sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział IX

ANTONINA

Miesiąc, pół roku, rok ten czas tak szybko mija. Jeszcze niedawno Wojtek leżał ze skręconą kostką, mrucząc, że umiera, a teraz ja jestem już kilka dni po obronie pracy magisterskiej. Zakończyłam studia, pewien etap w moim życiu przestał już w nim istnieć. Pora ruszyć dalej.

Po tamtej pamiętnej kłótni i moim rychłym powrocie, postanowiłam zamieszkać z Wojtkiem. Dałam nam szanse. Często dziwiłam się moim koleżanką, które były w związkach, że zamiast walczyć o swoje, one tak szybko ulegają. Teraz wiem, że to było silniejsze od nich. Nadzieja to klucz do wszystkiego. Ja byłam z początku pełna obaw czy nam wyjdzie, rozumiem mieszkanie ze sobą podczas weekendów, czy parę razy w tygodniu, ale cały czas? Rozważałam wszelkie za i przeciw. Jednak jakaś mała cząstka mnie, ciągle powtarzała, że jak nie spróbuję to się nie przekonam. Byłam pełna nadziei, że to najlepsze wyjście ze wszystkich, że jak tego nie zrobię, to cofnę się o kilka kroków i nigdy nie dam rady ruszyć dalej.

Z początku kłóciliśmy się o najmniejszą bzdurę, że Wojtek nie wyniósł śmieci, nie włożył naczyń do zmywarki, że łazienka zawsze po jego kąpieli zamieniała się w basen. Związek to sztuka kompromisów, więc siłą rzeczy musieliśmy spróbować zmienić nasze niektóre nawyki. Wojtkowi szło to opornie, ale starała się i to chyba najważniejsze. Do tej pory muszę mu przypominać, że śmieci same nie wyjdą z domu.

Oczywiście muszę zaznaczyć, że Wojtek to nie tylko potworny współlokator. Ma on wspaniałe cechy, których za żadne skarby świata nie zmieniłabym na nic innego. Fantastycznie odkurza i do tego bardzo chętnie się za to bierze. Mówi mi, że to dlatego, że nie słyszy mojego ględzenia, gdy włączy urządzenie. Ja znam jednak prawdziwy powód. To Kłos mu powiedział, że od tego robią się wspaniałe mięśnie ramion. A skąd Karol ma taką wiedzę ? Dzięki Oli, która zmęczona wychowywaniem Igora i pełnieniem roli pani domu, postanowiła swojemu narzeczonemu wkręcić bajkę, którą on łyknął jak młody pelikan i od tamtej pory nie pozwala nikomu dotknąć odkurzacza. Faceci… 
 
Wojtek czasami robi naprawdę głupie rzeczy, ale wiem, że ja też nie jestem idealna. Po roku mieszkania razem, nie kocham go za jego zalety, ale pomimo jego wad i to jest nasz największy sukces.

***

WOJTEK

Wpadłem do domu jak burza, rzuciłem torbę na ziemię i niemal wywróciłem stojący na szafce wazon. W kuchni Tosia stała i coś gotowała, pachniało jak spaghetti, ale w tym momencie mnie to nie interesowało. Podszedłem do niej, objąłem jej talie, a moje głowa spoczęła na jej ramieniu.

- Gotowa na niespodziankę? – spytałem, całując jej zaróżowiony policzek. Tosia jedynie kiwnęła głową – 4 lata temu pewna urocza brunetka chciała zrobić sobie ze mną zdjęcie. Musimy to uczcić.

- Zostałam wtedy znokautowana, przez laskę jakiegoś dziadka.

- Nie sposób zapomnieć – odparłem, śmiejąc się gdy w mojej głowie zaczęły pojawiać się wspomniane obrazki – to teraz jemy Twoje przysmaki i zwijamy się księżniczko – dodałem, klepiąc ją po pośladku, na co ona jak zawsze śmiesznie pisnęła.

***

- Serio? Ta niespodzianka to kawa w katowickim starbucks’ie ? Myślałam, że się wysilisz kochanie – brunetka nabijała się z Wojtka.

- Chciałem pobudzić w Tobie wspomnienia, ale widocznie Ty nie jesteś jak te wszystkie kobiety w tych dennych romantycznych filmach – odparł siatkarz, robiąc smutną minę.

- Wojtuś, znamy się już 4 laty, a Ty jeszcze tego nie zauważyłeś – Tosia rozczochrała jego czuprynę – chociaż, tak właściwie, to nawet miłe.

- Tosiu, znamy się już 4 laty, a Ty myślałaś, że to jedyne co dla Ciebie przyszykowałem? – przedrzeźniał dziewczynę chłopak, obejmując ją ramieniem – mam jeszcze kilka asów w rękawie.

- Poprosiłeś pana z laską o rekonstrukcję wydarzenie ? – zapytała przestraszona brunetka, na co Wojtek zaśmiał się wesoło, kiwając jedynie głową, na znak, że tego akurat nie zaplanował.

- Teraz pozwolisz, że skorzystam z toalety – chłopak wstał z zajmowanego przez siebie miejsca, a Tosia założyła okulary przeciwsłoneczne, bo zachodzące słońce, dawało jej się we znaki.

Po kilku chwilach nieobecności chłopaka, poczuła jak miejsce koło niej się ugina pod ciężarem osoby, która na nim usiadła.

- Następnym razem, weź mapę, to szybciej trafisz. Nie było Cię z 10 minut – powiedziała sarkastycznie brunetka, nawet nie spoglądając na niego.

- Ola nie narzeka, dodatkowo mówi, że zawsze trafiam – odparł Kłos.

Tosia spojrzała na niego zdziwiona.

- Co? Jak? Dlaczego Ty tutaj ? – spytała zaszokowana.

- Jak to dlaczego ? –odparł środkowy – poznaliśmy się tutaj 4 lata temu, trzeba to uczcić – wesoło klasnął w dłonie.

- Boże, Karol, już więcej nie idę z Tobą po żadną kawę, myślałam, że ta sprzedawczyni, zrobi Ci loda przy wszystkich – Ola siadła na przeciwległym miejscu, jęcząc.

Tosia przenosiła wzrok z Karola na Olę i odwrotnie. Nie mogła uwierzyć jak oni się tutaj znaleźli.

- Kochanie, mam nadzieję, że się cieszyć z kolejnej niespodzianki – zapytał, pojawiający się Wojtek, który postawił przed nią talerzyk z ciastem i siadł koło Oli.

- Jak Ty to ogarnąłeś ? – zapytała zdziwiona dziewczyna.

- No wiesz, ma się ten talent – odparł, poprawiając sobie teatralnie grzywkę.

***

ANTONINA

- Ustawmy się tak jak wtedy – rozkazał Wojtek, władczo chwytając mnie za ramiona i obracając tyłem do głównego wyjścia z dworca – to będzie takie zdjęcie pamiątkowe.

- Dobra, dobra – odparłam, ustawiając się we wskazanym przez Wojtka miejscu.

Kłos niczym profesjonalny fotograf, zaczął przekręcać różne, kompletnie dla mnie obce pokrętła w swoim wielkim aparacie.

- Dobra, teraz poproszę o najszczerszy uśmiech w waszym życiu – wymruczał Karol, zza obiektywu. Po kilku chwilach radośnie pisnął, niczym hotki na jego widok, co mnie odrobinę zdziwiło, ale to jest Kłos, tego nie zrozumiesz – Chcesz zobaczyć moje dzieło Tośka ?

- Pewnie – odparłam, przejmując od niego sprzęt.

Spojrzałam na wyświetlacz, zdjęcie jak zdjęcie. Jednak nagle coś przykuło moją uwagę, zesztywniałam.

Oderwałam wzrok od aparatu, obracając się w stronę Wojtka.

Zamarłam. Za naszymi plecami, na szklanej ścianie dworca migał ogromny napis. Napis, którego sens dźwięczał mi w głowie. Poczułam suchość w gardle, a ręce zaczęły mi się pocić.

Wielki, migający napis, którego nie dało się przeoczyć.

„ Wyjdziesz za mnie, Tosiu?”

Spojrzałam na Wojtka. Klęczał z wyciągniętą w moją stronę dłonią, na której spoczywało piękne pudełeczko.

Zakryłam dłonią usta, czując napływające łzy.

- Tutaj się poznaliśmy Tosiu, dokładnie 4 lata temu. To miejsce już zawsze będzie mi przypomniało o najszczęśliwszym dniu w moim życiu, gdy pewna fanka chciała sobie ze mną zrobić zdjęcie. Fanka, która stała się moją najlepszą przyjaciółką, kochanką, bratnią duszę i teraz w tym miejscu, jestem pewien jak niczego innego na świecie, że chcę żeby stała się również moją żoną. Chcę już zawsze być częścią Twojego życia Tosiu – przerwał, by unieść wieczko pudełeczko, ukazując przepiękny pierścionek – A czy Ty chcesz być częścią mojego ?

Nie miałam siły by wydusić z siebie słowa, zwykłego „Tak”, kiwnęłam jedynie głową. Wojtek wsunął na mój palec pierścionek, a następnie pocałował mnie jak jeszcze nigdy wcześniej, a gdy trzymał mnie w ramionach, wiedziałam, że to miejsce na ziemi jest tylko dla mnie.

Bo Wojtek był częścią jej życia.


Był jej antidotum ? 

~.~
Jutro 10, a w poniedziałek epilog ;) 
Buźka! :*

1 komentarz:

  1. O jaaaaaaaaaaaaaa! Az pisnęłam! Nie sądziłam, ze Wojtek potrafi byc taki romantyczny!!! Cudownie, ze tak im wszystko wyszlo i oh opisalas pieknie ich uczucia i wgl to chyba moj ulubiony rozdzial <3 uwielbiam i czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń