Od powrotu Włodiego mijał już drugi tydzień. Oczywiście
groźby Antoniny nijak miały się do rzeczywistości, bo twarz przyjmującego ani
trochę nie straciła na uroku. Kłos jak to miał w zwyczaju nabijał się z
Włodarczyka, twierdząc, że jak na prawdziwego Amerykanina przystało stołował
się w najwykwintniejszych restauracjach typu McDonald’s i jego twarz nabrała
okrąglejszych kształtów. Wojtek zbywał go, deklarując wzniosłe słowa „ kto
bogatemu zabroni”.
Antonina odzyskała spokój, ale spokój z rodzaju tych
dziwnych. Niby nic się nie zmieniło. Codziennie rano wstawała na zajęcia, po
powrocie z uczelni gotowała obiad i uczyła się na następny dzień. Rozmawiała z
Wojtkiem, Andrzejem, Karolem i Olą, ale czuła się inaczej. Lepiej, znacznie
lepiej, niż jeszcze 2 tygodnie temu. Wrona stwierdził, że Antosia i Włodarczyk
są jak jedna dusza w dwóch materialnych ciałach, które tylko razem tworzą coś
co nadaje się do koegzystowania z resztą społeczności. Na pytanie brunetki, od
kiedy zrobił się z niego taki filozof - nieśmiało, rumieniąc się przy tym jak
sześciolatek, stwierdził, że odkąd ta śliczna barmanka z pobliskiego klubu
napomknęła mu, że w kręgu jej zainteresowań leży dualizm ontologiczny.
Antonina nie zadawała więcej pytań.
Powoli, bardzo powoli, w przeciwieństwo do wskaźnika BMI
Włodarczyka, który w zatrważającym tempie zbliżał się do złowieszczego napisu
NADWAGA, zbliżały się wakacje. Grupka przyjaciół postanowiła z tej okazji
urządzić sobie bezalkoholowego grilla. Mówiąc bezalkoholowego mieli na myśli
tylko skrzynkę piwa, bo przecież wódki pić nie będą. Tych facetów nigdy nie
zrozumiesz.
Grill miał odbyć się na działce Oli, która ochoczo przystała
na zobrazowaną jej wizję kulturalnego spotkania grupki przyjaciół. To chyba
zemsta Kłosa za to wydarzenie w Krakowie. Ale przecież nie wspominał wtedy nic
o wódce! A teraz to on jawnie ukrywa prawdę.
Wspaniałomyślny Włodarczyk zaprosił również Marlenę z
Marcinem. Wszystko było by w porządku, gdyby nie to, że ten wyrośnięty goryl z
nadwagą, zaproponował, żeby Marcin wziął również swoich kumpli z mieszkania.
Oczywiście chłopakowi Marleny dwa razy nie trzeba było powtarzać.
Antonina nie mogła dać po sobie poznać, że wizja opychania
się kiełbaską w towarzystwie Piotrka, nie za bardzo przypadła jej do gustu.
Niby nic ich już nie łączył, a od ich ostatniego spotkania minęło dobrych
kilkanaście miesięcy, ale dalej czuła pewną słabość na samą myśl o jego osobie.
Słabość? Tak. Bała się, że będzie zbyt słaba na to, żeby powstrzymać się i nie przydzwonić
mu pięścią w twarz.
Włodi wiedział, że Antosia, coś, kiedyś, jakoś z Piotrkiem.
Jednak za każdym razem, gdy próbował zgłębić temat, brunetka zbywała go
twierdząc, że dawno, nie prawda i ona nie ma zamiaru rozdrapywać starych ran.
Wiedział, że nie powinien tak postąpić, ale pewnego wieczoru wykonał telefon do
jej przyjaciółki. Marlena z początku opierała się, powołując na klauzulę
sumienia, ale po godzinie błagań i argumentowania, że w końcu Słupnicka to ich
wspólna przyjaciółka, zmiękła, wyśpiewując wszystko niczym na najszczerszej
spowiedzi w życiu. Po tej rozmowie przyjmujący nie dziwił się dlaczego Antonina
nigdy nie podejmowała tego tematu. Na jej miejscu postąpił by tak samo, ale
jednak nie mógł zrozumieć – jakim trzeba być dupkiem, żeby zachować się tak jak
Piotrek. Dlatego, niby przypadkiem, zaprosił go na grilla. Brunetka patrzyła na
niego krzywo od momentu, w którym zakomunikował jej, że ich zwyczajowe grono
trochę się powiększy. Wiedział jednak, że gra jest warta świeczki. Miał
nadzieję, że Piotrek zachowa się jak mężczyzna i przeprosi za swoje niedojrzałe
zachowanie , a jeżeli nie, to on już oczyma wyobraźni widział scenę, w której
nieprzytomny chłopak ze zmasakrowanym obliczem, leży na trawniku, a on sam ze
skupieniem wymalowanym na swojej niewątpliwie przystojnej twarzy, przyglądał
się czy równo puchnie. Nie był psychopatą. Był przyjacielem, a przyjaciele nie
pytają o nic, po prostu chwytają łopaty i zakopują zwłoki.
~.~
Antonina pchała przed sobą wyładowany do granic możliwości
wózek. Krocząca obok niej Marlena rozglądała się po półkach, co chwilę zerkając
na trzymaną w dłoni długą listę. Brunetka zastanawiała się jakim cudem zgodziła
się zrobić zakupy na jutrzejszą imprezę. Po prostu Ola ją poprosiła, a ona
głupia nie mogła odmówić. Jej cholerny brak asertywności. Marlena oczywiście
była w swoim żywiole, co chwilę dokładała do koszyka jakiś całkowicie
niepotrzebny artykuł. No bo naprawdę, czy ona uważała, że wygłodniali siatkarze
i studenci politechniki będą zwracać uwagę na jej suszone, marynowane pomidorki
albo ser Bleu de Bresse, którego nazwy nie potrafiła poprawnie wymówić, ale
zarzekała się, że jest jej on niezbędnie potrzebny. Gdy blondynka od 30 minut
nie mogła zdecydować odnośnie wyższości czerwonej soczewicy nad jej brązową
odmianą, Antosia straciła cierpliwość. Chwyciła Marlenę za ramię, odprowadzając
ją w kierunku działu z napojami. Blondynka oburzała się twierdząc, że soczewica
jest bardzo smaczna, zdrowa i w sam raz na grilla. Serio? Ona myśli, że
będziemy wpierniczać tę zdrową soczewicę między ogromnymi kęsami ociekającej
tłuszczem karkóweczki?
- Ile mamy brać tej coli ? – spytała Marlena tonem urażonego
szefa kuchni, którego pieczone przegrzebki z sosem zioło-cytrynowym pod
pierzynką z ciasta francuskiego nie zasmakowały jakiemuś biedakowi cebulakowi z
upośledzonymi kubeczkami smakowymi.
- A ile osób będzie? – spytała, ignorując jej zachowanie
Antonina.
- Dziesięć, przecież mówił Ci Wojtek, że zaprosił jeszcze
Michała, Kamila i Dawida – odparła Marlena.
- Taaa… mówił – żachnęła się Antonina, słysząc ostatnie imię
– weźmiemy dwie albo trzy duże i jeszcze jakiś sok.
- Marcin mnie prosił, żebym kupiła składniki na ten ich
kociołek – dodała Marlena, kierując się w stronę działu z alkoholem.
- Kociołek?! – dogoniła ja Antosia, pchając wypchany do
granic możliwości wózek. W ostatniej chwili złapała, spadający słoik z
marynowanymi karczochami - Czekaj, czekaj. Po co nam marynowane karczochy?? –
Spytała jeszcze bardziej zdziwiona, niż wzmianką o kociołku.
- Jak to po co ? – blondynka odwróciła się gwałtownie – a
jak ktoś zechcę zjeść ? Co ja wtedy powiem? Że nie mamy ? Oszalałaś ?!?! –
dramatyzowała Marlena. Ona i ten jej wszechobecny perfekcjonizm.
Antosia poklepała ją przyjacielsko po ramieniu – Wątpi, że
ktokolwiek z nich wie, że istnieje coś takiego jak marynowane karczochy. A
teraz powiedz mi łaskawie, dlaczego Marcin i jego wspaniali koledzy chcą zrobić
kociołek? – wróciła do nurtującej ją sprawy.
- No bo Marcin powiedział im, że to siatkarze są. A wiesz
jaki jest Michał – zaczęła tłumaczyć blondynka – od razu powiedział, że muszi
ich przetestować.
- Boże – jęknęła Antosia, załamując ręce, następnie ukryła w
nich swoją twarz – przecież oni się tam wszyscy porzygają.
Przechodzące koło niej starsze małżeństwo, rzuciło w jej
stronę zdegustowane spojrzenie.
- A tam od razu porzygają – zbyła ją Marlena chwytając wódkę
i szampan – będzie zabawnie przynajmniej – skitowała wszystko.
- Zabawnie, zabawnie na pewno – wyszeptała Antosia, kierując
się w stronę kas, zostawiając za sobą obładowaną alkoholem przyjaciółkę.
~.~
- A po co nam tego tyle? – spytała zdziwiona Ola, widząc
Wojtka obładowanego wczorajszymi zakupami.
- Spytasz samozwańczej szefowej kuchni jak się zjawi –
mruknęła Antosia.
- Marlena taki kuchcik ? – zapytał zdziwiony Kłos,
pojawiając się tuż obok swojej dziewczyny, wtulając się w nią delikatnie.
Antosia zrezygnowana kiwnęła głową – to z Wroną się nada. Takie dwa
przeciwieństwa – zaśmiał się Karol jak sam mniemał z doskonałego żartu.
- Czyżbym słyszał swoje nazwisko – nagle z nikąd pojawił się
obok nich Andrzej.
- Kłos twierdzi, że nie umiesz gotować – poinformowała go
Antosia, Karol na te słowa zgromił ją spojrzeniem.
- No wiesz co Karol – oburzył się środkowy – i Ty przeciwko
mnie Brutusie? A kto Ci paróweczki przyrządzał, jak Cię Ola zostawiła i
wyjechała do rodziców, a Ty biedny zacząłeś mieć halucynacje z głodu i
niedożywienia?
- Przy… przyrzą… przyrządz… ŻE CO ? -
zapowietrzył się Kłos – Przyszedłeś, włożyłeś parówkę w folii! Powtarzam
w folii do mikrofali i zostawiłeś tam na 10 minut. Wiesz co zostało po tej
parówce?! WSPOMNIENIE!
- Oj no, wypominasz mi – oburzył się Wrona – Ale za chęci to
człowieka nigdy nikt nie pochwali – posmutniał środkowy, stojąca koło niego
Antonina, pogłaskała go po ramieniu czule.
- Andrzejku, my wiemy, że Ty masz wiele zalet – zaczęła
brunetka, pocieszając kolegę – Ale w kuchni… - zamilkła na chwilę – w kuchni to
Ty powinieneś jedynie sprawdzać, czy Ci się światło świeci w lodówce.
- Tylko ty mnie rozumiesz – załkał, udając zrozpaczonego
Wrona, a następnie wtulił się w drobne ciało brunetki.
- Ekhm… - przerwał Włodi – Nie żeby mi się nie podobało
Wasze przekomarzanie, ale to ja stoję tutaj od 10 minut z kilkoma tonami w
reklamówkach i nie mogę przejść.
Wszyscy jak na zawołanie odsunęli się by przyjmujący mógł
dostać się do domku.
~.~
Było miło. Wbrew obawom Antoniny, nie czuła się ona
skrępowana w obecności Piotrka. Musiała przyznać szczerze, że gdy go zobaczyła
mimowolnie na jej twarzy pojawił się uśmiech. Prawie niewidoczny grymas, który
za wszelką cenę starała się ukryć, bo przecież nie powinna na NIEGO tak
reagować. Chłopcy szybko znaleźli wspólny język, Marcin z kolegami zaczęli
namawiać siatkarzy do spróbowania ich popisowego kociołka, Ci jednak zgodnie stwierdzili,
że będę raczyli się jedynie piwem. Oczywiście Michał z Kamilem urobili się,
jakby w życiu wódki w ustach nie mieli. Tym musiała się martwić Marlena, w
końcu to ona ich tu przywiozła i to ona ich stąd odwiezie. Ale blondynka
widocznie nie przejmowała się stanem kolegów jej chłopaka, tak bardzo jak jego
własnym. Za każdym razem, gdy Marcin
wznosił napełniony po brzegi kieliszek, złowrogi wzrok jego dziewczyny palił go
żywym ogniem. Marcin zazwyczaj nie pił dużo, na imprezach znał umiar. Jednak
teraz musiał zatopić smutki, co wyraźnie nie pasowało Marlenie. Wystarczy, że
oblał rok na uczelni, nie musi skończyć na odwyku z problemem alkoholowym.
Antonina właśnie nabijała się z Włodarczyka, który próbował
jej usilnie wytłumaczyć, dlaczego jego kiełbaska znalazła się na jego jasnych
dżinsach, gdy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciła się, dalej mając na
ustach szeroki uśmiech, jednak gdy zobaczyła Piotrka, zmienił się on w dziwny
grymas.
- Możemy porozmawiać ? – zapytał niepewnie, jakby bojąc się
reakcji brunetki. Ona spojrzała na Włodarczyka, który czujnie wpatrywał się w
sylwetkę Piotrka. Przerzucił wzrok na nią i ruchem głowy dał jej znak, że
powinna z nim porozmawiać. Dlaczego Antonina szukała w nim aprobaty, skoro
przyjmujący nie wiedział co tak naprawdę stało się między nią, a stojącym przed
nią chłopakiem? Bo brunetka wiedziała, że on wie. Jakiś czas temu Marlena
unikała jej jak ognia, ze wspólnych spotkań wymigiwała się chorobą albo
spotkaniami z Marcinem, a przecież każdy w promieniu kilku układów słonecznych
wiedział, że ostatnie co Marlena potrafi robić to ukrywać prawdę. Każdy, za
wyjątkiem Włodarczyka. To nawet uroczę, że łudził się, iż Antonina nie dowie
się o jego szpiegowskiej akcji i szantażu emocjonalnym, jakim posłużył się na
biednej Marlenie. Ale dowiedziała się i
niewidoczny ,ale cholernie ciężki ciężar spadł jej z serca. Nie musiała mu
tłumaczyć, zwierzać się i przeżywać tego wszystkiego od nowa. Pogodziła się już
z tym jak Piotrek ją potraktował i nie chciała do tego wracać myślami. Ale
teraz on stał przed nią i prosił o rozmowę. Właściwie to nie miała się czego
bać przecież to zwykła rozmowa, ale nie czuła się pewnie. Nie czuła się pewnie
od tamtego wrześniowego wieczora, gdy pojawił się w progu jej domu twierdząc,
że on nie chce dłużej trwać w tym związku. Związku, który dla niego, od momentu
pierwszego nieśmiałego spojrzenia do chwili, w której stanął w jej progu, był
zwykłą fikcją. Bolało, ale jedno ciepłe
spojrzenie Wojtka i Antonina postanowiła dać Piotrkowi szansę, może ma do
powiedzenia coś więcej, niż ostatnim razem, gdy powiedział jej, że tak po prostu
być musiało.
~.~
- Ja chciałem przeprosić – Piotrek zaczął, gdy oddalili się
od pozostałych, wychodząc po za ogrodzenie działki – wiem, że zachowałem się
jak ostatni dupek, ale minęło już sporo czasu i ja zrozumiałem, że to była tylko
i wyłącznie moja pieprzona wina.
Antosia szła koło niego, ani przez moment nie zaszczycając
go swoim spojrzeniem.
- Wiem, że cierpiałaś i ja nie mogę sobie tego wybaczyć. Ja
po prostu – zamilkł, szukając zapewne odpowiednich słów, które pomogłyby mu
wyrazić to wszystko, co jeszcze do niedawna było dla niego oczywistością –
stchórzyłem. Bałem się, że zabrniemy do punktu, w którym nie będzie odwrotu. A
ja potrzebowałem wolności.
Brunetka spojrzała na niego.
- Wiem, że chciałeś wolności – wyszeptała – przecież
wykrzyczałeś mi to w twarz na progu mojego domu. Pamiętasz?
Piotrek wsunął palce w swoje kręcone włosy. Zacisnął pięść,
próbując walczyć z myślami, które nie dawały mu spokoju.
- Pamiętam! Kurwa pamiętam, rozumiesz! Pamiętam wszystko od
dnia kiedy się poznaliśmy ,do dnia w którym wszystko spierdoliłem przez własną
głupotę. Pamiętam jak przez następne kilka miesięcy nie wiedziałem czy
postąpiłem dobrze. Nic kurwa nie wiedziałem! – Piotrek kopnął w worek z ziemią
oparty o jedną z bramek działkowych – Taka schizofrenia myśli, rozumiesz –
spojrzał na dziewczynę. Antosia przeraziła się, gdy ujrzała jego zaszklone
oczy. Przecież Piotrek nigdy nie płakał – Chciałem wolności to miałem, ale ja
nie chciałem wolności bez Ciebie. Ja chciałem wolności z Tobą. To z Tobą
chciałem imprezować, budzić się na kacu, chodzić na koncerty, mieć dzieci,
zestarzeć się. Z Tobą Antosiu … - cichy gardłowy jęk wydobył się z jego gardła
– z Tobą chciałem zasmakować wolności.
Brunetka spojrzała na jego zgarbioną sylwetkę, jego
załzawione oczy i drżące wargi. Podeszła, kierowana dziwnym impulsem i po
prostu wtuliła się w jego wątłe ramiona.
- Piotrek ja…- wyszeptała wtulona w jego ramię – ja nie wiem
co mam teraz zrobić.
- Ja niczego od Ciebie nie oczekuję Antosiu – odparł równie
cicho, jakby bojąc się przerwać tę cudowną chwilę między nimi – Chcę tylko
żebyś przestała mnie uważać za takiego skurwysyna. Pogubiłem się, pogubiłem się
tak strasznie, że w pewnym momencie straciłem nie tylko siebie, ale też jedną z
najważniejszych osób w moim życiu. I kiedy zorientowałem się jak wiele błędów
popełniłem, na niektóre rzeczy było już za późno.
- Piotrek – chwyciła jego twarz tak, by spojrzał w jej oczy
– czułam żal, złość, smutek i wiele innych negatywnych uczuć i emocji, ale już
dawno Ci wybaczyłam. Wybaczyłam Ci w momencie, w którym zdałam sobie sprawę, że
naprawdę wiele mnie nauczyłeś.
Chłopak uśmiechnął się nieznacznie.
- Czego Cię nauczyłem? – zapytał kierowany ciekawością.
- Że gitary swojego faceta bez pozwolenia się nie dotyka –
zaśmiali się oboje na wspomnienie tamtej sytuacji – a tak naprawdę –
powiedziała, patrząc wprost w oczy chłopaka – nauczyłeś mnie, że człowiek niczego tak w
życiu nie potrzebuje, jak drugiej osoby i wolności. Nie można nikogo
ograniczać, jeżeli chce się go zatrzymać na zawsze.
Piotrek oparł swoją głowę o jej ramię i wyszeptał krótkie
pytanie na które ona odpowiedziała jedynie skinieniem głowy.
Bo przecież już mu wybaczyła.
~.~
Wojtek stał przy dogasającym ognisku. Na działce pozostali
jedynie on z Antosią i Ola z Karolem. Wrona zwinął się dość szybko, twierdząc,
że musi podrzucić coś ciotce, ale chyba każdy wiedział, że dzisiaj wieczorną
zmianę w klubie, koło hali ma ta śliczna barmanka, do której środkowy świecił
oczami od kilku tygodni. A Marlena z chłopakami pojechali zaraz po tym jak
Antosia wróciła z Piotrkiem.
Przyjmujący poczuł dobrze znane mu ciepło w okolicy brzucha.
Drobne dłonie brunetki splotły się w silnym uścisku. On objął ją ramieniem, a
ona nie rozluźniła uścisku choćby na momencik, przylegając do chłopaka całym
swoim ciałem.
- Wszystko sobie wyjaśniliśmy – powiedziała, spoglądając na
żarzące się jeszcze gdzieniegdzie węgielki.
Wojtek ucałował jej czoło, zakrywając jednocześnie odkryte
ramię brunetki, z którego zsunął się rękaw bluzy.
- To chyba dobrze ? – zapytał niepewnie, Antosia spojrzała
na niego pytająco – mówisz to tak bez entuzjazmu, nie cieszysz się, że
postanowił w końcu wszystko wyjaśnić? – dodał.
- Cieszę się – odparła brunetka, zamyślając się na chwilę –
tylko zrobił to trochę za późno.
Wojtek pokiwał porozumiewawczo głową, a Tosia kontynuowała.
- Zranił mnie potwornie, ale gdyby od razu przeszedł,
przeprosił, to przecież wybaczyłabym mu i może nawet zaczęlibyśmy wszystko
układać od nowa.
Cisza jaka między nimi zapadła, nie była tą z rodzaju
krępujących. Była ciszą, której oboje chcieli właśnie w tym momencie
doświadczyć.
- A teraz? – zapytał prawie niedosłyszalnie Wojtek.
- Co teraz? – odparła brunetka spoglądając w jego oczy.
- Czy teraz moglibyście zacząć układać wszystko od nowa ?
- Nie – odparła pewnie Antonina – ja już mam wszystko
poukładane. Dzięki Tobie.
Siatkarz uśmiechnął się, chowając przyjaciółkę w swoim
niedźwiedzim uścisku.
- A co do układania, to mam pytanie – przerwała panującą
między nimi ciszę – spakowałeś już walizkę na jutro ?
Wojtek nerwowo podrapał się po głowie.
- Właściwie, to miałem do Ciebie taką prośbę – Antonina
spojrzała na niego groźnie.
- O nie, nie, nie mój drogi. Nie mam zamiaru pakować Twoich
walizek – zaczęła się oddalać od przyjmującego.
- Ale Antosiu - próbował ją przekonać Włodarczyk –Ty zawsze
tak ładni składasz koszulki.
- Nie ma mowy Włodarczyk. Masz czas do jutra, żeby się z tym
uporać – zaśmiała się brunetka ,wchodząc do domku, w którym Ola z Karolem
właśnie zmywali naczynia.
Wojtek westchnął tylko głęboko, wiedząc, że z pakowaniem
będzie musiał sobie poradzić tym razem sam. Antosia ochoczo pomogła w
wycieraniu naczyń, chociaż tego nie lubiła, to dzisiaj miała wyjątkowo dobry
humor.
Wojtek przywrócił ład w jej życiu.
Był jej antidotum.
~.~
Taki przełomowy :) Piotrek był, ale się zmył, z dużą pomocą Wojtka ;)
Mam prośbę, jeżeli ktoś czyta, niech da znak ;)
Do następnego :*