„ Mieli bardzo prosty
plan: być razem do końca życia. Plan, co do którego wszyscy
z ich kręgu zgodziliby się, że jest jak najbardziej realny.
Byli najlepszymi przyjaciółmi, kochankami i bratnimi duszami
i wszyscy uważali, że bycie razem jest ich przeznaczeniem.
Ale tak się złożyło, że pewnego dnia przeznaczenie zmieniło
zdanie.” – Cecelia Ahern.
Jeszcze do niedawna
myślała, że łzy nigdy nie odejdą. Bała się, że jedynie co jej w życiu zostało
to ciągły płacz. Straciła wszystko, co do niedawno stanowiło solidny, niemogący
się zachwiać fundament. Bała się, była niemal przerażona wizją dalszego życia.
Podejmowanie wyzwań samotnie, było wręcz przeszkodą nie do przejścia,
paraliżującą jej wątłe ciało.
Myślała, że umarła, wraz
z dźwiękiem zamykanych drzwi. Gdy dębowa powierzchnia uderzyła z głuchym
dźwiękiem, czuła jakby rozpadała się na milion nie możliwych do ułożenia
kawałków.
Wielu rzeczy w życiu się
bała, ale najbardziej tego, że zostanie sama. W tamtym momencie jej najgorsze
obawy uderzyły w nią z niewyobrażalną siłą.
Była sama, pomimo
przyjaciół, którzy ją otaczali, rodziny, która stała przy jej boku.
Straciła antidotum, a
los postanowił sobie z niej zakpić.
Jednak zdołała się
podnieść, odnalazła w sobie siłę o którą nie podejrzewała się jeszcze kilka
miesięcy temu. Ruszyła dalej, zostawiając ciągle krwawiącą przeszłość za sobą.
Czasami sprawdzała jak
ON sobie radzi w Rosji. Z tego co opowiadał Kłos i Wrona, najgorzej nie jest,
ale powołania na tegoroczną Ligę Światową raczej nie ma co oczekiwać.
Tęskniła za nim,
próbowała się oszukiwać, zagłuszyć to okropne uczucie w zarodku, ale nie potrafiła.
Łapała się na tym, że
przeglądała folder ze zdjęciami zbyt często i nazbyt długo. Rano jajecznicę
robiła dla dwóch osób, jakby oczekując, że zaraz usłyszy głośne kroki na
dębowych schodach.
Ale one nigdy nie
nadchodziły.
Gdy dostała awans i zajęła
jedno z ważniejszych stanowisk w firmie, jak na skrzydłach wróciła do
mieszkania.
Całe szczęście z niej
uleciało, gdy zdała sobie sprawę, że nie ma z kim świętować. Nie mogła nikomu
powiedzieć, jak wspaniale się czuje.
Nie było GO w tych
momentach jej życia, które chciała z nim dzielić.
Przecież odszedł.
Nie mogła dłużej żyć
wspomnieniami wspólnych chwil. Minął rok, a ON wybrał karierę. Nie pisał, nie
dzwonił, nie walczył. Poddał się, zostawił Antoninę, 4 lata mozolnie budowanego
związku i szansę na wspólną przyszłość.
Dlaczego ona nie mogła tego zrobić?
***
Ostatnie pudło
wylądowało na stercie innych identyczny pakunków. Antonina otrzepała dłonie,
dumna z wykonanego zadania.
Zaczynała nowy etap w
swoim życiu. Wprowadziła się do swojego pierwsze, własnego mieszkania w
Katowicach.
„Ciasne, ale własne”
podsumowała Ola, gdy kilka dni później wkroczyła w skromne progi Słupnickiej z
butelką wina. Jednego z najlepszych jak twierdziła.
Miała wiele powodów,
żeby być szczęśliwą. Praca, rodzina, przyjaciele. Zdawać by się mogło, że to
więcej, niż śmiałaby prosić.
Jednak skrycie, w głębi
duszy, tęskniła za NIM.
Za Wojtkiem, który
pewnie nawet nie wiedział, jak wiele miejsca w dalszym ciągu zajmuje w jej
sercu, umyśle i duszy.
„ Idziemy na kawę Tośka,
zostawiłam Igora, która ma chyba niewyczerpane pokłady energii, z jego
odpowiedzialnym tatusiem, więc możemy się urwać, na jakieś ploty” zarządziła
Ola, ale brunetka ciągle myślami była gdzieś indziej.
Wspominała chorwackie
wakacje, na których zaczęli być razem, od tamtej pory stanowili całość, a nie
dwie odrębne jednostki.
Dotarło do niej, że to właśnie tam Wojtek stał się naturalnym, wiecznym antidotum na jej
troski.
Antidotum, które wyślizgnęło jej się z dłoni.
„ Nie możemy wybrać innej kawiarni, tylko akurat Tą?”
spytała brunetka, gdy zasiadły w miejscu, które przynosiło zbyt dużo bolesnych
wspomnień.
Pierwsze spotkanie, zaręczyny. Tutaj ich historia miała swój
początek. Ostatnim razem jak tu była, nie przeszło jej przez myśl, że zostanie
sama.
Ale przypadki chodzą po ludziach czyż nie ?
„ Tosia?” cichy głos chłopaka rozbrzmiał jakby tylko dla
niej.
„ Wojtek?” odparła, niemal bezgłośnie.
Katowice to dziwne
miasto, pamiętacie?
I to tutaj spotkała
Wojtka po raz pierwszy.
Ale czy po raz ostatni?
~.~
Mamy koniec.
Możecie sami sobie wyobrazić, co się stało po ich spotkaniu w TEJ kawiarni. Czy Tosia i Wojtek zeszli się i żyli długo i szczęśliwie, czy może ich drogi na zawsze się rozdzieliły?
Miałam nieco inny pomysł na to opowiadanie, pamiętam, że byłam nieźle nakręcona na tę historię. Później z rozdziału na rozdział cały zapał ze mnie uleciał. Niestety...
Ale skończyłam Włodiego! YEAAA!
Pierwsza moja skończona historia ever ;)
Dziękuję wszystkim, którzy komentowali ! ;)
Do napisania (;
