- Jak oni to przegrają, to Kłos ma zakaz wstępu do sypialni
przez następne ćwierćwiecze! – wykrzyknęła Ola, wymachując groźnie dłońmi.
Siedząca obok niej Antonina, przygryzała nerwowo paznokcie.
Na parkiecie Skra właśnie grała mecz w Lidze Mistrzów, przy stanie 2:1 dla
Bełchatowian, nasi zepsuli kilka zagrywek i drużyna przeciwna prowadziła na
pierwszej przerwie technicznej już 3 punktami.
-Boże, ale to spieprzył – westchnęła blondynka, patrząc jak
zawodnik z numerem 6 na koszulce trafia w aut, pomimo wyczyszczonej siatki.
-W tym wypadku muszę Ci przyznać rację – odparła Antonina,
nerwowo kiwając głową.
Spojrzała w kierunku kwadratu dla rezerwowych. Wojtek
niespokojnie podskakiwał. W dzisiejszym meczu, wyszedł na boisko tylko raz,
zmieniając Conte, ale w 4 secie Argentyńczyk z powrotem znalazł się na
parkiecie.
Brunetka wiedziała, że Włodarczyk chce pomóc drużynie, ale
przecież nie wszystko zależy od niego. Z resztą, w tym sezonie skład Skry jest
naprawdę wyrównany i Włodi musi poczekać na swoją kolej. Ich spojrzenia się spotkały,
Tośka uniosła zaciśnięte kciuki, chcąc dodać otuchy chłopakowi, ten jedynie
uśmiechnął się w jej kierunku.
Koniec. Winiarski plasuje swój atak w sam środek boiska po
stronie rywali. Brunetka nawet nie zorientowała się, kiedy drużyna z Bełchatowa
odrobiła straty i zdołała wyjść na 2 punktowe prowadzenie, zamykając
ostatecznie spotkanie wynikiem 3:1.
***
- Kłos, dostajesz szlaban – stwierdziła hardo Ola, stając
twarzą w twarz ze swoim chłopakiem.
- Za co ? – spytał zdziwiony środkowy, poprawiając spadającą
z jego ramienia torbę.
- Za ten atak przy 12:15, który tak koncertowo
przestrzeliłeś – odparła blondynka.
- No wiesz co kochanie – oburzył się chłopak – jakby nie
patrzeć, wygraliśmy spotkanie, a przecież nie ważne jest to jak się zaczyna, ale to jak się kończy. Co nie Włodi ? – skierował pytanie do przyjmującego,
który właśnie objął Tośkę ramieniem.
- Pewnie – zaśmiał się Włodarczyk – ale Ola ma rację. Taki
samolocik puściłeś, że aż wstyd – nabijał się z kolegi Wojtek.
- Ale wygraliśmy i to się liczy – stał przy swoim środkowy.
- Co dzisiaj robimy ? – spytała, milcząca do tej pory
Słupnicka – mam ochotę napić się wina, w ramach świętowania zwycięstwa
oczywiście.
- Możemy jechać do nas –
zaproponowała Ola, kierując swój wzrok na swojego chłopaka – ale ja dzisiaj
tylko soczek.
- Ty soczek? – zdziwił się
Wrona – Amatorka każdego rodzaju wina, będzie pić soczek?
- Właściwie to … - zawahała
się blondynka – mamy Wam coś do powiedzenia – dodała.
- Ogólnie, to Ola będzie pić
tylko soczek, przez następne 7 miesięcy – podsumował Kłos, całując czule swoją
ukochaną w skroń.
Po jego słowach, rozległ się
wesoły pisk brunetki, która rzuciła się w ramiona swojej koleżanki, z radosnym
„gratuluję” na ustach.
- No, no – Wojtek poklepał
Kłosa z uznaniem po plecach – jak chcesz, to potrafisz zrobić, coś co ma ręce i
nogi.
Cała grupa zaśmiała się wesoło. Gratulacją nie było końca i
ostatecznie mieli dwa powody do świętowania.
***
Wojtek położył swoją dłoń na udzie Tosi, gdy ta skupiona
była na drodze prowadzącej do mieszkania Karola, w którym mieli się dzisiaj
wszyscy spotkać.
- Wiesz – zaczął zamyślony, spoglądając na mijany właśnie
plac zabaw – W życiu bym nie pomyślał, że Kłos będzie miał dziecko. Biedna Ola,
będzie miała teraz dwójkę dzieci na wychowaniu – gdy spotkał zdziwione
spojrzenie swojej dziewczyny, dodał – Karol, to takie dziecko czasami,
przyznaj.
Brunetka, kiwnęła nieśmiało głową, nie starając się nawet
ukryć pojawiającego się na jej ustach uśmiechu.
- Pewnie teraz jakieś weselicho się będzie szykować –
stwierdziła dziewczyna, zmieniając pas i jednocześnie, trąbiąc na
zajeżdżającego jej drogę tira – palant – wykrzyknęła, jakby nie zdając sobie
sprawy, że on raczej jej nie słyszy.
- Karol, już dawno gadał o zaręczynach, więc to kwestia
czasu – stwierdził Wojtek. Po chwili ciszy, przerywanej jedynie, przez muzykę
wydobywającą się z głośników, spytał -
możemy zajechać do mieszkania na chwilkę ?
- Po co ? – spytała Antosia, spoglądając na niego –
przecież, prysznic brałeś po meczu, a torbę możesz zostawić w samochodzie.
- Wiem, wiem – stwierdził Wojtek, głaszcząc udo ukochanej
swoją dłonią – po prostu, coś mi obiecałaś jeśli wygramy i ja chcę odebrać
swoją nagrodę, już teraz.
- Nie ma mowy Włodarczyk, teraz jedziemy do Karola i Oli,
więc sobie wybij te sprośne myśli z głowy – odparła Tosia stanowczo.
- Jak nie chcesz w mieszkaniu, to możemy to zrobić w
samochodzie. Mnie to nawet kręci – Wojtek zawadiacko stwierdził.
- Ty jesteś perwersyjnym zboczkiem, Wojtek – Brunetka
zrzuciła dłoń przyjmującego, która niebezpiecznie panoszyła się po jej nodze.
- Nie, ja po prostu dotrzymuję słowa i wymagam tego od
innych. Z resztą nie mów, że tego nie chcesz, ostatnio spóźniłem się przez
Ciebie na trening, bo chciałaś to zrobić w kuchni – zaśmiał się, spoglądając na
zawstydzoną ukochaną – Jak skręcisz na tym skrzyżowaniu w lewo, to będziemy w
mieszkaniu za jakieś 5 minut.
- Nienawidzę Cię, Włodarczyk – żachnęła się Antosia,
skręcając w lewo.
Wojtek zaśmiał się, składając pocałunek na jej szyi, po
ciele brunetki przeszły przyjemne dreszcze.
- Za chwilę będziesz krzyczeć co innego kochanie.
Tośka przewróciła oczami, uderzając przyjmującego w pierś.
Po kilku chwilach wybiegli z samochodu prawie zapominając, by go zamknąć,
jednak myślami byli już w mieszkaniu usytuowanym na 3 piętrze jednego z
bełchatowskich bloków.
***
- kilka tygodni później-
ANTONINA
Kobietom w ciąży się nie odmawia. Racja?
Może to kwestia braku mojej asertywności, ale naprawdę nie
mam już ochoty jeść ogórków kiszonych i przegryzać ich wafelkami czekoladowymi.
Oczywiście Ola zajada się nimi tak, że aż jej się uszy trzęsą. Co szczerze mnie
nie dziwi w końcu nosi dziecko Kłosa, a po nim to się można wszystkiego
spodziewać.
- Jesz to ? – z ustami wypchanymi swojskim smalczykiem, Ola
wskazuje palcem na kiszone ogórki w słoiku, stojącym na stole.
- Nie, nie – kiwam głową – możesz zjeść je wszystkie.
- Och tak. Taki mam zamiar – uśmiecha się i
przyciąga w swoją stronę słoik – Ale mam ochotę wypić tę pyszniutką zalewę - mruczy Ola, patrząc na ogórki. Przechodzą
mnie dreszcze na samą myśl - Żartuje
Tośka. Jestem w ciąży, ale mam jakieś hamulce, nie ? – broni się, chociaż wiem,
że wystarczyło bym się odwróciła, a ona bez zastanowienia, wychlałaby cały
słoik.
- Ciąża Ci służy – zmieniam temat, czując podnoszącą się
treść żołądka – promieniejesz.
- No wiesz, Karol w końcu jest na każde moje zawołanie –
śmieje się blondynka – ostatnio obudziłam go o 3 w nocy, mówiąc, że mam ochotę
na lody czekoladowe i masaż stóp, a on jak potulny baranek, bez zająknięcia,
pojechał do nocnego po lody – opowiada, przegryzając ogórka – A potem wymasował
mi stópki – chichotała.
- Kłos robił Ci masaż stóp ? – zdziwiłam się z rozbawieniem
– To ci dopiero ojczulek.
- Też się zdziwiłam, że tak ochoczo się do tego zabrała, ale
przecież nie mogłam protestować, czyż nie ?
- Oczywiście – potwierdziłam ze śmiechem.
- Wiesz – Ola zamilkła, usilnie szukając kolejnego ogórka, a
jej drobna ręka zaklinowała się w słoiku – ostatnio tak sobie myślałam, że
fajnie, jakbyś Ty z Wojtkiem też postarała się o jakiegoś małego Włodiego.
Słysząc jej słowa, zakrztusiłam się herbatą, którą piłam.
- Oszalałaś ? – spytałam zdziwiona
- No przecież, jesteście z Wojtkiem już prawie rok, a sama
widziałaś jak cieszył się z Karolem, prawie tak, jakby to jego dziecko było –
kontynuowała Ola.
- Wiem, bardzo bym chciała, mieć taką miniaturkę Wojtka –
westchnęłam, uśmiechając się do swoich myśli – ale nigdy o tym nie
rozmawialiśmy. Wojtek chcę się rozwijać, nie czas na dzieci teraz.
- Ja tam wiem swoje – dodała Ola – Wiesz, wystarczy ominąć
jedną, czy dwie tabletki, a potem to już czekać na poród.
Klepnęłam ją w ramię oburzona jej pomysłem.
- Jak możesz! – zaśmiałam się – ta ciąża Ci uderza do głowy.
Masz diabelskie pomysły.
- A tam diabelskie – odparła blondynka – Ty byłabyś cudowną
matką, Wojtek wspaniałym ojcem, więc ja tylko podpowiadam Ci pewne rozwiązania.
- Olka… - zawarczałam – Na pewno, nie zrobię tego w taki
sposób, Ty podła intrygantko – oskarżycielsko wymierzyłam w jej kierunku palec.
- Nie ważne jak, ważne żeby skutecznie – odparła beztrosko,
głaszcząc się po już dość widocznym brzuszku.
Pokręciłam głową rozbawiona, Ola i te jej ciążowe pomysły.
Chociaż, może ma troszkę racji. Wojtek byłby cudownym ojcem.
***
WOJTEK
Oh! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak wielką przyjemność
sprawia mi patrzenie na zazdrosną Antosie. Jej twarz wtedy wykrzywia się w tym
jednoznacznym grymasie, robi się jej taka śmieszna zmarszczka na czole, a usta
formują w uroczy dzióbek. Ten mój kochany krasnal oczywiście się wszystkiego
wypiera, twierdząc, że w życiu nie byłaby zazdrosna o takiego orangutana jak
ja, bo żadna by mnie chciała. Jednak wystarczy, że wspomnę imię Weronika, a
Tośka traci swój dotychczasowy rezon. Ostatnio zrobiła mi awanturę, na całe
osiedle i pół miasta, a o co? A o to, że zamiast Weronika, powiedziałem Werka.
Tak, tak. Oburzyła się, krzycząc przy tym niemiłosiernie, że pewnie już
wszedłem z „Werkę” ( tutaj dość ironicznie zaakcentowała jej imię) w bliższe
stosunki. Na nic się zdały moje tłumaczenia, że przecież Weronika, to
dziewczyna Wrony, Tośka ciągle uparcie twierdziła, że widocznie nie mam żadnych
zasad moralnych i biorę się za dziewczynę przyjaciela.
No, ale kocham ją. Z tą jej chorobliwą zazdrością w
pakiecie. Nie byłbym sobą, gdybym trochę mojego zazdrośnika nie podenerwował.
Idealna okazja nadarzyła się wczoraj. Zaprosiłem Andrzeja z
Weroniką do nas na jakiś mecz, mieliśmy wspólnie zrelaksować się przy piwie i
jakimś niezdrowym żarciu. Tośka nie byłaby sobą, gdyby nie uczyniła kilku
komentarzu typu „jestem grubsza od Weroniki, to dlatego”, „ Weronika ma takie
ładne cycki, jakby wprost od chirurga plastycznego”, ale co zrobić. Moja
Antka taka już jest, lubi gadać bzdury.
W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, że może
zaproszenie ich było błędem, skoro ona jest taka cięta na dziewczynę Wronki,
ale z drugiej strony, nie mogłem sobie odebrać przyjemności z patrzenia na jej
zazdrosną twarzyczkę.
Gdzieś w połowie wieczoru wszelkie wątpliwości minęły. Mówię
Wam to był jeden z najlepszych pomysłów w moim życiu na które wpadłem (
oczywiście zaraz po tym, jak w podstawówce zgoliłem sobie pół głowy maszynką i
miałem od tamtej pory niezły szacun na
dzielni ). Otóż, Antosia zachowywała się jak prawdziwa lwica broniąca swego
terytorium. Jeżeli miałbym być skrupulatny w mojej opowieści, to z czystym
sumieniem mogę stwierdzić, że Tośka ani razu nie puściła mojej dłoni. Dobrze,
że nie wypiłem dużo piwo, bo gdyby zachciało mi się siku, ona z pewnością
towarzyszyłaby mi w toalecie. I nawet nie chcę myśleć, co byśmy tam razem
robili.
Końcem końców, to
Tośka jest bardzo zazdrosna, o swojego orangutana, czyli mnie , ale nie chce
tego przyznać. Ale ja wiem jak jest. W końcu trochę ją już znam i nie dziwię
się jej. Ja bym zatłukł każdego, kto spojrzałby na nią w inny sposób, niż to
dopuszczalne. Aż mi oddech grzęźnie w płucach.
Nie. Nie. Tośka jest moja. I tak już będzie zawsze. Bo ona
kocha mnie. A ja kocham ją.
Tak?
***
- Nigdzie nie idziesz
– wymruczała brunetka w zagłębienie szyi siatkarza.
- Tośka, rusz te swoje zgrabne cztery litery i
nie marudź – odparł Wojtek, klepiąc ją w pośladek, wywołując tym samym jej
pisk.
- Nie –
zaprotestowała dziewczyna, obejmując siatkarza nogami wokół talii. Zarzuciła mu
swoje dłonie na karku, splatając je szczelnie.
- Czyli, że cały
dzień przeleżymy w łóżku? – spytał Wojtek, chwytając leżącą na półce komórkę,
gdy Antosia pokiwała głową – jest już po 12, zróbmy śniadanie – zaproponował,
próbując zdjąć z siebie dziewczynę.
- Nie jestem głodna –
odparła, całując bruneta w odkryte ramienia – chociaż… - zawahała się na chwilę
spoglądając w oczy chłopaka i podnosząc się na łokciach, by zbliżyć się do jego
twarzy – mam ochotę na pyszny deser – wyszeptała przygryzając jego wargę,
Wojtek jęknął cicho zaskoczony jej pieszczotą.
- Przytyjesz za
chwilę od tych deserów, kochanie – odparł, całując ją w zagłębienie szyi.
- I co ? nie będziesz
już kochał grubiutkiej Tośki – spytała dziewczyna, siadając na nim i opierając
dłonie na jego torsie.
- Hmmm, zastanówmy
się – udał minę myśliciela, przykładając sobie palec wskazujący do ust.
- No wiesz co! –
oburzała się brunetka – powinieneś mnie kochać bez względu na wielkość mojego
tyłka! – obrażona próbowała się przenieść na drugą stronę wielkiego łóżka,
chłopak jednak jej to uniemożliwił, przytrzymując ją w mocnym uścisku.
- Oj Tosiu, Tosiu –
machał głową z udawaną dezaprobatą – co ja mam teraz z Tobą zrobić.
- Może puścić ? –
zachmurzyła się brunetka.
- O nie, nie moja
droga – odparł chłopak – nigdzie Cię nie puszczę kochanie, nawet jak będziesz
ważyła pół tony więcej – chwycił dziewczynę za kark, zbliżając swoje usta do
jej – nigdy się już ode mnie nie uwolnisz – wyszeptał, całując ją jakby na
potwierdzenie swoich słów. - A teraz idziemy coś zjeść kochanie – dodał
chwytając ją i podnosząc się z łóżka.
- Wojtuś, ale ja mam
nogi, mogę dojść do kuchni sama – stwierdziła brunetka, gdy chłopak nie chciał
postawić jej na ziemie.
- Przecież
powiedziałem Ci, że nigdzie Cię nie puszczę – stwierdził Wojtek, kiedy opuścił
ciało dziewczyny na kuchenną wyspę, stając pomiędzy jej nogami – siedź tutaj
kochanie, a Twój cudowny chłopak zaraz zrobi Ci coś pysznego, a później
zajmiemy się deserem.
- Nareszcie gadasz z
sensem Włodarczyk – odparła Tosia, przytrzymując siatkarza nogami, następnie
wplotła swoje dłonie we włosy chłopaka, przyciągając jego twarz do swojej, by
złożyć czuły pocałunek na jego idealnych ustach.
Wojtek miał nigdy jej
nie opuszczać.
Był jej antidotum.
~.~
No i jest kolejny. Teraz pójdzie szybko, przewiduje 10 rozdziałów + epilog. A że mam napisane już 9, to spróbuję skończyć to bardzo szybko. Może uda mi się zamknąć tę historię jeszcze w tym tygodniu? :)
Lubicie taką sielankę u bohaterów ?
Pozdrawiam ! ;*