poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Epilog

Mieli bar­dzo pros­ty plan: być ra­zem do końca życia. Plan, co do które­go wszys­cy z ich kręgu zgodzi­liby się, że jest jak naj­bar­dziej real­ny. By­li naj­lep­szy­mi przy­jaciółmi, kochan­ka­mi i brat­ni­mi dusza­mi i wszys­cy uważali, że by­cie ra­zem jest ich przez­nacze­niem. Ale tak się złożyło, że pew­ne­go dnia przez­nacze­nie zmieniło zdanie.” – Cecelia Ahern.

Jeszcze do niedawna myślała, że łzy nigdy nie odejdą. Bała się, że jedynie co jej w życiu zostało to ciągły płacz. Straciła wszystko, co do niedawno stanowiło solidny, niemogący się zachwiać fundament. Bała się, była niemal przerażona wizją dalszego życia. Podejmowanie wyzwań samotnie, było wręcz przeszkodą nie do przejścia, paraliżującą jej wątłe ciało.

Myślała, że umarła, wraz z dźwiękiem zamykanych drzwi. Gdy dębowa powierzchnia uderzyła z głuchym dźwiękiem, czuła jakby rozpadała się na milion nie możliwych do ułożenia kawałków.

Wielu rzeczy w życiu się bała, ale najbardziej tego, że zostanie sama. W tamtym momencie jej najgorsze obawy uderzyły w nią z niewyobrażalną siłą.

Była sama, pomimo przyjaciół, którzy ją otaczali, rodziny, która stała przy jej boku.

Straciła antidotum, a los postanowił sobie z niej zakpić.

Jednak zdołała się podnieść, odnalazła w sobie siłę o którą nie podejrzewała się jeszcze kilka miesięcy temu. Ruszyła dalej, zostawiając ciągle krwawiącą przeszłość za sobą.

Czasami sprawdzała jak ON sobie radzi w Rosji. Z tego co opowiadał Kłos i Wrona, najgorzej nie jest, ale powołania na tegoroczną Ligę Światową raczej nie ma co oczekiwać.

Tęskniła za nim, próbowała się oszukiwać, zagłuszyć to okropne uczucie w zarodku, ale nie potrafiła.

Łapała się na tym, że przeglądała folder ze zdjęciami zbyt często i nazbyt długo. Rano jajecznicę robiła dla dwóch osób, jakby oczekując, że zaraz usłyszy głośne kroki na dębowych schodach.

Ale one nigdy nie nadchodziły.

Gdy dostała awans i zajęła jedno z ważniejszych stanowisk w firmie, jak na skrzydłach wróciła do mieszkania.

Całe szczęście z niej uleciało, gdy zdała sobie sprawę, że nie ma z kim świętować. Nie mogła nikomu powiedzieć, jak wspaniale się czuje.

Nie było GO w tych momentach jej życia, które chciała z nim dzielić.

Przecież odszedł.

Nie mogła dłużej żyć wspomnieniami wspólnych chwil. Minął rok, a ON wybrał karierę. Nie pisał, nie dzwonił, nie walczył. Poddał się, zostawił Antoninę, 4 lata mozolnie budowanego związku i szansę na wspólną przyszłość. 
Dlaczego ona nie mogła tego zrobić?

***

Ostatnie pudło wylądowało na stercie innych identyczny pakunków. Antonina otrzepała dłonie, dumna z wykonanego zadania.

Zaczynała nowy etap w swoim życiu. Wprowadziła się do swojego pierwsze, własnego mieszkania w Katowicach.

„Ciasne, ale własne” podsumowała Ola, gdy kilka dni później wkroczyła w skromne progi Słupnickiej z butelką wina. Jednego z najlepszych jak twierdziła.

Miała wiele powodów, żeby być szczęśliwą. Praca, rodzina, przyjaciele. Zdawać by się mogło, że to więcej, niż śmiałaby prosić.

Jednak skrycie, w głębi duszy, tęskniła za NIM.

Za Wojtkiem, który pewnie nawet nie wiedział, jak wiele miejsca w dalszym ciągu zajmuje w jej sercu, umyśle i duszy.

„ Idziemy na kawę Tośka, zostawiłam Igora, która ma chyba niewyczerpane pokłady energii, z jego odpowiedzialnym tatusiem, więc możemy się urwać, na jakieś ploty” zarządziła Ola, ale brunetka ciągle myślami była gdzieś indziej.

Wspominała chorwackie wakacje, na których zaczęli być razem, od tamtej pory stanowili całość, a nie dwie odrębne jednostki.
Dotarło do niej, że to właśnie tam Wojtek stał się naturalnym, wiecznym antidotum na jej troski.

Antidotum, które wyślizgnęło jej się z dłoni.

„ Nie możemy wybrać innej kawiarni, tylko akurat Tą?” spytała brunetka, gdy zasiadły w miejscu, które przynosiło zbyt dużo bolesnych wspomnień.

Pierwsze spotkanie, zaręczyny. Tutaj ich historia miała swój początek. Ostatnim razem jak tu była, nie przeszło jej przez myśl, że zostanie sama.

Ale przypadki chodzą po ludziach czyż nie ?

„ Tosia?” cichy głos chłopaka rozbrzmiał jakby tylko dla niej.

„ Wojtek?” odparła, niemal bezgłośnie.

Katowice to dziwne miasto, pamiętacie?

I to tutaj spotkała Wojtka po raz pierwszy.


Ale czy po raz ostatni? 


~.~
Mamy koniec. 
Możecie sami sobie wyobrazić, co się stało po ich spotkaniu w TEJ kawiarni. Czy Tosia i Wojtek zeszli się i żyli długo i szczęśliwie, czy może ich drogi na zawsze się rozdzieliły? 
Miałam nieco inny pomysł na to opowiadanie, pamiętam, że byłam nieźle nakręcona na tę historię. Później z rozdziału na rozdział cały zapał ze mnie uleciał. Niestety...
Ale skończyłam Włodiego! YEAAA! 
Pierwsza moja skończona historia ever ;) 
Dziękuję wszystkim, którzy komentowali ! ;)

Do napisania (;