środa, 23 lipca 2014

Rozdział III

Czerwiec 2014

Zatłoczone Warszawskie lotnisko wypełnione była głosami  przylatujących i odlatujących pasażerów. Tych, którzy witali się ze łzami w oczach i tych, którzy żegnali się, obiecując szybki powrót. Setki, tysiące głosów mieszało się, tworząc zlepek nic nieznaczących słów. Lotnisko to takie specyficzne miejsce. Tutaj można przekroczyć metaforyczną granicę, która pozwoli Ci się uwolnić od dotychczasowych trosk. Wyjedziesz i wszystko się zmieni. 
Ale Wojtek nie chciał, żeby coś się zmieniało. Chciał trwać w tym układzie. Jego życie go satysfakcjonowało, a przekraczając próg warszawskiego lotniska, czekał na następną przygodę, a nie na następną zmianę.

To dzisiaj miał rozpocząć podróż życia. Wyjazd do Stanów zawsze mu się marzył, a teraz mógł sobie na to pozwolić. Jedno co go martwiło, to ta drobna brunetka krocząca przy jego boku. Nie ona sama w sobie, tylko to, kto się nią zajmie, gdy on wyjedzie. Co prawda miało go nie być jedynie 3 tygodnie, ale zdążył się już przyzwyczaić, że to zawsze on ją chroni.  Antonina wzbraniała się mówiąc, że przecież da sobie radę „ jakoś przez 21 lat mojego życia dawałam sobie radę, więc teraz przez 3 tygodnie też dam” – powtarzała. Ale tymi słowami bardziej próbowała przekonać siebie, niż jego.

Bo Antonina wiedziała, że to pożegnanie nie będzie łatwe. Żadne pożegnanie z Wojtkiem nie było łatwe. Dziwne dreszcz przechodził jej ciało na samą myśl, że będzie oddalony od niej o tyle kilometrów.  Potrzebowała go. Potrzebowała tego poczucia, że wystarczy zadzwonić, a on gotów będzie zjawić się pod jej domem ubrany jedynie w bokserki w misie, które dostał od niej na urodziny. Nie bała się tego, że nie poradzi sobie z codziennością, Antonina bała się tego, że nie poradzi sobie z codziennością bez Wojtka. Bo ten dwumetrowy facet z mentalnością przedszkolaka stał się częścią jej nudnego życia. Był na dzień dobry i na dobranoc.

Ale nie mogła go ograniczać. On nie ograniczał jej, więc ona również nie miała takiego prawa. Nie chciała nawet tego robić. Wojtek powinien spełniać swoje marzenia. Przecież to tylko 3 tygodnie.

- 3 tygodnie i jestem z powrotem Antosia – wyszeptał brunet, tuląc przyjaciółkę- masz o sobie dbać i przede wszystkim pisać. Jakby się coś działo to dzwoń do Oli, Karola albo Andrzeja.

- Wojtek, przestań być taki nadopiekuńczy – ostrzegła go przyjaciółka – poradzę sobie bez niczyjej pomocy – zapewniła – Ty uważaj na siebie w tej Ameryce. A jak poznasz tam potencjalną matkę swoich  dzieci to daj znać, będę musiała zbierać kasę na bilet lotniczy na wasze weselicho, a trochę czasu mi na to zejdzie – zażartowała Słupnicka, próbując rozluźnić atmosferę.

- Ty nie bądź taka do przodu, bo Cię z tyłu zabraknie – odgryzł się siatkarz, nie wypuszczając w dalszym ciągu przyjaciółki z mocnego uścisku swych ramion – będę tęsknić Tośka.

- Ja też Wojtek, ja też – westchnęła Antonina, mocniej wtulając się w tors Włodarczyka. Chciała zatrzymać go przy sobie o te kilka chwil dłużej. Chwil, które miały jej dać siłę na przeżycie 3 tygodni bez swojego najlepszego przyjaciela.

~.~

Trzy szczupłe dziewczyny przemierzały krakowski rynek w kierunku bliżej sobie nie znanym. Nogi ozdobione niebotycznie wysokimi szpilkami chwiały się na nierównym podłożu. Nie chcąc dopuścić do bliższego zapoznania się z jego fakturą , szły podtrzymując się nawzajem.  Jedna z nich - ta która od zarania dziejów znana jest z tego, że alkohol pić może, ale z umiarem – wesoło podśpiewywała usłyszaną w klubie piosenkę. Śpiewać niestety nie potrafiła, ale oczywiście w niczym jej, ani jej towarzyszką to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie dwie pozostałe dziewczyny wtórowały w jej dzikich wrzaskach.
Mijana właśnie przez nich grupka mężczyzn zatrzymała się i ochoczo zaczęła bić brawo. Dziewczyny ukłoniły się wdzięcznie.

- No i piąteczka dla fanów! – najniższa z dziewczyn podbiegła do zgromadzonych słuchaczy.

- Nie ! Tylko nie piąteczka – jedna z jej towarzyszek chwyciła ją za nadgarstek co spowodowała bliskie spotkanie pośladków rozochoconej brunetki z nierównym krakowskim brukiem – nie będzie piąteczek.

- Ale dlaczego nie będzie piąteczek ? – jęknęła brunetka żałośnie, ściągając wysokie szpilki, które uniemożliwiały jej w tym momencie powrót do pozycji stojącej.

- Bo piąteczki oznaczają, że przeholowałaś z alkoholem – blondynka podała dłoń brunetce, by ta nie musiała dalszej drogi przebyć na czworakach.

- Hahahah – zaczęła się śmiać druga z blondynek – serio Antonina przybija piątki jak jest nawalona jak wrona ?

- Nie jak wrona, tylko jak szpak moja droga przyjaciółko najlepsza – Antonina wyciągnęła uniesiony palec wskazujący jakby właśnie powiedziała coś na miarę nagrody nobla.

- Zwał jak zwał – odparła Ola – tam się coś dzieję, widzicie – wskazała zbiegowisko ludzi przed jednym z budynków.

Dziewczyny jednogłośnie postanowiły udać się we wskazanym kierunku. Miały nadzieję, na jakąś mega bibę. Znaczy... właściwie to Antonina miała taką nadzieję, chciała się dziś upić i przybijać piąteczki.

Okazało się, że dotarły przed hotel siatkarzy, którzy mieli już jutro grać mecz w tutejszej hali. Dziewczyny wmieszały się w tłum. Z ukrycia „niczym wojownicze żółwie ninja” – jak później twierdziła Ola – obserwowały parę Wrona i Kłos.

- A co my właściwie robimy ? – zapytała Marlena czkając cicho.

- Ja nie wiem co robicie Wy, ale ja mam już plan – buńczucznie oznajmiła brunetka, kierując się w stronę siatkarzy.

I tyle ją było widać. Kilka sekund później słuchać było głośne „ No to piąteczka”, a następnie cichy plask, który był skutkiem odbicie dłoni Marleny od jej czoła.

- Nie ma piąteczek Tośka! Wracaj tutaj Ty najebusie!  - Blondynka rzuciła się w stronę przyjaciółki, ale było już za późno, bo on urządziła sobie właśnie z Andrzejem maraton piąteczek.

- Jak nie ma jak są ! – odparła wesoło brunetka – Ona twierdzi, że jestem pijana, bo przybijam piątki! – poskarżyła się Wronie Antonina.

- Bo zawsze jak się czegoś napijesz, to przybijasz piątki!

- O Boże, raz czy dwa mi się zdarzyło, wielkie halo – tłumaczyła się brunetka, a siatkarze i zgromadzeni kibice śmiali się z tej wymiany zdań.

- Raz czy dwa? – zdziwiła się Marlena – ZAWSZE Antosia! ZAWSZE!

- Lepiej dawać piątki niż dupę, nie ? – odezwała się do tej pory milcząca Ola, który podpierała się o filar by nie upaść. Alkohol powoli dawał się jej we znaki.

Kłos pokiwał głową z dezaprobatą.

- Miałyście iść tylko na jedno piwo – rzucił w stronę dziewczyn.

- No przecież wypiłyśmy jedno piwo tak jak prosiłeś – stwierdziły zgodnie – Ale o wódeczce nic nie wspominałeś kochanie – dodała Ola, wieszając się na Kłosowej szyi.

Resztę nocy dziewczyny spędziły pod czujnym okiem siatkarzy, a nazajutrz dzielne im kibicowały. Dzielnie, bo kac plus wrzaski kibiców na hali, to połączenie dla największych twardzieli.

~.~

Po cichu weszła do pokoju Kłosa. Siedzący obok niego Wrona wychyliły się i gestem ręki przywołał ją  do siebie.

- Mamy dla Ciebie niespodziankę Włodi – Karol skierował swoje słowa do Włodarczyka, z którym zapewne rozmawiał na skype – ale tak łatwo nie będzie. Musisz odgadnąć co to.

- Wiesz, że nie jestem dobry w zgadywanki – jęknął żałośnie przyjmujący.

Typowe dla Włodarczyka. Ten facet jest tak mało domyślny, że czasami dziw bierze, że wie do czego służy piłka.

- To będzie łatwe- dołączył się do rozmowy Wrona.

- Nasza niespodzianka ma 160 cm wzrostu i brązowe długie włosy – zaczął Kłos – po alkoholu przybija piątki…

- Antonina! – Zawołał wesoła Włodi, przerywając Karolowi, środkowy obrócił swój laptop w kierunku brunetki. Ona natomiast pomachała w kierunku kamerki, witając się z przyjacielem.

- Co tam wielkoludzie w wielkim świecie – spytała Słupnicka, usadawiając się między środkowymi. Wrona objął ją ramieniem.

- Gwar, smog i brud. Ogólnie to Bełchatów milion razy lepszy –zapewnił Włodarczyk.

- Taki kity to my, ale nie nam – zaśmiała się brunetka – wiemy, że jakbyś mógł to byś nie wracał kłamco.

- O co Ty mnie oskarżasz podła kobieto – pełnym urazy głosem odparł przyjmujący. Cała trójka wiedziała jednak, że Włodarczyk ma specyficzne poczucie humoru i jedną z ostatnich rzeczy, jakie można o nim powiedzieć, to, to że jest obrażalski.

- Żarty żartami, ale ja tam widziałem bardzo ładne dziewczyny na zdjęciach na Insta – wtrącił się do rozmowy Kłos – mam rozumieć, że ten cały smog je pozatruwał, zaczęły mieć omamy i na Ciebie lecą? Bo innego wytłumaczenia nie ma – Karol przybrał pozę myśliciela. Wrona wyjął swój telefon, by uwiecznić ten moment, w końcu do tej pory twarz Kłosa nieskalana była myślą.

- Śmiesz wątpić w mój urok osobisty ? – rzucił oskarżycielskim tonem Włodi, wypinając pierś do przodu na tyle na ile pozwolił mu leżący na jego torsie laptop.

- Nie, ja nie mam nic do Twojego uroku osobistego, broń boże – odparł Kłos, unosząc dłonie w geście obronnym – ja po prostu wiem jak wygląda Twoja twarz przyjacielu… Ała! Dlaczego to zrobiłaś Słupnicka – jęknął Kłos, rozmasowując sobie obolałą głowę, która kilka sekund wcześniej miała bliski kontakt z torebką brunetki.

- Bo mi tutaj Włodiego obrażasz – odparła Antosia – bardzo boli ? – zreflektowała się po chwili , Kłos jedynie fuknął obrażony.

- Widzisz Karol jakiego mam obrońcę ? – zarechotał Włodarczyk – Kobieta Cię nokautuje, słabo z formą widzę.

- Z moją formę wszystko jest jak należy – odparł Kłos – Ty byś się lepiej Wroną zajął, bo to on największy obrońca Antoniny teraz się zrobił.

- Bardzo dobrze Andrzeju – zwrócił się do Wrony przyjmujący – Masz jej strzec jak oka w głowie.

Antosia westchnęła głęboko –halo,  ja tutaj jestem – zamachała przed kamerką, dając przyjacielowi znać, że wszystko słyszy.

- Wszystko jest pod kontrolą – stwierdził starszy ze środkowych, ignorując brunetkę – akcja pod kryptonimem „Krasnal bezpieczny w krainie wielkoludów” idzie zgodnie z planem.

Słupnicka otworzyła szeroko usta zdziwiona tym, co przed chwilą usłyszała. Wrona palcem wskazującym podniósł jej opadającą szczękę, a następnie dał jej pstryczek w nos, uśmiechając się szeroko.

- Antosiu, po prostu się martwię, a Andrzej dba o Twoje bezpieczeństwo, gdy nie ma mnie blisko – tłumaczył Włodarczyk – bo jesteś bezpieczna prawda? Czujesz się bezpiecznie ? – zalewał ją gradem pytań.

- Włodarczyk ile mam Ci razy tłumaczyć, że poradzę sobie sama ?– jęknęła brunetka z bezsilności.

- Możesz nawet do śmierci, byle bym wiedział, że nic Ci nie grozi.

- Tobie grozi rekonstrukcja twarzy jak wrócisz Włodarczyk – warknęła Antonina.

Wojtek  zawsze dbał o to, by nic nigdy jej się nie stało.


Był jej antidotum. 

~.~
I jest kolejny ;) 
Dziękuję, za komentarze, bardzo motywują! ;)
Do następnego :*

6 komentarzy:

  1. To moj ulubiony rozdzial! Byl taki wesoly, a Wlodi taki opiekunczy i on z Toską tak slodko sie przekomarzają ;) no i Wrona mrrr! Ah i opis lotniska ;) lotnisko szczescia nie daje, ale stamtad mozna poleciec do Londynu a tam juz jest blisko szczescia :D pozdrawiam xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak! :D Londyn <3
      duuużo szczęścia, po przeczytaniu ostatniej historii to nawet dokładnie 24,6 szczęścia, jeżeli wiesz o czym mówię :D
      Powinnam się wstydzić... Ale jakoś nie jest mi nawet przykro ;D

      Usuń
  2. Kolejny świetny rozdział! Bardzo pozytywny, wesoły :D
    Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde chciałabym mieć takie antidotum :) Włodarczyk jest mega troskliwy i przy tym uroczy i zabawny. Zazdroszczę Antosi :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. http://one-part-przemyslenia.blogspot.com - A gdy psychika nas zniszczy. Zapraszam i życzę miłego czytania ;)

    OdpowiedzUsuń