środa, 30 lipca 2014

Rozdział IV


Od powrotu Włodiego mijał już drugi tydzień. Oczywiście groźby Antoniny nijak miały się do rzeczywistości, bo twarz przyjmującego ani trochę nie straciła na uroku. Kłos jak to miał w zwyczaju nabijał się z Włodarczyka, twierdząc, że jak na prawdziwego Amerykanina przystało stołował się w najwykwintniejszych restauracjach typu McDonald’s i jego twarz nabrała okrąglejszych kształtów. Wojtek zbywał go, deklarując wzniosłe słowa „ kto bogatemu zabroni”.

Antonina odzyskała spokój, ale spokój z rodzaju tych dziwnych. Niby nic się nie zmieniło. Codziennie rano wstawała na zajęcia, po powrocie z uczelni gotowała obiad i uczyła się na następny dzień. Rozmawiała z Wojtkiem, Andrzejem, Karolem i Olą, ale czuła się inaczej. Lepiej, znacznie lepiej, niż jeszcze 2 tygodnie temu. Wrona stwierdził, że Antosia i Włodarczyk są jak jedna dusza w dwóch materialnych ciałach, które tylko razem tworzą coś co nadaje się do koegzystowania z resztą społeczności. Na pytanie brunetki, od kiedy zrobił się z niego taki filozof - nieśmiało, rumieniąc się przy tym jak sześciolatek, stwierdził, że odkąd ta śliczna barmanka z pobliskiego klubu napomknęła mu, że w kręgu jej zainteresowań leży dualizm ontologiczny.

Antonina nie zadawała więcej pytań.

Powoli, bardzo powoli, w przeciwieństwo do wskaźnika BMI Włodarczyka, który w zatrważającym tempie zbliżał się do złowieszczego napisu NADWAGA, zbliżały się wakacje. Grupka przyjaciół postanowiła z tej okazji urządzić sobie bezalkoholowego grilla. Mówiąc bezalkoholowego mieli na myśli tylko skrzynkę piwa, bo przecież wódki pić nie będą. Tych facetów nigdy nie zrozumiesz.

Grill miał odbyć się na działce Oli, która ochoczo przystała na zobrazowaną jej wizję kulturalnego spotkania grupki przyjaciół. To chyba zemsta Kłosa za to wydarzenie w Krakowie. Ale przecież nie wspominał wtedy nic o wódce! A teraz to on jawnie ukrywa prawdę.

Wspaniałomyślny Włodarczyk zaprosił również Marlenę z Marcinem. Wszystko było by w porządku, gdyby nie to, że ten wyrośnięty goryl z nadwagą, zaproponował, żeby Marcin wziął również swoich kumpli z mieszkania. Oczywiście chłopakowi Marleny dwa razy nie trzeba było powtarzać.

Antonina nie mogła dać po sobie poznać, że wizja opychania się kiełbaską w towarzystwie Piotrka, nie za bardzo przypadła jej do gustu. Niby nic ich już nie łączył, a od ich ostatniego spotkania minęło dobrych kilkanaście miesięcy, ale dalej czuła pewną słabość na samą myśl o jego osobie. Słabość? Tak. Bała się, że będzie zbyt słaba na to, żeby powstrzymać się i nie przydzwonić mu pięścią w twarz.

Włodi wiedział, że Antosia, coś, kiedyś, jakoś z Piotrkiem. Jednak za każdym razem, gdy próbował zgłębić temat, brunetka zbywała go twierdząc, że dawno, nie prawda i ona nie ma zamiaru rozdrapywać starych ran. Wiedział, że nie powinien tak postąpić, ale pewnego wieczoru wykonał telefon do jej przyjaciółki. Marlena z początku opierała się, powołując na klauzulę sumienia, ale po godzinie błagań i argumentowania, że w końcu Słupnicka to ich wspólna przyjaciółka, zmiękła, wyśpiewując wszystko niczym na najszczerszej spowiedzi w życiu. Po tej rozmowie przyjmujący nie dziwił się dlaczego Antonina nigdy nie podejmowała tego tematu. Na jej miejscu postąpił by tak samo, ale jednak nie mógł zrozumieć – jakim trzeba być dupkiem, żeby zachować się tak jak Piotrek. Dlatego, niby przypadkiem, zaprosił go na grilla. Brunetka patrzyła na niego krzywo od momentu, w którym zakomunikował jej, że ich zwyczajowe grono trochę się powiększy. Wiedział jednak, że gra jest warta świeczki. Miał nadzieję, że Piotrek zachowa się jak mężczyzna i przeprosi za swoje niedojrzałe zachowanie , a jeżeli nie, to on już oczyma wyobraźni widział scenę, w której nieprzytomny chłopak ze zmasakrowanym obliczem, leży na trawniku, a on sam ze skupieniem wymalowanym na swojej niewątpliwie przystojnej twarzy, przyglądał się czy równo puchnie. Nie był psychopatą. Był przyjacielem, a przyjaciele nie pytają o nic, po prostu chwytają łopaty i zakopują zwłoki.  

~.~

Antonina pchała przed sobą wyładowany do granic możliwości wózek. Krocząca obok niej Marlena rozglądała się po półkach, co chwilę zerkając na trzymaną w dłoni długą listę. Brunetka zastanawiała się jakim cudem zgodziła się zrobić zakupy na jutrzejszą imprezę. Po prostu Ola ją poprosiła, a ona głupia nie mogła odmówić. Jej cholerny brak asertywności. Marlena oczywiście była w swoim żywiole, co chwilę dokładała do koszyka jakiś całkowicie niepotrzebny artykuł. No bo naprawdę, czy ona uważała, że wygłodniali siatkarze i studenci politechniki będą zwracać uwagę na jej suszone, marynowane pomidorki albo ser Bleu de Bresse, którego nazwy nie potrafiła poprawnie wymówić, ale zarzekała się, że jest jej on niezbędnie potrzebny. Gdy blondynka od 30 minut nie mogła zdecydować odnośnie wyższości czerwonej soczewicy nad jej brązową odmianą, Antosia straciła cierpliwość. Chwyciła Marlenę za ramię, odprowadzając ją w kierunku działu z napojami. Blondynka oburzała się twierdząc, że soczewica jest bardzo smaczna, zdrowa i w sam raz na grilla. Serio? Ona myśli, że będziemy wpierniczać tę zdrową soczewicę między ogromnymi kęsami ociekającej tłuszczem karkóweczki?

- Ile mamy brać tej coli ? – spytała Marlena tonem urażonego szefa kuchni, którego pieczone przegrzebki z sosem zioło-cytrynowym pod pierzynką z ciasta francuskiego nie zasmakowały jakiemuś biedakowi cebulakowi z upośledzonymi kubeczkami smakowymi.

- A ile osób będzie? – spytała, ignorując jej zachowanie Antonina.

- Dziesięć, przecież mówił Ci Wojtek, że zaprosił jeszcze Michała, Kamila i Dawida – odparła Marlena.

- Taaa… mówił – żachnęła się Antonina, słysząc ostatnie imię – weźmiemy dwie albo trzy duże i jeszcze jakiś sok.

- Marcin mnie prosił, żebym kupiła składniki na ten ich kociołek – dodała Marlena, kierując się w stronę działu z alkoholem.

- Kociołek?! – dogoniła ja Antosia, pchając wypchany do granic możliwości wózek. W ostatniej chwili złapała, spadający słoik z marynowanymi karczochami - Czekaj, czekaj. Po co nam marynowane karczochy?? – Spytała jeszcze bardziej zdziwiona, niż wzmianką o kociołku.

- Jak to po co ? – blondynka odwróciła się gwałtownie – a jak ktoś zechcę zjeść ? Co ja wtedy powiem? Że nie mamy ? Oszalałaś ?!?! – dramatyzowała Marlena. Ona i ten jej wszechobecny perfekcjonizm.

Antosia poklepała ją przyjacielsko po ramieniu – Wątpi, że ktokolwiek z nich wie, że istnieje coś takiego jak marynowane karczochy. A teraz powiedz mi łaskawie, dlaczego Marcin i jego wspaniali koledzy chcą zrobić kociołek? – wróciła do nurtującej ją sprawy.

- No bo Marcin powiedział im, że to siatkarze są. A wiesz jaki jest Michał – zaczęła tłumaczyć blondynka – od razu powiedział, że muszi ich przetestować.

- Boże – jęknęła Antosia, załamując ręce, następnie ukryła w nich swoją twarz – przecież oni się tam wszyscy porzygają.

Przechodzące koło niej starsze małżeństwo, rzuciło w jej stronę zdegustowane spojrzenie.

- A tam od razu porzygają – zbyła ją Marlena chwytając wódkę i szampan – będzie zabawnie przynajmniej – skitowała wszystko.

- Zabawnie, zabawnie na pewno – wyszeptała Antosia, kierując się w stronę kas, zostawiając za sobą obładowaną alkoholem przyjaciółkę.

~.~

- A po co nam tego tyle? – spytała zdziwiona Ola, widząc Wojtka obładowanego wczorajszymi zakupami.

- Spytasz samozwańczej szefowej kuchni jak się zjawi – mruknęła Antosia.

- Marlena taki kuchcik ? – zapytał zdziwiony Kłos, pojawiając się tuż obok swojej dziewczyny, wtulając się w nią delikatnie. Antosia zrezygnowana kiwnęła głową – to z Wroną się nada. Takie dwa przeciwieństwa – zaśmiał się Karol jak sam mniemał  z doskonałego żartu.

- Czyżbym słyszał swoje nazwisko – nagle z nikąd pojawił się obok nich Andrzej.

- Kłos twierdzi, że nie umiesz gotować – poinformowała go Antosia, Karol na te słowa zgromił ją spojrzeniem.

- No wiesz co Karol – oburzył się środkowy – i Ty przeciwko mnie Brutusie? A kto Ci paróweczki przyrządzał, jak Cię Ola zostawiła i wyjechała do rodziców, a Ty biedny zacząłeś mieć halucynacje z głodu i niedożywienia?

- Przy… przyrzą… przyrządz… ŻE CO  ? -  zapowietrzył się Kłos – Przyszedłeś, włożyłeś parówkę w folii! Powtarzam w folii do mikrofali i zostawiłeś tam na 10 minut. Wiesz co zostało po tej parówce?! WSPOMNIENIE!

- Oj no, wypominasz mi – oburzył się Wrona – Ale za chęci to człowieka nigdy nikt nie pochwali – posmutniał środkowy, stojąca koło niego Antonina, pogłaskała go po ramieniu czule.

- Andrzejku, my wiemy, że Ty masz wiele zalet – zaczęła brunetka, pocieszając kolegę – Ale w kuchni… - zamilkła na chwilę – w kuchni to Ty powinieneś jedynie sprawdzać, czy Ci się światło świeci w lodówce.

- Tylko ty mnie rozumiesz – załkał, udając zrozpaczonego Wrona, a następnie wtulił się w drobne ciało brunetki.

- Ekhm… - przerwał Włodi – Nie żeby mi się nie podobało Wasze przekomarzanie, ale to ja stoję tutaj od 10 minut z kilkoma tonami w reklamówkach i nie mogę przejść.

Wszyscy jak na zawołanie odsunęli się by przyjmujący mógł dostać się do domku.

~.~

Było miło. Wbrew obawom Antoniny, nie czuła się ona skrępowana w obecności Piotrka. Musiała przyznać szczerze, że gdy go zobaczyła mimowolnie na jej twarzy pojawił się uśmiech. Prawie niewidoczny grymas, który za wszelką cenę starała się ukryć, bo przecież nie powinna na NIEGO tak reagować. Chłopcy szybko znaleźli wspólny język, Marcin z kolegami zaczęli namawiać siatkarzy do spróbowania ich popisowego kociołka, Ci jednak zgodnie stwierdzili, że będę raczyli się jedynie piwem. Oczywiście Michał z Kamilem urobili się, jakby w życiu wódki w ustach nie mieli. Tym musiała się martwić Marlena, w końcu to ona ich tu przywiozła i to ona ich stąd odwiezie. Ale blondynka widocznie nie przejmowała się stanem kolegów jej chłopaka, tak bardzo jak jego własnym.  Za każdym razem, gdy Marcin wznosił napełniony po brzegi kieliszek, złowrogi wzrok jego dziewczyny palił go żywym ogniem. Marcin zazwyczaj nie pił dużo, na imprezach znał umiar. Jednak teraz musiał zatopić smutki, co wyraźnie nie pasowało Marlenie. Wystarczy, że oblał rok na uczelni, nie musi skończyć na odwyku z problemem alkoholowym.

Antonina właśnie nabijała się z Włodarczyka, który próbował jej usilnie wytłumaczyć, dlaczego jego kiełbaska znalazła się na jego jasnych dżinsach, gdy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciła się, dalej mając na ustach szeroki uśmiech, jednak gdy zobaczyła Piotrka, zmienił się on w dziwny grymas.

- Możemy porozmawiać ? – zapytał niepewnie, jakby bojąc się reakcji brunetki. Ona spojrzała na Włodarczyka, który czujnie wpatrywał się w sylwetkę Piotrka. Przerzucił wzrok na nią i ruchem głowy dał jej znak, że powinna z nim porozmawiać. Dlaczego Antonina szukała w nim aprobaty, skoro przyjmujący nie wiedział co tak naprawdę stało się między nią, a stojącym przed nią chłopakiem? Bo brunetka wiedziała, że on wie. Jakiś czas temu Marlena unikała jej jak ognia, ze wspólnych spotkań wymigiwała się chorobą albo spotkaniami z Marcinem, a przecież każdy w promieniu kilku układów słonecznych wiedział, że ostatnie co Marlena potrafi robić to ukrywać prawdę. Każdy, za wyjątkiem Włodarczyka. To nawet uroczę, że łudził się, iż Antonina nie dowie się o jego szpiegowskiej akcji i szantażu emocjonalnym, jakim posłużył się na biednej Marlenie.  Ale dowiedziała się i niewidoczny ,ale cholernie ciężki ciężar spadł jej z serca. Nie musiała mu tłumaczyć, zwierzać się i przeżywać tego wszystkiego od nowa. Pogodziła się już z tym jak Piotrek ją potraktował i nie chciała do tego wracać myślami. Ale teraz on stał przed nią i prosił o rozmowę. Właściwie to nie miała się czego bać przecież to zwykła rozmowa, ale nie czuła się pewnie. Nie czuła się pewnie od tamtego wrześniowego wieczora, gdy pojawił się w progu jej domu twierdząc, że on nie chce dłużej trwać w tym związku. Związku, który dla niego, od momentu pierwszego nieśmiałego spojrzenia do chwili, w której stanął w jej progu, był zwykłą fikcją.  Bolało, ale jedno ciepłe spojrzenie Wojtka i Antonina postanowiła dać Piotrkowi szansę, może ma do powiedzenia coś więcej, niż ostatnim razem, gdy powiedział jej, że tak po prostu być musiało.

~.~

- Ja chciałem przeprosić – Piotrek zaczął, gdy oddalili się od pozostałych, wychodząc po za ogrodzenie działki – wiem, że zachowałem się jak ostatni dupek, ale minęło już sporo czasu i ja zrozumiałem, że to była tylko i wyłącznie moja pieprzona wina.

Antosia szła koło niego, ani przez moment nie zaszczycając go swoim spojrzeniem.

- Wiem, że cierpiałaś i ja nie mogę sobie tego wybaczyć. Ja po prostu – zamilkł, szukając zapewne odpowiednich słów, które pomogłyby mu wyrazić to wszystko, co jeszcze do niedawna było dla niego oczywistością – stchórzyłem. Bałem się, że zabrniemy do punktu, w którym nie będzie odwrotu. A ja potrzebowałem wolności.

Brunetka spojrzała na niego.

- Wiem, że chciałeś wolności – wyszeptała – przecież wykrzyczałeś mi to w twarz na progu mojego domu. Pamiętasz?

Piotrek wsunął palce w swoje kręcone włosy. Zacisnął pięść, próbując walczyć z myślami, które nie dawały mu spokoju.

- Pamiętam! Kurwa pamiętam, rozumiesz! Pamiętam wszystko od dnia kiedy się poznaliśmy ,do dnia w którym wszystko spierdoliłem przez własną głupotę. Pamiętam jak przez następne kilka miesięcy nie wiedziałem czy postąpiłem dobrze. Nic kurwa nie wiedziałem! – Piotrek kopnął w worek z ziemią oparty o jedną z bramek działkowych – Taka schizofrenia myśli, rozumiesz – spojrzał na dziewczynę. Antosia przeraziła się, gdy ujrzała jego zaszklone oczy. Przecież Piotrek nigdy nie płakał – Chciałem wolności to miałem, ale ja nie chciałem wolności bez Ciebie. Ja chciałem wolności z Tobą. To z Tobą chciałem imprezować, budzić się na kacu, chodzić na koncerty, mieć dzieci, zestarzeć się. Z Tobą Antosiu … - cichy gardłowy jęk wydobył się z jego gardła – z Tobą chciałem zasmakować wolności.

Brunetka spojrzała na jego zgarbioną sylwetkę, jego załzawione oczy i drżące wargi. Podeszła, kierowana dziwnym impulsem i po prostu wtuliła się w jego wątłe ramiona.

- Piotrek ja…- wyszeptała wtulona w jego ramię – ja nie wiem co mam teraz zrobić.

- Ja niczego od Ciebie nie oczekuję Antosiu – odparł równie cicho, jakby bojąc się przerwać tę cudowną chwilę między nimi – Chcę tylko żebyś przestała mnie uważać za takiego skurwysyna. Pogubiłem się, pogubiłem się tak strasznie, że w pewnym momencie straciłem nie tylko siebie, ale też jedną z najważniejszych osób w moim życiu. I kiedy zorientowałem się jak wiele błędów popełniłem, na niektóre rzeczy było już za późno.

- Piotrek – chwyciła jego twarz tak, by spojrzał w jej oczy – czułam żal, złość, smutek i wiele innych negatywnych uczuć i emocji, ale już dawno Ci wybaczyłam. Wybaczyłam Ci w momencie, w którym zdałam sobie sprawę, że naprawdę wiele mnie nauczyłeś.

Chłopak uśmiechnął się nieznacznie.

- Czego Cię nauczyłem? – zapytał kierowany ciekawością.

- Że gitary swojego faceta bez pozwolenia się nie dotyka – zaśmiali się oboje na wspomnienie tamtej sytuacji – a tak naprawdę – powiedziała, patrząc wprost w oczy chłopaka –  nauczyłeś mnie, że człowiek niczego tak w życiu nie potrzebuje, jak drugiej osoby i wolności. Nie można nikogo ograniczać, jeżeli chce się go zatrzymać na zawsze.

Piotrek oparł swoją głowę o jej ramię i wyszeptał krótkie pytanie na które ona odpowiedziała jedynie skinieniem głowy.

Bo przecież już mu wybaczyła.

~.~

Wojtek stał przy dogasającym ognisku. Na działce pozostali jedynie on z Antosią i Ola z Karolem. Wrona zwinął się dość szybko, twierdząc, że musi podrzucić coś ciotce, ale chyba każdy wiedział, że dzisiaj wieczorną zmianę w klubie, koło hali ma ta śliczna barmanka, do której środkowy świecił oczami od kilku tygodni. A Marlena z chłopakami pojechali zaraz po tym jak Antosia wróciła z Piotrkiem.
Przyjmujący poczuł dobrze znane mu ciepło w okolicy brzucha. Drobne dłonie brunetki splotły się w silnym uścisku. On objął ją ramieniem, a ona nie rozluźniła uścisku choćby na momencik, przylegając do chłopaka całym swoim ciałem.

- Wszystko sobie wyjaśniliśmy – powiedziała, spoglądając na żarzące się jeszcze gdzieniegdzie węgielki.
Wojtek ucałował jej czoło, zakrywając jednocześnie odkryte ramię brunetki, z którego zsunął się rękaw bluzy.

- To chyba dobrze ? – zapytał niepewnie, Antosia spojrzała na niego pytająco – mówisz to tak bez entuzjazmu, nie cieszysz się, że postanowił w końcu wszystko wyjaśnić? – dodał. 

- Cieszę się – odparła brunetka, zamyślając się na chwilę – tylko zrobił to trochę za późno.
Wojtek pokiwał porozumiewawczo głową, a Tosia kontynuowała.

- Zranił mnie potwornie, ale gdyby od razu przeszedł, przeprosił, to przecież wybaczyłabym mu i może nawet zaczęlibyśmy wszystko układać od nowa.

Cisza jaka między nimi zapadła, nie była tą z rodzaju krępujących. Była ciszą, której oboje chcieli właśnie w tym momencie doświadczyć.

- A teraz? – zapytał prawie niedosłyszalnie Wojtek.

- Co teraz? – odparła brunetka spoglądając w jego oczy.

- Czy teraz moglibyście zacząć układać wszystko od nowa ?

- Nie – odparła pewnie Antonina – ja już mam wszystko poukładane. Dzięki Tobie.

Siatkarz uśmiechnął się, chowając przyjaciółkę w swoim niedźwiedzim uścisku.

- A co do układania, to mam pytanie – przerwała panującą między nimi ciszę – spakowałeś już walizkę na jutro ?

Wojtek nerwowo podrapał się po głowie.

- Właściwie, to miałem do Ciebie taką prośbę – Antonina spojrzała na niego groźnie.

- O nie, nie, nie mój drogi. Nie mam zamiaru pakować Twoich walizek – zaczęła się oddalać od przyjmującego.

- Ale Antosiu - próbował ją przekonać Włodarczyk –Ty zawsze tak ładni składasz koszulki.

- Nie ma mowy Włodarczyk. Masz czas do jutra, żeby się z tym uporać – zaśmiała się brunetka ,wchodząc do domku, w którym Ola z Karolem właśnie zmywali naczynia.

Wojtek westchnął tylko głęboko, wiedząc, że z pakowaniem będzie musiał sobie poradzić tym razem sam. Antosia ochoczo pomogła w wycieraniu naczyń, chociaż tego nie lubiła, to dzisiaj miała wyjątkowo dobry humor.

Wojtek przywrócił ład w jej życiu.


Był jej antidotum.

~.~

Taki przełomowy :) Piotrek był, ale się zmył, z dużą pomocą Wojtka ;) 

Mam prośbę, jeżeli ktoś czyta, niech da znak ;) 

Do następnego :*

środa, 23 lipca 2014

Rozdział III

Czerwiec 2014

Zatłoczone Warszawskie lotnisko wypełnione była głosami  przylatujących i odlatujących pasażerów. Tych, którzy witali się ze łzami w oczach i tych, którzy żegnali się, obiecując szybki powrót. Setki, tysiące głosów mieszało się, tworząc zlepek nic nieznaczących słów. Lotnisko to takie specyficzne miejsce. Tutaj można przekroczyć metaforyczną granicę, która pozwoli Ci się uwolnić od dotychczasowych trosk. Wyjedziesz i wszystko się zmieni. 
Ale Wojtek nie chciał, żeby coś się zmieniało. Chciał trwać w tym układzie. Jego życie go satysfakcjonowało, a przekraczając próg warszawskiego lotniska, czekał na następną przygodę, a nie na następną zmianę.

To dzisiaj miał rozpocząć podróż życia. Wyjazd do Stanów zawsze mu się marzył, a teraz mógł sobie na to pozwolić. Jedno co go martwiło, to ta drobna brunetka krocząca przy jego boku. Nie ona sama w sobie, tylko to, kto się nią zajmie, gdy on wyjedzie. Co prawda miało go nie być jedynie 3 tygodnie, ale zdążył się już przyzwyczaić, że to zawsze on ją chroni.  Antonina wzbraniała się mówiąc, że przecież da sobie radę „ jakoś przez 21 lat mojego życia dawałam sobie radę, więc teraz przez 3 tygodnie też dam” – powtarzała. Ale tymi słowami bardziej próbowała przekonać siebie, niż jego.

Bo Antonina wiedziała, że to pożegnanie nie będzie łatwe. Żadne pożegnanie z Wojtkiem nie było łatwe. Dziwne dreszcz przechodził jej ciało na samą myśl, że będzie oddalony od niej o tyle kilometrów.  Potrzebowała go. Potrzebowała tego poczucia, że wystarczy zadzwonić, a on gotów będzie zjawić się pod jej domem ubrany jedynie w bokserki w misie, które dostał od niej na urodziny. Nie bała się tego, że nie poradzi sobie z codziennością, Antonina bała się tego, że nie poradzi sobie z codziennością bez Wojtka. Bo ten dwumetrowy facet z mentalnością przedszkolaka stał się częścią jej nudnego życia. Był na dzień dobry i na dobranoc.

Ale nie mogła go ograniczać. On nie ograniczał jej, więc ona również nie miała takiego prawa. Nie chciała nawet tego robić. Wojtek powinien spełniać swoje marzenia. Przecież to tylko 3 tygodnie.

- 3 tygodnie i jestem z powrotem Antosia – wyszeptał brunet, tuląc przyjaciółkę- masz o sobie dbać i przede wszystkim pisać. Jakby się coś działo to dzwoń do Oli, Karola albo Andrzeja.

- Wojtek, przestań być taki nadopiekuńczy – ostrzegła go przyjaciółka – poradzę sobie bez niczyjej pomocy – zapewniła – Ty uważaj na siebie w tej Ameryce. A jak poznasz tam potencjalną matkę swoich  dzieci to daj znać, będę musiała zbierać kasę na bilet lotniczy na wasze weselicho, a trochę czasu mi na to zejdzie – zażartowała Słupnicka, próbując rozluźnić atmosferę.

- Ty nie bądź taka do przodu, bo Cię z tyłu zabraknie – odgryzł się siatkarz, nie wypuszczając w dalszym ciągu przyjaciółki z mocnego uścisku swych ramion – będę tęsknić Tośka.

- Ja też Wojtek, ja też – westchnęła Antonina, mocniej wtulając się w tors Włodarczyka. Chciała zatrzymać go przy sobie o te kilka chwil dłużej. Chwil, które miały jej dać siłę na przeżycie 3 tygodni bez swojego najlepszego przyjaciela.

~.~

Trzy szczupłe dziewczyny przemierzały krakowski rynek w kierunku bliżej sobie nie znanym. Nogi ozdobione niebotycznie wysokimi szpilkami chwiały się na nierównym podłożu. Nie chcąc dopuścić do bliższego zapoznania się z jego fakturą , szły podtrzymując się nawzajem.  Jedna z nich - ta która od zarania dziejów znana jest z tego, że alkohol pić może, ale z umiarem – wesoło podśpiewywała usłyszaną w klubie piosenkę. Śpiewać niestety nie potrafiła, ale oczywiście w niczym jej, ani jej towarzyszką to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie dwie pozostałe dziewczyny wtórowały w jej dzikich wrzaskach.
Mijana właśnie przez nich grupka mężczyzn zatrzymała się i ochoczo zaczęła bić brawo. Dziewczyny ukłoniły się wdzięcznie.

- No i piąteczka dla fanów! – najniższa z dziewczyn podbiegła do zgromadzonych słuchaczy.

- Nie ! Tylko nie piąteczka – jedna z jej towarzyszek chwyciła ją za nadgarstek co spowodowała bliskie spotkanie pośladków rozochoconej brunetki z nierównym krakowskim brukiem – nie będzie piąteczek.

- Ale dlaczego nie będzie piąteczek ? – jęknęła brunetka żałośnie, ściągając wysokie szpilki, które uniemożliwiały jej w tym momencie powrót do pozycji stojącej.

- Bo piąteczki oznaczają, że przeholowałaś z alkoholem – blondynka podała dłoń brunetce, by ta nie musiała dalszej drogi przebyć na czworakach.

- Hahahah – zaczęła się śmiać druga z blondynek – serio Antonina przybija piątki jak jest nawalona jak wrona ?

- Nie jak wrona, tylko jak szpak moja droga przyjaciółko najlepsza – Antonina wyciągnęła uniesiony palec wskazujący jakby właśnie powiedziała coś na miarę nagrody nobla.

- Zwał jak zwał – odparła Ola – tam się coś dzieję, widzicie – wskazała zbiegowisko ludzi przed jednym z budynków.

Dziewczyny jednogłośnie postanowiły udać się we wskazanym kierunku. Miały nadzieję, na jakąś mega bibę. Znaczy... właściwie to Antonina miała taką nadzieję, chciała się dziś upić i przybijać piąteczki.

Okazało się, że dotarły przed hotel siatkarzy, którzy mieli już jutro grać mecz w tutejszej hali. Dziewczyny wmieszały się w tłum. Z ukrycia „niczym wojownicze żółwie ninja” – jak później twierdziła Ola – obserwowały parę Wrona i Kłos.

- A co my właściwie robimy ? – zapytała Marlena czkając cicho.

- Ja nie wiem co robicie Wy, ale ja mam już plan – buńczucznie oznajmiła brunetka, kierując się w stronę siatkarzy.

I tyle ją było widać. Kilka sekund później słuchać było głośne „ No to piąteczka”, a następnie cichy plask, który był skutkiem odbicie dłoni Marleny od jej czoła.

- Nie ma piąteczek Tośka! Wracaj tutaj Ty najebusie!  - Blondynka rzuciła się w stronę przyjaciółki, ale było już za późno, bo on urządziła sobie właśnie z Andrzejem maraton piąteczek.

- Jak nie ma jak są ! – odparła wesoło brunetka – Ona twierdzi, że jestem pijana, bo przybijam piątki! – poskarżyła się Wronie Antonina.

- Bo zawsze jak się czegoś napijesz, to przybijasz piątki!

- O Boże, raz czy dwa mi się zdarzyło, wielkie halo – tłumaczyła się brunetka, a siatkarze i zgromadzeni kibice śmiali się z tej wymiany zdań.

- Raz czy dwa? – zdziwiła się Marlena – ZAWSZE Antosia! ZAWSZE!

- Lepiej dawać piątki niż dupę, nie ? – odezwała się do tej pory milcząca Ola, który podpierała się o filar by nie upaść. Alkohol powoli dawał się jej we znaki.

Kłos pokiwał głową z dezaprobatą.

- Miałyście iść tylko na jedno piwo – rzucił w stronę dziewczyn.

- No przecież wypiłyśmy jedno piwo tak jak prosiłeś – stwierdziły zgodnie – Ale o wódeczce nic nie wspominałeś kochanie – dodała Ola, wieszając się na Kłosowej szyi.

Resztę nocy dziewczyny spędziły pod czujnym okiem siatkarzy, a nazajutrz dzielne im kibicowały. Dzielnie, bo kac plus wrzaski kibiców na hali, to połączenie dla największych twardzieli.

~.~

Po cichu weszła do pokoju Kłosa. Siedzący obok niego Wrona wychyliły się i gestem ręki przywołał ją  do siebie.

- Mamy dla Ciebie niespodziankę Włodi – Karol skierował swoje słowa do Włodarczyka, z którym zapewne rozmawiał na skype – ale tak łatwo nie będzie. Musisz odgadnąć co to.

- Wiesz, że nie jestem dobry w zgadywanki – jęknął żałośnie przyjmujący.

Typowe dla Włodarczyka. Ten facet jest tak mało domyślny, że czasami dziw bierze, że wie do czego służy piłka.

- To będzie łatwe- dołączył się do rozmowy Wrona.

- Nasza niespodzianka ma 160 cm wzrostu i brązowe długie włosy – zaczął Kłos – po alkoholu przybija piątki…

- Antonina! – Zawołał wesoła Włodi, przerywając Karolowi, środkowy obrócił swój laptop w kierunku brunetki. Ona natomiast pomachała w kierunku kamerki, witając się z przyjacielem.

- Co tam wielkoludzie w wielkim świecie – spytała Słupnicka, usadawiając się między środkowymi. Wrona objął ją ramieniem.

- Gwar, smog i brud. Ogólnie to Bełchatów milion razy lepszy –zapewnił Włodarczyk.

- Taki kity to my, ale nie nam – zaśmiała się brunetka – wiemy, że jakbyś mógł to byś nie wracał kłamco.

- O co Ty mnie oskarżasz podła kobieto – pełnym urazy głosem odparł przyjmujący. Cała trójka wiedziała jednak, że Włodarczyk ma specyficzne poczucie humoru i jedną z ostatnich rzeczy, jakie można o nim powiedzieć, to, to że jest obrażalski.

- Żarty żartami, ale ja tam widziałem bardzo ładne dziewczyny na zdjęciach na Insta – wtrącił się do rozmowy Kłos – mam rozumieć, że ten cały smog je pozatruwał, zaczęły mieć omamy i na Ciebie lecą? Bo innego wytłumaczenia nie ma – Karol przybrał pozę myśliciela. Wrona wyjął swój telefon, by uwiecznić ten moment, w końcu do tej pory twarz Kłosa nieskalana była myślą.

- Śmiesz wątpić w mój urok osobisty ? – rzucił oskarżycielskim tonem Włodi, wypinając pierś do przodu na tyle na ile pozwolił mu leżący na jego torsie laptop.

- Nie, ja nie mam nic do Twojego uroku osobistego, broń boże – odparł Kłos, unosząc dłonie w geście obronnym – ja po prostu wiem jak wygląda Twoja twarz przyjacielu… Ała! Dlaczego to zrobiłaś Słupnicka – jęknął Kłos, rozmasowując sobie obolałą głowę, która kilka sekund wcześniej miała bliski kontakt z torebką brunetki.

- Bo mi tutaj Włodiego obrażasz – odparła Antosia – bardzo boli ? – zreflektowała się po chwili , Kłos jedynie fuknął obrażony.

- Widzisz Karol jakiego mam obrońcę ? – zarechotał Włodarczyk – Kobieta Cię nokautuje, słabo z formą widzę.

- Z moją formę wszystko jest jak należy – odparł Kłos – Ty byś się lepiej Wroną zajął, bo to on największy obrońca Antoniny teraz się zrobił.

- Bardzo dobrze Andrzeju – zwrócił się do Wrony przyjmujący – Masz jej strzec jak oka w głowie.

Antosia westchnęła głęboko –halo,  ja tutaj jestem – zamachała przed kamerką, dając przyjacielowi znać, że wszystko słyszy.

- Wszystko jest pod kontrolą – stwierdził starszy ze środkowych, ignorując brunetkę – akcja pod kryptonimem „Krasnal bezpieczny w krainie wielkoludów” idzie zgodnie z planem.

Słupnicka otworzyła szeroko usta zdziwiona tym, co przed chwilą usłyszała. Wrona palcem wskazującym podniósł jej opadającą szczękę, a następnie dał jej pstryczek w nos, uśmiechając się szeroko.

- Antosiu, po prostu się martwię, a Andrzej dba o Twoje bezpieczeństwo, gdy nie ma mnie blisko – tłumaczył Włodarczyk – bo jesteś bezpieczna prawda? Czujesz się bezpiecznie ? – zalewał ją gradem pytań.

- Włodarczyk ile mam Ci razy tłumaczyć, że poradzę sobie sama ?– jęknęła brunetka z bezsilności.

- Możesz nawet do śmierci, byle bym wiedział, że nic Ci nie grozi.

- Tobie grozi rekonstrukcja twarzy jak wrócisz Włodarczyk – warknęła Antonina.

Wojtek  zawsze dbał o to, by nic nigdy jej się nie stało.


Był jej antidotum. 

~.~
I jest kolejny ;) 
Dziękuję, za komentarze, bardzo motywują! ;)
Do następnego :*

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział II

Kwiecień 2014

Antonina chwyciła leżący przed nią notatnik i schowała go do swojej czarnej torby. Spojrzała na zegarek umieszczony na nadgarstku. Dochodziła 15. Marlena jak zwykle wymieniała smsy z Marcinem, zupełnie ignorując wyczekujący wzrok brunetki.

- Już prawie wszyscy wyszli z auli – upomniała koleżankę Antosia.

Blondynka rozejrzała się po pomieszczeniu, odrywając wzrok od ekranu swojego telefonu, a następnie chwyciła swoją torbę i zaczęła zmierzać w kierunku wyjścia.

- Myślałam, że zasnę – zaczęła Marlena, gdy wyszły z Auli – on czyta slajdy słowo w słowo – narzekała.

- Nie było tak źle, pamiętasz na pierwszym roku wykłady z makro? - zaczęła brunetka, zmierzając w kierunku bufetu uczelnianego – to dopiero była rzeźnia. Bez kawy nie dało się wytrzymać 10 minut.

- Pewnie, że pamiętam – blondynka odparła z westchnieniem – w końcu zdałam ten egzamin dopiero za 3 razem.

- Poproszę wodę niegazowaną –Antosia zwróciła się do pani obsługującej dzisiaj w bufecie – za 3 razem, ale na 5 – przypomniała blondynce dziewczyna, uśmiechając się promiennie.

- Co racja, to racja – odparła Marlena, wychodząc na  główny hol uczelni.

Nagle Antosia pisnęła, zwracając na siebie uwagę studentów znajdujących się na korytarzu, gdy jej oczy zostały zasłonięte przez wielkie dłonie. Marlena zaśmiała się z reakcji koleżanki.

- Zgadnij kto to – zachęciła Antosię blondynka.

- Takie wielkie łapska może mieć tylko jakiś wyrośnięty goryl  - odparła brunetka, obracając się w stronę swojego napastnika – no i nie pomyliłam się! – zaśmiała się na widok Wojtka.

- Ej, ej! Żaden goryl! – oburzył się siatkarz, przytulając brunetkę – gotowa na podbój Bełchatowa?

- Mówiłam Ci, że nigdzie z Tobą nie jadę – westchnęła zrezygnowana Antosia - Włodi nie rozumiem po co się tu fatygowałeś.

- Jak to po co ? – zdziwił się brunet – Bo ja po prostu wiem, że jak kobieta mówi nie, to znaczy tak. Karol ciągle powtarza, że jak Ola mówi, że nie chce, to znaczy, że tak naprawdę chcę, ale nie mówi tego wprost. Wy kobiety nas tak testujecie na domyślność. Przechytrzyłem Cię Słupnicka! – Wojtek tknął brunetkę wskazującym palcem w ramię – Mam rację Marlena ? – zwrócił się do blondynki, a ona ochoczo pokiwała głową.

Antosia przymknęła oczy, głęboko wdychając powietrze. Po chwili wypuściła je ze  świstem. Marlena spoglądała na dwójkę z nieukrywanym zadowoleniem. Jako fanka filmów wszelkiej maści, nie mogła odmówić sobie tej darmowej komedii. Wojtek stał przed Słupnicką górując nad nią wyraźnie wzrostem.  
Brunetka tłumaczyła chłopakowi już od przeszło dwóch tygodni, że niestety ale nie będzie mu towarzyszyć w czasie imprezy urodzinowej Oli. Dziewczyna Kłosa wiedziała o wszystkim i nie miała jej tego za złe. Ale Włodi, jak to Włodi, swoje wie i swoje robi.  Często sprzeczali się o tą jego upartość, ale on zawsze tłumaczył swoje zachowanie tym, że po prostu wie, co jest dla Antosi najlepsze.

Antosia spojrzała na Marlenę, szukając w niej odrobiny wsparcia. Przecież jeszcze wczoraj wieczorem popierała jej decyzję, a teraz uśmiechała się w stronę Wojtka, który prawie siłą wypychał ją przez drzwi.

- Włodi zostaw mnie ! – żachnęła się brunetka, kiedy chłopak chwycił jej dłoń, by ta przypadkiem nie zwiała mu z przed nosa – powiedziałam Ci, że nie chcę jechać.

- A ja Ci powiedziałem, że chce, żebyś jechała – mocniej ścisnął jej drobną dłoń – i się nie kłóć krasnalu – zaśmiał się, czochrając brunetce włosy.

- Marlena – zawołała brunetka – pomożesz mi ? – spytała pełna nadziei.

Blondynka spojrzała na nią uśmiechnięta, kiwnęła głową, dając jej znak, że ani śmie ruszyć się z miejsca. Brunetka stanęła przed samochodem przyjmującego, gdy ten otwierał przed nią drzwi.

- Znajdź sobie przyjaciół mówili. Zawsze będziesz mogła na nich liczyć mówili – szeptała brunetka z wyrzutem, zajmując miejsce pasażera.

Wojtek ruszył z przed uczelni , uprzednio zapinając pas i machając blondynce, która dalej stała  w tym samym miejscu, uśmiechając się jak szaleniec. 
Brunet spojrzał na Antosie i poklepał ją po udzie.

- Wiedziałem, że się zgodzisz – stwierdził z pewnością przyjmujący – mój urok osobisty działa cuda – wyszczerzył się Wojtek.

Antonina pokiwała głową z dezaprobatą. Niech no tylko się zatrzymają, to się z nim policzy!

~.~

- No nie gniewaj się Antosia – Włodi od półgodziny podążał za milczącą brunetką jak cień, chcąc zwrócić na siebie choć odrobinę jej uwagi.

Brunetka pomimo liczonych już w setkach przeprosin dalej była nieugięta. Miało jej tu nie być, miała teraz siedzieć u siebie w pokoju, a nie błąkać się po katowickim centrum handlowym w poszukiwaniu prezentu dla Oli.

- Po prostu chcę żebyś tam ze mną dzisiaj była – powiedział przyjmujący, zatrzymując się przed brunetką.
Antosia wyminęła go, podchodząc do jednego ze stoisk z biżuterią, a On podniósł zrezygnowany głową, zdając sobie sprawę,  że jego przyjaciółka tak łatwo nie ulegnie.

Brunetka wybrała dla Oli bransoletkę z symbolem nieskończoności. Nie mogła przecież jechać bez żadnego prezentu, a ten wydał jej się idealny dla dziewczyny Kłosa. Wszystko poszło by sprawniej i nie błądziła by po centrum handlowym, gdyby nie przylepa w postaci dwumetrowego siatkarza, który ciągle próbował zwrócić na siebie jej uwagę. Jak z dzieckiem.

Antosia podjęła jednak decyzję, że tak łatwo mu z nią nie pójdzie. Przyjechał, niemal siłą ją  porwał  z uczelni, a teraz myśli, że miłosiernie mu przebaczy? Co to, to nie.

Brunetka uprzejmie podziękowała dziewczynie, która zapakowała bransoletkę w śliczne pudełeczko. Teraz chciała jeszcze udać się po jakieś wino. „ Wina nigdy za wiele” – głosiła dewiza Oli, więc Antonina postanowiła wzbogacić jej kolekcję o kolejny zacny trunek. 

Oczywiście jak cień podążał za nią Wojtek. Teraz jednak zamilkł i od dłuższego czasu nie próbował nawiązać konwersacji z brunetką. Może to i lepiej, bo za kolejne „ Przepraszam Antosiu” musiałby sobie wprawić nowe zęby.

~.~

- Wiesz, że masz przerąbane? – rzuciła groźnie Antonina, odbierając swój dzwoniący telefon. Wojtek zostawił ją w swoim mieszkaniu, a sam pojechał po Andrzeja, któremu zepsuł się samochód i miał z nimi udać się do mieszkania solenizantki.

- Od kogo? Od Ciebie ? – prychnęła Marlena – Obie wiemy, że będziesz się dobrze bawić, więc nie pitol mi tutaj – dodała, śmiejąc się.

- Nie będę się dobrze bawić – zapewniła ją brunetka, tuszując swoje rzęsy, jednak drżenie rąk skutecznie jej to utrudniało – nie znam tam nikogo oprócz Wojtka, Oli, Karola i Andrzeja… Kuuurwa- jęknęła żałośnie, gdy odkładając tusz strąciła stojący na półce puder.

- Nie znam tam nikogo, nie znam tam nikogo – przedrzeźniała ją blondynka – Co zrzuciłaś niezdaro ? – spytała, słysząc przekleństwo koleżanki.

- Puder mi się rozsypał, wszystko jest dzisiaj nie tak – narzekała brunetka, próbując zebrać resztki kosmetyku z łazienkowej podłogi.

- Przestań być taką pesymistką, puder to nie koniec świata – nie słysząc reakcji brunetki, Marlena dodała – wszystko będzie dobrze, polubią Cię i będziesz się świetnie bawić. A jak wrócisz będziemy się śmiać z twojego zachowania.

- Ja tam nie pasuję.

- Antosia, jakbym tam była, to bym Cię kopnęła w tyłek, za te głupoty, które wygadujesz. Jakbyś tam nie pasowała, to Włodi nie suszył by Ci o to głowy od miesiąca i przede wszystkim nie przyjechałby po Ciebie specjalnie do Katowic. Dlatego ładnie proszę, przestań się zadręczać, baw się dobrze i wybacz temu siatkarzowi, bo jak nie to on mi zapcha skrzynkę w telefonie smsami – zaśmiała się blondynka.

- Pisał do Ciebie ? – spytała brunetka zszokowana.

- Pisał ?  – zdziwiła się Marlena – on mi bombarduje skrzynkę nadawczą! Biedny przejął się tym, że się do niego nie odzywasz. Gotów był nawet odstawić Cię do domu, byle byś przestał się na niego gniewać, ale wybiłam mu ten głupi pomysł z głowy.

- Marlena… 

- Nie Marlenuj mi tu – odparła blondynka – Baw się dobrze i do zobaczenie w poniedziałek!
Blondynka rozłączyła się, a Antonina kontynuowała makijaż. Nagle usłyszała ciche pukanie. Do pomieszczenia wszedł przyjmujący, patrząc na nią niepewnie.

- Gotowa? – spytał, spoglądając na nią w lustrze. Antosia obróciła się, wtulając w jego wielkie ramiona.

- Przepraszam – wyszeptała.

- Nie, to ja przepraszam – szybko odparł Włodi, obejmując ją swoimi ramionami –myślałem, że się już do mnie nie odezwiesz.

Antonina uśmiechnęła się, zadzierając głowę do góry. Różnica wzrostu między nimi zawsze wywoływała uśmiechy na twarzach ludzi, którzy ich widzieli, a u niej zazwyczaj wywoływała ból karku.

- Miałabym się obrazić na mojego najlepszego przyjaciela ? Widać, że mnie jeszcze nie znasz wielkoludzie – zaśmiała się brunetka, uderzając pięścią w jego klatkę piersiową, popychając go w stronę wyjścia – muszę się przebrać, więc wypad mi stąd!

Wojtek zaśmiał się i posłusznie wyszedł.

~.~

Antonina chwyciła swojego drinka, który jak zapewniał Andrzej, jest jego popisowym dziełem. Wzrokiem przebiegła po zatłoczonym salonie. Ola przytulała swojego chłopaka, a obok nich tańczyła para Uriarte – Conte.  Nicolas w ustach dzierżył różę, prezent dla solenizantki, który teraz stanowił wręcz niezbędny rekwizyt. Dlaczego? Otóż postanowili oni zaprezentować zgromadzonym tango argentyńskie w swoim wykonaniu. Więcej było z tego śmiechu niż pożytku, ale przynajmniej ta uzdolniona tanecznie para spełniła się artystycznie.

- No teraz mi nie uciekniesz Antonino – usłyszała przy swoim uchu wesoły głos Mariusza. Wlazły na początku imprezy za punkt honoru powziął sobie zatańczenie z towarzyszką Włodarczyka – będziemy królować na tym parkiecie!

Antonina zaśmiała się wesoła, czując mocny uścisk dłoni siatkarza, który ciągnął ją na sam środek prowizorycznego parkietu.

Bez wątpienia Wlazły był znakomitym tancerzem. Conte oczywiście twierdził, że to dzięki niemu, bo Mariusz rzekomo brał u niego lekcję. Jednak te wersję zdaję się potwierdzać jedynie on sam.

- Odbijany – usłyszała brunetka i już po chwili tonęła w objęciach swojego przyjaciela.

- Taki z Ciebie tancerz ? – zakpiła brunetka, przypominając sobie poczynania Wojtka na jednej z ostatnich imprez na którą poszli z Kłosami i Wroną. Ogólnie… to nie było za ciekawie.

- Czepiasz się Słupnicka – odparł Wojtek odrobinę urażony uwagą brunetki.

- Ktoś musi Włodarczyk, bo inaczej popadłbyś w samo zachwyt – Antosia oparła głowę o tors przyjmującego – Dzięki Włodi, że mnie tu zabrałeś.

- To ja się cieszę, że tu jesteś – odparł Wojtek kołysząc się w rytm puszczanej przez Karola muzyki – Teraz muszę Cię pilnować – gdy napotkał zdziwione spojrzenie Antoniny, dodał -  moja przyjaciółka wpadła w oko praktycznie całemu składowi Skry.

Antosia podniosła dłoń, chcąc zmierzwić włosy przyjmującego w akcie zemsty,  ostatecznie  jednak uderzyła go w ramię. Przyjmujący zaśmiał się radośnie.

- Moja mała Antosia nie dosięga do włosów swojego wyrośniętego przyjaciela – nabijał się z brunetki Wojtek. Dziewczyna zmrużyła gniewnie oczy. Włodarczyk chwycił ją i przy akompaniamencie jej pisków podniósł do góry. Zgromadzeni spojrzeli na nich zdziwieni, Antonina nic sobie jednak z tego nie robiąc, wsunęła swoją dłoń w czuprynę siatkarza i roztrzepała ją ochoczo. Po chwili stała już na ziemi – Do usług – zaśmiał się chłopak, poprawiając sobie włosy.

Antonina wtuliła się w siatkarza, ten nachylił się i pocałował jej skroń. Robił to zawsze, gdy trochę wypił. Taki wojtkowy alkoholowy zwyczaj.

- Co ja z Tobą mam wielkoludzie – westchnęła brunetka.

- Jak to co?  – zaśmiał się przyjmujący, okręcając dziewczynę, by następnie pochylić ją niczym rasowy tancerz – raj na ziemi.

I tak było.
Wojtek sprawił, że miała raj na ziemi.

Był jej antidotum.

~.~
Ah ten Wojtek :) Mam nadzieję, że polubicie jego postać tak jak ja :) 
Pozdrawiam i do następnego ! :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział I


Czerwiec 2012

Przez nowo otwarty dworzec codziennie przemyka tysiące osób. Tysiące osób, które niosą za sobą różne historie. Wzniosłe, błahe lub te nie warte nawet odrobiny uwagi.
Praktycznie tę samą trasę kilka razy w tygodniu przemierza studentka jednego z uniwersytetów. Za chwilę przejdzie koło kas biletowych, by głównym wyjściem, udać się na przystanek tramwajowy usytuowany tuż przy galerii.
Owa studentka westchnęła głęboko, gdy po raz kolejny dziś uprzejmie podziękowała za ulotkę, którą chciał jej wręczyć wysoki blondyn. Miała dokładnie 10 minut, żeby dostać się na uczelnie. Spojrzała na rozkład jazdy tramwajów. 35 miała podjechać za jakieś 2 minuty. Czekała zniecierpliwiona. Nie chciała spóźnić się na jedno z ważniejszych zaliczeń w tym semestrze.
     
- Proszę – obróciła się i spojrzała na brunetkę, która w dłoni dzierżyła ulotką jednego z banków.

Katowice to dziwne miasto.

Wsiadła. Tłum innych osób skutecznie utrudniał jej chwycenie się bezpiecznie czegoś, co ułatwiło by jej zachowanie równowagi w pojeździe. Zrezygnowana czekała na następny przystanek, na którym dołączyć do niej miała jej koleżanka. Nie wie jakim cudem blondynce udało się, wepchnąć do już i tak przepełnionego tramwaju, ale teraz stała kilka kroków za nią uśmiechając się promiennie.

- W sobotę widziałam się z Marcinem – zaczęła nadawać blondynka, gdy udało im się wydostać na docelowym przystanku – Spotkaliśmy …- zawahała się , ale po chwili kontynuowała – Piotrka, jak wychodził z mieszkania.

Brunetka zesztywniała na dźwięk tego imienia. Piotrek. Przyjaciel ze studiów Marcina. Brunet, niebieskie oczy, do tego grał i śpiewał w zespole. Miły, uprzejmy i uczynny. Łamacz kobiecych serc.

- I co tam u niego ? – zapytała, starając się by ton jej głosu nie zdradził jak bardzo rani ją wspomnienie o tym chłopaku.

- Na studiach wszystko pozdawał, gra koncerty z tym swoim zespołem, no i z Kamilą coś zaczął kręcić – odparła blondynka.

- Z Kamilą ? – wyszeptała dziewczyna zszokowana. Przecież Kamila to przyjaciółka z dzieciństwa Piotrka. Zawsze powtarzał, że nigdy nic go z nią nie łączyło i łączyć nie będzie. Ale przecież brunetka ostatnio sama przekonała się na własnej skórze, że zdanie zmienia on częściej niż bieliznę.   

Nie, nie jest jej smutno.
Najzwyczajniej w świecie jest jej przykro, że jej przyjaciółka, tak beztrosko opowiada o Nim. O Piotrku ,który był źródłem radości i największych smutków tej drobnej brunetki. Chciała go wymazać z własnej pamięci, chciała zapomnieć.  
Ale nie mogła. Marlena nigdy nie unikała tego wyjątkowo drażliwego dla Antoniny tematu. Wychodziła z założenia, że nie można chować głowy w piasek i należy stawiać czoła przeciwnością.  Antonina czuła się niekomfortowo rozmawiając o Piotrku, a to było dla Marleny jak woda na młyn. Blondynka przy każdej możliwej okazji wspominała o brunecie, twierdząc, że pozwoli to przyjaciółce przejść do porządku dziennego nad wydarzeniami ostatniego miesiąca.
Gdyby tylko poszła na inne studia. Gdyby tylko wybrała inny kierunek.
Nie musiałaby teraz przybierać sztucznego uśmiechu na twarzy i mówić, jaka jest szczęśliwa, że Piotrkowi zaczęło się układać. Nie musiałaby udawać, że tak naprawdę wszystko to już jej nie obchodzi.
Ale musi.

Katowice to dziwne miasto.

Brunetka poprawiła zsuwającą się z jej ramienia torebkę. Napisała zaliczenie i teraz pozostało jedynie czekać na wyniki. Była dobrej myśli. W końcu co jak co, ale na uczelni szło jej dobrze. Gorzej w innych sferach jej życie. Ale tym nie powinna się martwić, przecież nie z takich kłopotów wychodziła.
Marlena już od 15 minut, czyli od momentu w którym opuściły gmach uczelni, rozmawia przez telefon z Marcinem. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że za kilka minut mają się z nim spotkać na centrum.
Antonia pokiwała głową z dezaprobatą, gdy jak zwykle na jednym z przejść zatrąbił przejeżdżający samochód. Z pewnością na widok blondynki ubranej w krótką, obcisłą spódniczkę.  

Katowice to dziwne miasto.

- Na pewno nie chcesz z nami iść ? – pytała Marlena uwieszona na Marcinowym ramieniu.

- Mam pociąg za 15 minut. Wrócę do domu, położę się – odparła Antonina, spoglądając na parę, która z pewnością woli ten czas spędzić sam na sam.

- Przecież nie lubisz spać w południe – stwierdził Marcin. Chłopak znał się z brunetką już prawie 13 lat i to ona poznała go z Marleną w zeszłe wakacje – Ciągle powtarzasz, że szkoda dnia na spanie – zaśmiał się.

- Boli mnie trochę głowa – skłamała gładko dziewczyna –zgadamy się jeszcze – zapewniła chłopaka.

- Mam propozycję nie do odrzucenia – wyrwał się brunet, spoglądając na swoją ukochaną – ostatnio z Marleną zauważyliśmy, że od tej sytuacji z Piotrkiem w ogóle nie spędzamy czasu razem. W trójkę. Za tydzień robimy z chłopakami imprezą u nas, wpadnij, napijemy się piwa, posiedzimy, pośmiejemy się. Jak za dawnych czasów.

Antonina uśmiechnęła się nikle. Przebywanie z Piotrkiem w jednym pomieszczeniu, wydawało jej się jak na ten moment zbyt krępujące. Ale nie mogła odmówić Marcinowi. W końcu miał trochę racji w tym co mówił, Antonina faktycznie unikała jego mieszkania jak ognia.

- Pewnie, że wpadnę – odparła brunetka. Po chwili para udała się w przeciwnym kierunku, a ona skierowała się w stronę dworca.

Gdy przechodziła obok jednego z tych sklepów, gdzie zawsze były największe obniżki, a wnętrze wypełnione było niezliczoną liczbą klientów, poczuła silne uderzenie w ramię. Zachwiała się, prawie upadając na chodnik, jednak w momencie, w którym już pogodziła się z niechybnie zbliżającym się upadkiem poczuła silny uścisk kobiecej dłoni.
Mężczyzna, który potrącił ją, wychodząc obładowany zakupami, spojrzał na nią z pogardą, jakby to ona władowała się na niego, a nie on pogrążony w rozmowie ze swoją, niewątpliwie uzależniona od solarium panną, niemal ją staranował.

-Wszystko okej? – usłyszała pytanie kobiety, która uratowała ją przed bolesnymi skutkami spotkania z tym niekulturalnym mężczyzną.

- Tak, tak. Bardzo dziękuję za pomoc – uśmiechnęła się w jej stronę.

- Nie wiedziałam, że takie gbury chodzą po tym mieście, nawet pani nie przeprosił – stwierdziła oburzona kobieta, mierząc gniewnym spojrzeniem sylwetkę oddalającego się mężczyzny.

- Katowice to przecież dziwne miasto i wszystkiego można się tutaj spodziewać – odparła Antosia.

- Jestem tutaj dopiero 3 raz i chyba nie wrócę tutaj w najbliższym czasie – blondynka spojrzała na brunetkę wahając się – Jest pani może stąd? Bo nie mogę trafić pod galerię i krążę od kilkunastu minut – dodała zrezygnowana.

- Nie jestem stąd, ale chętnie panią zaprowadzę w ramach podziękowania za uratowanie mnie przed bliskim spotkaniem z chodnikiem – zaśmiała się dziewczyna.

Po kilku minutach dotarły pod galerię. Ola, bo tak przedstawiła się blondynka, była tutaj z kimś umówiona, więc pożegnały się przed głównym wejściem i każda udała się w swoją stronę.
Niby sama Antonina kilka minut temu stwierdziła, że można się w tym mieście spodziewać wszystkiego, ale jednego ze znanych jej siatkarzy, pijącego kawę ze Starbucks’a, to nie spodziewałaby się nawet wszechwiedząca Marlena. Chociaż w tym wypadku jej kobiecy zmysł mógłby zawieść, bo jedyny sport jaki ona uznawała, to gimnastyka z Marcinem.
Antonina wahała się chwilę, ale postanowiła podejść. W końcu to jedyna taka okazja na wspólne zdjęcie, u siebie w tej zapyziałej mieścinie z pewnością nie spotkała by nikogo takiego.

Może Katowice to wcale nie takie dziwne miasto?

- Jesteś za wysoki – słuchać było głośne narzekania brunetki, która wymownie gestykulowała. Zmierzający właśnie w kierunku dworca ludzie obracali się zaciekawieni.

- Nie ja jestem za wysoki, tylko ty za niska – odparł chłopak, uśmiechając się pobłażliwie. Jego towarzyszka mogła mieć co najwyżej 160 cm wzrostu – Gdzie się podziewałaś jak Bozia wzrost rozdawała – dodał.
Brunetka buńczucznie zmrużyła oczy.

- Stałam po poczucie humoru – odparła, wbijając oskarżycielskie spojrzenie w chłopaka – i powinieneś być mi za to wdzięczny, bo inaczej starłabym Ci ten uśmiech z twarzy.

- I pomyśleć, że jakieś 10 minut temu byłaś taka milutka – stwierdził chłopak, chwytając za swojego Iphona – jedno niekorzystne zdjęcie, a kobieta staję się potworem. Niewiarygodne

Brunetka chwyciła urządzenie trzymane przez chłopaka i spojrzała po raz kolejny na ekran. I po raz kolejny skrzywiła się, widząc wykonane przez niego zdjęcie.

- Wszystko było by dobrze, gdybyś nie obcinał mi połowy twarzy na zdjęciu. Nie jesteś pępkiem świata – zreflektowała się.

- Jak to ?- udał zdziwionego chłopak, przykładając sobie dłoń do klatki piersiowej – przecież jak mnie zobaczyłaś prawie staranowałaś biednego starszego pana – dogryzał jej.

- Wcale nie staranowałam – speszyła się brunetka – po prostu przecięliśmy sobie drogę – tłumaczyła.

- Ten pan miał nieco inne zdanie na ten temat – zaśmiał się chłopak – do końca życia będę pamiętać jak zdzielił Cię swoją laską – gdy spotkał groźne spojrzenie dziewczyny od razu dodał – Mam nadzieję, że ten siniak na ramieniu szybko Ci zejdzie.

Dziewczyna spojrzała na swoją rękę. Jęknęła żałośnie, do tej pory nie zwróciła uwagi, ale jej ramię było bardzo zaczerwienione, gdzieniegdzie powoli przybierając śliwkowy kolor.  Pociągnęła rękaw swojej niebieskiej bluzki, starając się choć trochę ukryć dowód swojej sromotnej klęski w starciu z laską tego pana.

- Zróbmy to zdjęciu tak jak należy – stwierdziła brunetka – proszę.

Chłopak chwycił ją w talii, oparł głowę o jej ramię i uśmiechnął się w stronę wycelowanego w nich telefonu. Ten jednak naglę został wyrwany z jego dłoni i znalazł się w posiadaniu Karola Kłosa, który za punkt honoru powziął sobie zrobienie najlepszego zdjęcia tej dwójce. Obok niego stała Ola, ta z którą kilka minut temu Antonina się poznała w dość dziwnych okolicznościach. Jak się później okazało, jest dziewczyną naszego ambitnego fotografa.

- No i masz sierotko to swoje zdjęcie – pokazała jej ekran swojego telefonu chłopak.  Antonina uśmiechnęła się, widząc efekt pracy Kłosa.

Katowice to dziwne miasto, ale Antonina kochała je z całą tą jego dziwnością.
Bo tutaj pierwszy raz spotkała Wojtka.
Jej antidotum.

~.~
No i jest pierwszy rozdział. Mamy antidotum! :) 
Szkoda, że Włosi wczoraj nie urwali jeszcze jednego seta Brazylijczykom. :( 
Ale umiesz liczyć, licz na siebie... 
Pozdrawiam i do następnego ! :)


środa, 2 lipca 2014

Prolog

- Wierzysz w przeznaczenie?

Niska brunetka ubrana w nieco za duży wełniany sweter, upiła łyk wina, które przyjemnie rozgrzało jej wnętrze. Czy wierzyła w przeznaczenie? To z pewnością jest pytanie z serii tych bez odpowiedzi, bo przecież do niedawna wierzyła. Wierzyła całym sercem, że przeznaczenie to nie tylko wymysł filozofów, że to coś więcej.
„Może to spotkanie było naszym przeznaczeniem?” pytała samą siebie, teraz na samo wspomnienie swojej naiwności cicho śmieje się w duchu. 

- Nie wierzę– Odparła pewna swoich słów dziewczyna, naciągając materiał swojego bordowego swetra na nieokryte nogi.

Blondynka przez chwilę analizowała jej słowa. Zdziwiona spojrzała na nią, jakby właśnie doszedł do niej sens słów jej przyjaciółki, a te okazały się najgorszą z możliwych prawd.

- Jak to nie wierzysz? – Spytała z wyrzutem – to jak wytłumaczysz to wszystko co się dzieje w naszym życiu?

Brunetka uśmiechnęła się nikle. Jej przyjaciółka miała taki utopijny obraz świata. Przecież nie może jej teraz wyprowadzić z błędu i uświadomić, że życie to wcale nie jest plac zabaw. Beztroskich, dziecinnych uciech nie doświadcza się tutaj prawie wcale.
Przeznaczenia nie ma. Są przypadki, ale  ludzie mają taką dziwną tendencję przypisywania źródła swoich radości i smutków do czegoś boskiego, z góry ustalonego. A przecież życie samo w sobie jest przeznaczeniem, reszta to dzieło przypadku.

- Wiesz co jest przeznaczeniem każdego z nas ? – Spytała, spoglądając na blondynkę, ta po chwili zastanowienia odparła, że nie ma pojęcia.

- Śmierć – Stwierdziła gorzko brunetka, chwytając pustą już prawie butelkę wina, by uzupełnić swój pustoszejący w zastraszającym tempie kieliszek – To brzmi strasznie, ale jedynym naszym przeznaczeniem jest śmierć. Wszystko to co ma miejsce w naszym życiu, możemy nazywać przypadkami. Mogą one nas jedynie przybliżyć do naszego przeznaczenia, nigdy od niego oddalić. Śmierć jest jedynym pewnikiem w naszym życiu. A przypadek? – zaśmiała się żałośnie w momencie kiedy z odtwarzacza w laptopie popłynęła dobrze znana jej piosenka.  Po chwili rozległ się dźwięczny głos wokalisty, który kilka tygodni temu bezlitośnie pozbawił ją jakichkolwiek złudzeń – To taka specyficzna choroba egzystencji. Nigdy nie wiesz kiedy Cię dopadnie, jak długo będzie trwać i czy będziesz w stanie się uleczyć. Ale nie unikniesz ich, bo przecież przypadki chodzą po ludziach, nieprawdaż? – Spojrzała na wino iskrzące się w płomieniach rozpalonego kominka – Spotykasz kogoś i on nieświadomie staje się źródłem przypadków w Twoim życiu. I albo te przypadki przybliżają Cię do Twojego przeznaczenia, albo stają się wspomnieniem bez znaczenia – Dokończyła, pochylając się nad swoim laptopem. Jednym pewnym kliknięciem przeniosła znienawidzony utwór w przestrzeń niebytu. Szkoda, że uczuć nie można tak szybko wykasować.
Blondynka przypatrywała jej się zaciekawiona. Oparła się o kremową sofę i przymknęła oczy rozmyślając nad czymś intensywnie.

- Czyli mówisz, że nie ma przeznaczenia ? – Wyszeptała, próbując sobie poukładać w głowie wypowiedź przyjaciółki. Krążący w jej organizmie alkohol nie ułatwiał jej zadania.

- Nie ma – potwierdziła brunetka.

- Są przypadki, będące chorobą egzystencji, które przybliżają nas do śmierci – kontynuowała blondynka - lub po prostu są neutralnymi zdarzeniami w naszym życiu, które nie wpływają na nasze przeznaczenie – uściśliła.
Dziewczyna skinęła głową na znak potwierdzenia.

- Ty chyba potrzebujesz więcej wina – stwierdziła, wstając i kierując się w stronę kuchni chwiejnym krokiem.

- Ostatnie przypadki z zawrotną prędkością przybliżają mnie do przeznaczenia- wstała i podążyła za przyjaciółką.  Pokręciła głową, starając się za wszelką cenę pozbyć obrazu uśmiechniętego wokalisty, który pojawił się przed jej oczami wraz z pierwszymi słowami piosenki – nie potrzebuje wina, potrzebuje antidotum, najlepiej jak najszybciej. 

Przedstawiam Prolog ;) Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Niewiele wyjaśnia, ale tak ma być ;) 
W pierwszym rozdziale się nieco rozjaśni ;) 
Panna Donkowa - Dziękuję bardzo za pomoc :*