził od jednej osoby do drugiej, pokazując zdjęcie Igora Kłosa, swojego pierworodnego syna. Jednak z biegiem czasu, dla bezpieczeństwa, Włodi zabrał mu telefon, by ten przez nieuwagę właściciela nie wpadł do jakiegoś naczynia wypełnionego niezidentyfikowanym alkoholem.

- Olka się tak darła – opowiadał z przejęciem środkowy – że ja w pewnym momencie myślałem, że ją tam gdzieś żywcem podpalają. Oczywiście zagroziła mi, że już się więcej do niej nie dobiorę, bo to wszystko przeze mnie.

- Baby zawsze tak gadają – Winiar ochoczo przytaknął, upijając łyk piwa – a później będzie Ci jęczeć, że chce kolejne dziecko. A ty jak ten reproduktor, nic nie będziesz miał do gadania, ale z resztą, co by tu gadać, jak kobieta prosi, nie śmiem odmówić.

- Dżentelmen – Włodarczyk klepnął przyjmującego w plecy, śmiejąc się.

- Ty młody nie bądź taki do przodu – zwrócił się do Wojtka Wlazły – z Tośką byś coś zmalował może, a nie śmiejesz się z przykładnego ojca rodziny.

- Mam jeszcze czas na robienie dzieci – odparł brunet.

- Ty na wszystko masz zawsze czas, a później się obudzisz z ręką w nocniku – najmłodszy stażem ojciec, dodał swoje 3 grosze.

- Czego się mnie czepiacie, Wrona też niedzieciaty jeszcze – oburzył się – Ja chcę się wyszaleć, nie w głowie mi dzieci.

- Tylko żebyś Ty Włodi czasami przez to szaleństwo nie zapomniał, że związek to nie tylko Ty i Twoje dobra, ale także Tosia i jej potrzeby – mruknął Wlazły, po czym chwycił butelkę z piwem wznosząc ją ku górze – a teraz pijmy za zdrowie Igora!

***

- Tośka, Tosiunia, Tosieńko – rozradowany Włodi wleciał jak burza do swojego mieszkania, rozglądając się po wszystkich pokojach w poszukiwaniu swojej dziewczyny.

- Pali się czy co ? – ubrana w ręcznik brunetka, opuściła zajmowaną przed chwilą łazienkę.

Wojtek podbiegł do niej, chwycił ją w ramiona i obrócił kilka razy. 

- Definitywnie czymś się zjarałeś – brunetka ostrożnie wyplątała się z uścisku chłopaka – A rodzice Cię nie uczyli, że jarać, to można tylko sprawdzony towar?

- Mam zajebiste wieści! – chłopak przemilczał jej uszczypliwą uwagę – gramy z Kamilem w Bielsku, w tym wielkim turnieju plażówki!

Brunet zaczął tańczyć, do sobie tylko znanej melodii. Dziewczyna oplotła jego szyję rękoma, a nogi zarzuciła na jego biodra, nie zważając na zsuwający się ręcznik.

- Gratuluje Kochanie, wiedziałam, że Wam się uda – pocałowała go, jednocześnie zeskakując na podłogę i poprawiając biały materiał na jej ciele – a kiedy dokładnie zaczynacie?

- W piątek mamy pierwszy mecz, więc musimy się tam zjawić jakoś w środę wieczorem – odparł podekscytowany, gestykulując więcej niż zazwyczaj.

- W tę środę ? – zapytała brunetka niepewnym głosem.

- No tak.

- Przecież, mamy w piątek jechać do moich rodziców na rocznicę – przypomniała chłopakowi Tośka – mówiłam Ci o tym już od miesiąca.

Wojtek naglę stracił cały pokład entuzjazmu i radości, jaki miał jeszcze kilka minut temu.

- Boże, Tosia… - zająknął się, zakrywając twarz dłonią – na śmierć zapomniałem. Jakbym pamiętał, to w życiu bym się nie zgadzał na propozycję Kamila, przecież wiesz.

- Obiecałeś Wojtek … - brunetka spokojnym głosem cedziła każde słowo – obiecałeś, że pojedziemy. To nie jest jakiś głupi wyjazd, to 25 rocznica ślubu moich rodziców, o której przypominam Ci od kilku tygodni.

- Chciałbym pojechać kochanie, ale przecież nie mogę zostawić teraz Kamila – siatkarz próbował załagodzić sytuację.

- Nie możesz zostawić Kamila, ale Twoja dziewczyna niech sobie radzi sama, tak ? – sarknęła w jego stronę brunetka, obracając się w stronę łazienki – to niech Kamil teraz rzuci studia i się do Ciebie wprowadzi, bo ja nie mam zamiaru – dodała, zamykając za sobą drzwi.

A ostatnie co usłyszała nim zamknęła za sobą kabinę prysznicową, by jej łzy zmieszały się z lecącą wodą, to głośny huk zamykanych drzwi wejściowych i kanonadę przekleństw.

***

WOJTEK

Przecież kurwa nie chciałem tego zrobić. To czysty przypadek, jestem facetem i po prostu takie rzeczy potrafią wypaść mi z głowy. Tośka faktycznie co chwilę przypominała mi o tym wyjeździe do jej rodziców, ale myślałem, że jest on trochę później.

Ja to potrafię wszystko spieprzyć.

Nie mogę teraz powiedzieć Kamilowi, że z nim nie zagram. Obiecałem mu, a do tego mamy możliwość zagrania w turnieju, o którym do niedawna mogłem pomarzyć.

Kurwa. Gdyby życie nie mogło być proste. Nie chcę zawieść Kamila, ale przecież to Tosia pierwsza mówiła o tej rocznicy…

Może przekonam ją, żebyśmy pojechali trochę później. Jej rodzice nie będą mieli nam tego za złe, przecież wiedzą, że jestem siatkarzem i mam napięty grafik. To by się mogło udać!

 Z resztą nawet jak się nie uda, to przecież nie ślubowałem Tośce dozgonnego oddania i porzucania marzeń, na rzecz jakiś śmiesznych rodzinnych zjazdów. Powinna stać przy moim boku i mnie wspierać, a nie obrażać się jak jakaś primadonna, bo zamiast pakować tyłek w samochód i jechać do jej hacjendy, żeby przez pół dnia słuchać pytań jej upierdliwych ciotek, na temat tego kiedy planujemy ślub i potomstwo, ja wolałem spełniać swoje marzenia.

W związku trzeba umieć iść na kompromis.

***

- Mamo ja przyjadę do Was już dzisiaj.

- To przyszykuję pokój dla Ciebie i Wojtka.

- Przyjadę bez Wojtka.

- Ale dlaczego kochanie?

- Bo on ma swoje priorytety mamo.

Wojtek nie potrafił odróżnić rzeczy ważnych od  ważniejszych.

Był jej antidotum ?

~.~
DRAMA TIME! :D 
Kolejny rozdział, następny może jutro, kto wie ;) 
Nie wiem czy ktoś to jeszcze czyta, ale muszę napisać tylko epilog, więc opublikuje tę historię do końca, mimo wszystko ;)



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział VI

- Jak oni to przegrają, to Kłos ma zakaz wstępu do sypialni przez następne ćwierćwiecze! – wykrzyknęła Ola, wymachując groźnie dłońmi.

Siedząca obok niej Antonina, przygryzała nerwowo paznokcie. Na parkiecie Skra właśnie grała mecz w Lidze Mistrzów, przy stanie 2:1 dla Bełchatowian, nasi zepsuli kilka zagrywek i drużyna przeciwna prowadziła na pierwszej przerwie technicznej już 3 punktami.

-Boże, ale to spieprzył – westchnęła blondynka, patrząc jak zawodnik z numerem 6 na koszulce trafia w aut, pomimo wyczyszczonej siatki.

-W tym wypadku muszę Ci przyznać rację – odparła Antonina, nerwowo kiwając głową. 
Spojrzała w kierunku kwadratu dla rezerwowych. Wojtek niespokojnie podskakiwał. W dzisiejszym meczu, wyszedł na boisko tylko raz, zmieniając Conte, ale w 4 secie Argentyńczyk z powrotem znalazł się na parkiecie.

Brunetka wiedziała, że Włodarczyk chce pomóc drużynie, ale przecież nie wszystko zależy od niego. Z resztą, w tym sezonie skład Skry jest naprawdę wyrównany i Włodi musi poczekać na swoją kolej. Ich spojrzenia się spotkały, Tośka uniosła zaciśnięte kciuki, chcąc dodać otuchy chłopakowi, ten jedynie uśmiechnął się w jej kierunku.

Koniec. Winiarski plasuje swój atak w sam środek boiska po stronie rywali. Brunetka nawet nie zorientowała się, kiedy drużyna z Bełchatowa odrobiła straty i zdołała wyjść na 2 punktowe prowadzenie, zamykając ostatecznie spotkanie wynikiem 3:1.

***

- Kłos, dostajesz szlaban – stwierdziła hardo Ola, stając twarzą w twarz ze swoim chłopakiem.

- Za co ? – spytał zdziwiony środkowy, poprawiając spadającą z jego ramienia torbę.

- Za ten atak przy 12:15, który tak koncertowo przestrzeliłeś – odparła blondynka.

- No wiesz co kochanie – oburzył się chłopak – jakby nie patrzeć, wygraliśmy spotkanie, a przecież nie ważne jest to jak się zaczyna, ale to jak się kończy. Co nie Włodi ? – skierował pytanie do przyjmującego, który właśnie objął Tośkę ramieniem.

- Pewnie – zaśmiał się Włodarczyk – ale Ola ma rację. Taki samolocik puściłeś, że aż wstyd – nabijał się z kolegi Wojtek.

- Ale wygraliśmy i to się liczy – stał przy swoim środkowy.

- Co dzisiaj robimy ? – spytała, milcząca do tej pory Słupnicka – mam ochotę napić się wina, w ramach świętowania zwycięstwa oczywiście.

- Możemy jechać do nas – zaproponowała Ola, kierując swój wzrok na swojego chłopaka – ale ja dzisiaj tylko soczek.

- Ty soczek? – zdziwił się Wrona – Amatorka każdego rodzaju wina, będzie pić soczek?

- Właściwie to … - zawahała się blondynka – mamy Wam coś do powiedzenia – dodała.

- Ogólnie, to Ola będzie pić tylko soczek, przez następne 7 miesięcy – podsumował Kłos, całując czule swoją ukochaną w skroń.

Po jego słowach, rozległ się wesoły pisk brunetki, która rzuciła się w ramiona swojej koleżanki, z radosnym „gratuluję” na ustach.

- No, no – Wojtek poklepał Kłosa z uznaniem po plecach – jak chcesz, to potrafisz zrobić, coś co ma ręce i nogi.

Cała grupa zaśmiała się wesoło. Gratulacją nie było końca i ostatecznie mieli dwa powody do świętowania.

***

Wojtek położył swoją dłoń na udzie Tosi, gdy ta skupiona była na drodze prowadzącej do mieszkania Karola, w którym mieli się dzisiaj wszyscy spotkać.

- Wiesz – zaczął zamyślony, spoglądając na mijany właśnie plac zabaw – W życiu bym nie pomyślał, że Kłos będzie miał dziecko. Biedna Ola, będzie miała teraz dwójkę dzieci na wychowaniu – gdy spotkał zdziwione spojrzenie swojej dziewczyny, dodał – Karol, to takie dziecko czasami, przyznaj.

Brunetka, kiwnęła nieśmiało głową, nie starając się nawet ukryć pojawiającego się na jej ustach uśmiechu.

- Pewnie teraz jakieś weselicho się będzie szykować – stwierdziła dziewczyna, zmieniając pas i jednocześnie, trąbiąc na zajeżdżającego jej drogę tira – palant – wykrzyknęła, jakby nie zdając sobie sprawy, że on raczej jej nie słyszy.

- Karol, już dawno gadał o zaręczynach, więc to kwestia czasu – stwierdził Wojtek. Po chwili ciszy, przerywanej jedynie, przez muzykę wydobywającą się z głośników, spytał  - możemy zajechać do mieszkania na chwilkę ?

- Po co ? – spytała Antosia, spoglądając na niego – przecież, prysznic brałeś po meczu, a torbę możesz zostawić w samochodzie.

- Wiem, wiem – stwierdził Wojtek, głaszcząc udo ukochanej swoją dłonią – po prostu, coś mi obiecałaś jeśli wygramy i ja chcę odebrać swoją nagrodę, już teraz.

- Nie ma mowy Włodarczyk, teraz jedziemy do Karola i Oli, więc sobie wybij te sprośne myśli z głowy – odparła Tosia stanowczo.

- Jak nie chcesz w mieszkaniu, to możemy to zrobić w samochodzie. Mnie to nawet kręci – Wojtek zawadiacko stwierdził.

- Ty jesteś perwersyjnym zboczkiem, Wojtek – Brunetka zrzuciła dłoń przyjmującego, która niebezpiecznie panoszyła się po jej nodze.

- Nie, ja po prostu dotrzymuję słowa i wymagam tego od innych. Z resztą nie mów, że tego nie chcesz, ostatnio spóźniłem się przez Ciebie na trening, bo chciałaś to zrobić w kuchni – zaśmiał się, spoglądając na zawstydzoną ukochaną – Jak skręcisz na tym skrzyżowaniu w lewo, to będziemy w mieszkaniu za jakieś 5 minut.

- Nienawidzę Cię, Włodarczyk – żachnęła się Antosia, skręcając w lewo.

Wojtek zaśmiał się, składając pocałunek na jej szyi, po ciele brunetki przeszły przyjemne dreszcze.

- Za chwilę będziesz krzyczeć co innego kochanie.

Tośka przewróciła oczami, uderzając przyjmującego w pierś. Po kilku chwilach wybiegli z samochodu prawie zapominając, by go zamknąć, jednak myślami byli już w mieszkaniu usytuowanym na 3 piętrze jednego z bełchatowskich bloków.

***
- kilka tygodni później- 
ANTONINA

Kobietom w ciąży się nie odmawia. Racja?
Może to kwestia braku mojej asertywności, ale naprawdę nie mam już ochoty jeść ogórków kiszonych i przegryzać ich wafelkami czekoladowymi. Oczywiście Ola zajada się nimi tak, że aż jej się uszy trzęsą. Co szczerze mnie nie dziwi w końcu nosi dziecko Kłosa, a po nim to się można wszystkiego spodziewać.

- Jesz to ? – z ustami wypchanymi swojskim smalczykiem, Ola wskazuje palcem na kiszone ogórki w słoiku, stojącym na stole.

- Nie, nie – kiwam głową – możesz zjeść je wszystkie.

- Och tak. Taki mam zamiar – uśmiecha się i przyciąga w swoją stronę słoik – Ale mam ochotę wypić tę pyszniutką zalewę  - mruczy Ola, patrząc na ogórki. Przechodzą mnie dreszcze na samą myśl -   Żartuje Tośka. Jestem w ciąży, ale mam jakieś hamulce, nie ? – broni się, chociaż wiem, że wystarczyło bym się odwróciła, a ona bez zastanowienia, wychlałaby cały słoik.

- Ciąża Ci służy – zmieniam temat, czując podnoszącą się treść żołądka – promieniejesz.

- No wiesz, Karol w końcu jest na każde moje zawołanie – śmieje się blondynka – ostatnio obudziłam go o 3 w nocy, mówiąc, że mam ochotę na lody czekoladowe i masaż stóp, a on jak potulny baranek, bez zająknięcia, pojechał do nocnego po lody – opowiada, przegryzając ogórka – A potem wymasował mi stópki – chichotała.

- Kłos robił Ci masaż stóp ? – zdziwiłam się z rozbawieniem – To ci dopiero ojczulek.

- Też się zdziwiłam, że tak ochoczo się do tego zabrała, ale przecież nie mogłam protestować, czyż nie ?

- Oczywiście – potwierdziłam ze śmiechem.

- Wiesz – Ola zamilkła, usilnie szukając kolejnego ogórka, a jej drobna ręka zaklinowała się w słoiku – ostatnio tak sobie myślałam, że fajnie, jakbyś Ty z Wojtkiem też postarała się o jakiegoś małego Włodiego.

Słysząc jej słowa, zakrztusiłam się herbatą, którą piłam.

- Oszalałaś ? – spytałam zdziwiona

- No przecież, jesteście z Wojtkiem już prawie rok, a sama widziałaś jak cieszył się z Karolem, prawie tak, jakby to jego dziecko było – kontynuowała Ola.

- Wiem, bardzo bym chciała, mieć taką miniaturkę Wojtka – westchnęłam, uśmiechając się do swoich myśli – ale nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Wojtek chcę się rozwijać, nie czas na dzieci teraz.

- Ja tam wiem swoje – dodała Ola – Wiesz, wystarczy ominąć jedną, czy dwie tabletki, a potem to już czekać na poród.

Klepnęłam ją w ramię oburzona jej pomysłem.

- Jak możesz! – zaśmiałam się – ta ciąża Ci uderza do głowy. Masz diabelskie pomysły.

- A tam diabelskie – odparła blondynka – Ty byłabyś cudowną matką, Wojtek wspaniałym ojcem, więc ja tylko podpowiadam Ci pewne rozwiązania.

- Olka… - zawarczałam – Na pewno, nie zrobię tego w taki sposób, Ty podła intrygantko – oskarżycielsko wymierzyłam w jej kierunku palec.

- Nie ważne jak, ważne żeby skutecznie – odparła beztrosko, głaszcząc się po już dość widocznym brzuszku.

Pokręciłam głową rozbawiona, Ola i te jej ciążowe pomysły.

Chociaż, może ma troszkę racji. Wojtek byłby cudownym ojcem.

***

WOJTEK

Oh! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak wielką przyjemność sprawia mi patrzenie na zazdrosną Antosie. Jej twarz wtedy wykrzywia się w tym jednoznacznym grymasie, robi się jej taka śmieszna zmarszczka na czole, a usta formują w uroczy dzióbek. Ten mój kochany krasnal oczywiście się wszystkiego wypiera, twierdząc, że w życiu nie byłaby zazdrosna o takiego orangutana jak ja, bo żadna by mnie chciała. Jednak wystarczy, że wspomnę imię Weronika, a Tośka traci swój dotychczasowy rezon. Ostatnio zrobiła mi awanturę, na całe osiedle i pół miasta, a o co? A o to, że zamiast Weronika, powiedziałem Werka. Tak, tak. Oburzyła się, krzycząc przy tym niemiłosiernie, że pewnie już wszedłem z „Werkę” ( tutaj dość ironicznie zaakcentowała jej imię) w bliższe stosunki. Na nic się zdały moje tłumaczenia, że przecież Weronika, to dziewczyna Wrony, Tośka ciągle uparcie twierdziła, że widocznie nie mam żadnych zasad moralnych i biorę się za dziewczynę przyjaciela.

No, ale kocham ją. Z tą jej chorobliwą zazdrością w pakiecie. Nie byłbym sobą, gdybym trochę mojego zazdrośnika nie podenerwował.

Idealna okazja nadarzyła się wczoraj. Zaprosiłem Andrzeja z Weroniką do nas na jakiś mecz, mieliśmy wspólnie zrelaksować się przy piwie i jakimś niezdrowym żarciu. Tośka nie byłaby sobą, gdyby nie uczyniła kilku komentarzu typu „jestem grubsza od Weroniki, to dlatego”, „ Weronika ma takie ładne cycki, jakby wprost od chirurga plastycznego”, ale co zrobić. Moja Antka taka już jest, lubi gadać bzdury.

W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, że może zaproszenie ich było błędem, skoro ona jest taka cięta na dziewczynę Wronki, ale z drugiej strony, nie mogłem sobie odebrać przyjemności z patrzenia na jej zazdrosną twarzyczkę.

Gdzieś w połowie wieczoru wszelkie wątpliwości minęły. Mówię Wam to był jeden z najlepszych pomysłów w moim życiu na które wpadłem ( oczywiście zaraz po tym, jak w podstawówce zgoliłem sobie pół głowy maszynką i miałem od tamtej pory niezły szacun  na dzielni ). Otóż, Antosia zachowywała się jak prawdziwa lwica broniąca swego terytorium. Jeżeli miałbym być skrupulatny w mojej opowieści, to z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że Tośka ani razu nie puściła mojej dłoni. Dobrze, że nie wypiłem dużo piwo, bo gdyby zachciało mi się siku, ona z pewnością towarzyszyłaby mi w toalecie. I nawet nie chcę myśleć, co byśmy tam razem robili.

Końcem  końców, to Tośka jest bardzo zazdrosna, o swojego orangutana, czyli mnie , ale nie chce tego przyznać. Ale ja wiem jak jest. W końcu trochę ją już znam i nie dziwię się jej. Ja bym zatłukł każdego, kto spojrzałby na nią w inny sposób, niż to dopuszczalne. Aż mi oddech grzęźnie w płucach.

Nie. Nie. Tośka jest moja. I tak już będzie zawsze. Bo ona kocha mnie. A ja kocham ją.

Tak?

***

- Nigdzie nie idziesz – wymruczała brunetka w zagłębienie szyi siatkarza.

 - Tośka, rusz te swoje zgrabne cztery litery i nie marudź – odparł Wojtek, klepiąc ją w pośladek, wywołując tym samym jej pisk.

- Nie – zaprotestowała dziewczyna, obejmując siatkarza nogami wokół talii. Zarzuciła mu swoje dłonie na karku, splatając je szczelnie.

- Czyli, że cały dzień przeleżymy w łóżku? – spytał Wojtek, chwytając leżącą na półce komórkę, gdy Antosia pokiwała głową – jest już po 12, zróbmy śniadanie – zaproponował, próbując zdjąć z siebie dziewczynę.

- Nie jestem głodna – odparła, całując bruneta w odkryte ramienia – chociaż… - zawahała się na chwilę spoglądając w oczy chłopaka i podnosząc się na łokciach, by zbliżyć się do jego twarzy – mam ochotę na pyszny deser – wyszeptała przygryzając jego wargę, Wojtek jęknął cicho zaskoczony jej pieszczotą.

- Przytyjesz za chwilę od tych deserów, kochanie – odparł, całując ją w zagłębienie szyi.

- I co ? nie będziesz już kochał grubiutkiej Tośki – spytała dziewczyna, siadając na nim i opierając dłonie na jego torsie.

- Hmmm, zastanówmy się – udał minę myśliciela, przykładając sobie palec wskazujący do ust.

- No wiesz co! – oburzała się brunetka – powinieneś mnie kochać bez względu na wielkość mojego tyłka! – obrażona próbowała się przenieść na drugą stronę wielkiego łóżka, chłopak jednak jej to uniemożliwił, przytrzymując ją w mocnym uścisku.

- Oj Tosiu, Tosiu – machał głową z udawaną dezaprobatą – co ja mam teraz z Tobą zrobić.

- Może puścić ? – zachmurzyła się brunetka.

- O nie, nie moja droga – odparł chłopak – nigdzie Cię nie puszczę kochanie, nawet jak będziesz ważyła pół tony więcej – chwycił dziewczynę za kark, zbliżając swoje usta do jej – nigdy się już ode mnie nie uwolnisz – wyszeptał, całując ją jakby na potwierdzenie swoich słów. - A teraz idziemy coś zjeść kochanie – dodał chwytając ją i podnosząc się z łóżka.

- Wojtuś, ale ja mam nogi, mogę dojść do kuchni sama – stwierdziła brunetka, gdy chłopak nie chciał postawić jej na ziemie.

- Przecież powiedziałem Ci, że nigdzie Cię nie puszczę – stwierdził Wojtek, kiedy opuścił ciało dziewczyny na kuchenną wyspę, stając pomiędzy jej nogami – siedź tutaj kochanie, a Twój cudowny chłopak zaraz zrobi Ci coś pysznego, a później zajmiemy się deserem.

- Nareszcie gadasz z sensem Włodarczyk – odparła Tosia, przytrzymując siatkarza nogami, następnie wplotła swoje dłonie we włosy chłopaka, przyciągając jego twarz do swojej, by złożyć czuły pocałunek na jego idealnych ustach.

Wojtek miał nigdy jej nie opuszczać.


Był jej antidotum. 

~.~
No i jest kolejny. Teraz pójdzie szybko, przewiduje 10 rozdziałów + epilog. A że mam napisane już 9, to spróbuję skończyć to bardzo szybko. Może uda mi się zamknąć tę historię jeszcze w tym tygodniu? :)
Lubicie taką sielankę u bohaterów ? 
Pozdrawiam ! ;*