wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział V

Ogólnie to wszystko było w porządku.

Ogólnie to naprawdę wszyscy cieszyli się z tego wyjazdu.

Ogólnie to wszyscy w tym momencie chcieli zabić Włodarczyka trzymanym pod ręką przedmiotem. Bo Wojtek to taki osobnik, który ma wiele ukrytych talentów. Śpiewanie to jeden z nich. Przyjmujący w tej dziedzinie to istny nieoszlifowany diament, który za wszelką cenę chce dojść do perfekcji. 
Mówiąc za wszelką cenę, mamy tu na myśli, słuch osób zlokalizowanych w tym samym pojeździe, którzy od 2 godzin wbrew swej woli stali się słuchaczami Wojtkowego darcia japy. Na nic się zdały prośby, groźby i szantaże. Włodarczyk w dalszym ciągu raczył przyjaciół, kolejnymi zwrotkami lecącej z głośników piosenki.
Przed nimi jeszcze około 8 godzin jazdy. Wybierali się do pięknego chorwackiego miasta Split. Oprócz Wojtka wokalisty Włodarczyka, na krótkie wakacje z dala od Polskiego malkontenctwa wybierała się Antosia, wierna towarzyszka bruneta oraz Kamil i Basia. Znajomi przyjmującego jeszcze z czasów dzieciństwa. Brunetka poznała ich na imprezie urodzinowej Wojtka i od słowa do słowa postanowili, że razem wyskoczą gdzieś w wolnej chwili. Karol i Andrzej nie mogli jechać, bo jak wiadomo grali w Lidze Światowej. Ola bez swojego Kłosika nigdzie się nie ruszy, a Marlena z Marcinem udali się na romantyczny wypad we dwoje do jakiejś górskiej miejscowości.
Antonina żałowała, że nie spakowała się tej dwójce do walizki, gdy po raz setny tego dnia usłyszała zawodzenie przyjmującego.

W lusterku spojrzała na parę siedzącą na tylnych siedzeniach. Obydwoje mieli słuchawki w uszach i szczerzyli się do niej radośnie. Antonina uderzyła się w czoło, że też nie wpadła na to wcześniej. Wyciągnęła słuchawki z torebki i podłączyła do swojego wysłużonego telefonu. Po chwili z błogim uśmiechem na ustach, oparła głowę o zagłówek, zdając sobie sprawę, że wycie Włodarczyka zostało zagłuszone i dalsza podróż może przebiec w bardziej znośnych warunkach.

***

- Naprawdę jestem zdumiony waszą ignorancją – Wojtek nie dawał spokoju trójce przyjaciół nawet w czasie wnoszenie bagażu do wynajętego domku – ja rozumiem, że możecie nie doceniać mojego niewątpliwego talentu wokalnego, ale żeby tak wsadzać sobie słuchawki do uszu, żeby mnie zagłuszyć ?!

- Wojtek, mamy 7 dni, żeby się jeszcze nasłuchać Twojego zawodzenia – poklepał go po ramieniu Kamil, wręczając mu jedną z walizek.

Wojtek prychnął obrażony, jednak każdy wiedział, że robi to dla żartów. Jeszcze kilka minut temu sam stwierdził, że śpiewa tak, jakby mu słoń na ucho nadepnął i już nie może się słuchać.
Przyjaciele rozdzielili się po pokojach. Kamil i Basia mieli wspólnie duży apartament, a Wojtek i Antosia osobne jedynki połączone balkonem z widokiem na piaszczystą plażę i morze.
Wspólnie postanowili odpocząć po podróży i jutro z samego rana udać się na podbój Splitu.

***

- Posmarować Ci plecki ? – ochoczo zaproponował Wojtek, stojąc nad opalającą się przyjaciółką.

- Basia już mi pomogła – odparła Antosia, nie otwierając nawet oczu.

 - No tak wiem. Ale Basia to z pewnością nie nałożyła olejku tam gdzie trzeba i się spalisz. A ja nie mogę na to pozwolić – przekonywał ją Wojtek, dzierżąc w dłoni buteleczkę z mleczkiem.

- Wojtuś – podparła się na łokciach Antonina, spoglądając w oczy siatkarza – Jeżeli chcesz pomacać kobietę, bo Ci tego brakuje, wystarczy powiedzieć, a ja Ci jakąś chętną załatwię. A Basia posmarowała mnie jak należy – Brunetka uśmiechnęła się w jego stronę słodko.

Włodi pochylił się w jej stronę, mierząc ją wzrokiem. Z pewnością się zdenerwował, bo trzymana w jego dłoniach buteleczka, została ściśnięta zbyt mocno, a jej zawartość rozpryskała się na twarzy Słupnickiej.

- Oj Włodi. Już tryskasz – zaśmiał się Kamil, siadając na leżaku tuż obok swojej dziewczyny.

Antonina starła mleczko ze swojej twarzy, a Włodi wyszeptał w stronę kumpla krótkie, zwięzłe „spierdalaj”.

- Co ty taki wulgarny ? – spytał chłopak – To normalne Wojtek, na widok pięknych kobiet czasami się to zdarza – nabijał się z kumpla.

- To było mleczko debilu – Włodarczyk rzucił w niego buteleczką.

- Tak to się teraz mówi, niektóre to sobie to „mleczko” – Basia zrobiła palcami cudzysłów – wklepują w twarz, bo podobno ma działanie przeciwzmarszczkowe.

Wojtek machnął ręką zdenerwowany i udał się w kierunku plażowego baru.

- Jak chłopowi seksu brakuje, to taki nerwowy jest czasami. No i  zdarza mu się tryskać mleczkiem po twarzach zgromadzonych niewiast – zawyrokowała Basia, wracając do opalania.

Antosia ruszyła za Wojtkiem.
Zły Włodarczyk to Włodarczyk niszczyciel. Prawda to stara jak świat.

***

 Siedział przy barze, dzierżąc w ręku kolorowy drink z palemką. Nie wiedział dlaczego się tak zdenerwował. Właściwie to wiedział. Wiedział od dłuższego czasu, ale nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Nie chciał nic zmieniać, bo przecież jest dobrze tak jak jest, prawda? Nagle poczuł jak kieliszek, z bądź co bądź obrzydliwym w smaku drinkiem, zostaje wyrwany mu z dłoni. Antosia upiła łyk, po czym zakryła sobie usta, tamując odruch wymiotny.

- Boże, Wojtek, co Ty za shit pijesz? – spytała, wycierając sobie dłonią usta.

- Electric Smurf – odparł Wojtek, nawet na nią nie spoglądając – Mnie smakował – dodał, widząc jak brunetka wylewa pozostałą zawartość kieliszka na piach.

Antonina spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem, na co siatkarz jedynie machnął dłonią zrezygnowany.

- Jak to Ci smakowało, to znaczy, że Ci słonko za mocno przygrzało.

- Tamtym przygrzało chyba – stwierdził, kiwając głową w stronę miejsca, z którego przyszli, a gdzie ciągle na leżakach zalegali ich znajomi.

- Oj no Wojtek, sam wiesz jakie mają poczucie humoru. Są wakacje, rozluźnij się i nie przejmuj jakimiś dennymi żarcikami – odparła, kładąc swoją dłoń na odkrytym ramieniu przyjaciela, ten czując dotyk jej drobnej dłoni na swoim ciele, spiął się niczym struna.

- Włodi! – zakrzyknęła złowieszczo dziewczyna – o mnie się martwisz, a sam olejku nie wklepałeś i teraz Cię wszystko piecze – dodała spoglądając na jego ramie.

Tak. To z pewnością chodzi o pieczenie. To dlatego. W głowie przyjmującego kłębiły się setki myśli, nie pozwalając dojść do głosu, tej najbardziej racjonalnej. Dotyk Słupnickiej od jakiegoś czasu działał na niego zupełnie inaczej. Niepokojąco inaczej.
A Wojtek Włodarczyk po raz pierwszy w życiu zaczął się bać samego siebie. 

***

WOJTEK

To był naprawdę świetny pomysł, żeby wybrać się wieczorem na imprezę. Właściwie, to ten pomysł był świetny do momentu, w którym nie uświadomiłem sobie jednej ważnej rzeczy. 
Kolosalnie ważnej rzeczy, jeżeli mam być bardziej skrupulatny.
Antonina jest moją przyjaciółką, znamy się ponad 2 lata. Wiem, że ma pieprzyk na lewym pośladku i pije zieloną herbatę z samego rana. Nienawidzi chodzić na zakupy i zbierać moich przepoconych koszulek z podłogi. Gdy się zdenerwuje, milczy, nie reagując na żadne pytania. Udaję, że nie tęskni, gdy wyjeżdżam na zgrupowania, zapominając, że przecież wiem kiedy kłamie. Potrafi zrobić kolację z niczego, ratując mnie przed pożarciem spleśniałego chleba w akcie desperacji. Doskonale dogaduje się z moimi przyjaciółmi i w zaledwie kilka chwil stała się nieodłącznym elementem naszych spotkań. Jej uśmiech każdego dnia jest inni. Codziennie wymyśla coraz to dziwniejsze sposoby by mi dopiec. Wiem, że jest czasami impulsywna i roztrzepana. 
Wiem również, że jest piękna. 
Gdy kilka minut temu zjawiła się w moim pokoju, w swojej zjawiskowej czarnej sukience z najbardziej nieracjonalnym pytaniem, jakie kiedykolwiek słyszałem „ Czy wyglądam pięknie?” miałem ochotę wykrzyczeć całemu światu, a jednocześnie podejść do niej, zamknąć ją w szczelnym uścisku i wyszeptać, tak, żeby tylko ona usłyszała, że jest najpiękniejszą kobietą, jaką świat widział.

I wtedy uświadomiłem sobie jedną rzecz.

Przepadłem. Ja, Wojciech Włodarczyk przepadłem i nie miałem zamiaru się ratować, bo było mi dobrze.
Tak po prostu kurewsko dobrze.

***

ANTONINA

Chorwackie piwo nie będzie jednym z moich ulubionych. Właściwie to nie wina jego smaku, jednak ilość w jakiej je pochłonęłam przez ostatnie kilka godzin, znacznie przekroczyła granicę mojej tolerancji. Idąc kamienistą drogą w stronę naszego domku, dziękowałam w duchu Najwyższemu, za mojego przyjaciela, który dzielnie dotrzymywał mi kroku. Wojtek dzisiaj kulturalnie, jak na swoje możliwości, wypił tylko dwa piwa i teraz obejmował mnie ramieniem, gdyż moja zdolność utrzymania równowagi ulotniła się stopniowo wraz z kolejnym kuflem Karlovaca. Bezpiecznie odstawił mnie pod drzwi pokoju, życząc miłej nocy. Ale przecież, zawsze, gdy za dużo wypiłam, kładł mnie do łóżka, czekając, aż zasnę.

Wszelkie wątpliwości opuściły mnie, gdy pierwsze krople lodowatej wody spłynęły po moim nagim ciele. Zimny prysznic to najlepszy sposób, żeby otrzeźwić nie tylko ciało, ale także umysł. Właściwie, to już nie czułam się wstawiona. Tylko delikatne zawrotu głowy i świetny humor, który po alkoholu był moim wiernym towarzyszem, świadczyły o tym, że jeszcze godzinę temu piłam jedno z najbardziej znanych chorwackich piw.
Założyłam mój puchaty szlafrok, prezent od Oli na urodziny i wyszłam na balkon, by podziwiać nocny krajobraz Splitu. Szum fal uderzających o brzeg, był prawie tak kojący dla moich wyostrzonych zmysłów, jak ciepły oddech, który poczułam na policzku. Wielkie dłonie, które znałam doskonale objęły mnie w pasie. Odchyliłam głowę, nie otwierając nawet oczu, czułam się bezpiecznie.

- Czemu jeszcze nie śpisz? – usłyszałam cichy szept Wojtka tuż przy moim uchu, jego oddech przyjemnie drażnił moją skórę.

Nie odpowiedziałam. Słowa były zbędne, rozkoszowałam się jego obecnością. Jego specyficznym zapachem. 
Takim Wojtkowym.
Poczułam jego usta na mojej skroni. Już nie zastanawiałam się, dlaczego nie odstawił mnie do łóżka, bo miałam swojego Wojtka z powrotem.
Nie drgnęłam, gdy złożył na moim zaczerwienionym policzku delikatny pocałunek.
Nie protestowałam, gdy subtelnie musnął moje usta.
Nie zrobiłam nic, gdy jego wargi spotkały się z moimi, w pełnym wątpliwości i uczuć pocałunku.

Bo w tamtym momencie przepadłam. Ja, Antonina Słupnicka przepadłam i nie miałam zamiaru się ratować, bo było mi dobrze.
Tak po prostu kurewsko dobrze.

***

Lokalny bazarek to wspaniałe miejsce, by zakupić ciekawe pamiątki. Baśka od godziny stała i wybierała muszelki, co chwilę zmieniając zdanie. Kamil trochę już zdenerwowany niezdecydowaniem swojej dziewczyny oglądał ustawione na półkach miniaturowe  statki z drewna. Nieco dalej Antosia i Wojtek przymierzali śmieszne nakrycia głowy. Siatkarz próbował namówić przyjaciółkę, by ta kupiła sobie wielkie różowe sombrero, brunetka oczywiście nie posłuchała jego rady. Kupiła zwykły słomkowy kapelusz ze śliczną czarną kokardą. A sombrero kupił Wojtek.  Stwierdził, że jeszcze mu się kiedyś z pewnością przyda.
Gdy po blisko 15 minutach Basia dalej nie zdecydowała, którą muszelkę kupić cioci, a którą babci. Włodarczyk i Słupnicka postanowili przejść do pobliskiego lokalu na pyszne lody.
Od ich pocałunku minęły 3 dni. Nie rozmawiali o tym, ale posyłali sobie skryte, przepełnione uczuciem uśmiechem. Przypadkiem chwytali się za dłonie, ale nie jak przyjaciele, którymi przecież byli. Nie chcieli przyznać przed sobą i innymi, że coś się z nimi działo.
 Właściwie to oboje zdawali sobie sprawę, że tamtej nocy, na tamtym balkonie coś się zmieniło. Antonina wiedziała, że Włodi jest dla niej ważny, ale zrzuciła całą winę na wypity alkohol. Po co komplikować. Wojtek łapał się na tym, że pragnął zamknąć brunetkę w swych ramionach i już nigdy nie wypuścić. Chciał być powodem jej radości . Naturalnym, wiecznym antidotum na jej troski.
Ale przecież już był.

***

Ostatni dzień ich wspólnych wakacji. Wspaniały tydzień z niesamowitymi ludźmi dobiega końca. Kamil postanowił zabrać Basię na romantyczną kolację. Wojtek napomknął Antosi, że być może szatynka wróci z błyskotką na palcu. To była by naprawdę dobra decyzja ze strony Kamila. W końcu są z Basią razem od niepamiętnych czasów i nawet po spędzonych wspólnie tylko siedmiu dniach, Antonina może bez zawahania stwierdzić, że ta dwójka idealnie do siebie pasuje.
Włodarczyk i Słupnicka postanowili za to spełnić jedną z pozycji na ich liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią. W tym celu udali się w najbardziej oddalony od centrum miasta kawałek plaży. Przez chwilę brunetka wahała się przed przystąpieniem do czynu, no bo przecież na co dzień nie kąpie się po zmroku, nago w morzu. Jednak wystarczyło jedno spojrzenie Włodarczyka w stylu „ Nie zrobisz tego cieniasie”, a Słupnicka już stała nago zanurzona w lodowatej o tej porze wodzie. Obróciła się w stronę Wojtka stojącego na brzegu, usilnie zakrywającego swój interes dłońmi, co wyglądało na tyle komicznie, że Antonina zanosiła się głośnym śmiechem.

- Nie śmiej się Krasnalu, bo się możesz przez przypadek zacząć topić – podpłynął do niej, klnąc cicho na zbyt niską temperaturę wody.

- Grozisz mi ? – zaśmiała się brunetka, zanurzając w wodzie, by jej nie okryta, górna partia ciała, nie była widoczna dla ciekawskiego spojrzenia przyjmującego.

Wojtek pokiwał jedynie przecząco głową, zbyt zajęty rozgrzewaniem swoich dygocącego ramion, by odpowiedzieć coś przyjaciółce.

- Taki twardziel z Ciebie Włodarczyk, a trzęsiesz się jak galareta – zaśmiała się Antonina. Wojtek spojrzał na nią.
Nigdy nie lubił romantycznych filmów. Ckliwych historii.
Boże, przecież on nawet nigdy w życiu nie powiedział komuś, że go kocha.
Ale gdy zobaczył Antosie w świetle księżyca, uśmiechnął się do siebie. Była taka piękna. Mokre włosy spływały kaskadą na ramiona, makijaż, który jeszcze kilka minut temu idealnie pokrywał jej twarz, teraz był już wspomnieniem. 
Ale zaparła mu dech w piersiach, jej roziskrzone oczy, radosny uśmiech wstrzymał na chwilę cały otaczający ich świat.
Dlaczego wcześniej tego nie zauważył ?

- Wielkoludzie – Antonina ochlapała go, zwracając jego uwagę, która teraz była skupiona na czymś zgoła innym –woda Ci klejnoty rodowe odkrywa.

Wojtek spojrzał w dół, zarumieniony po czym podpłynął w jej kierunku, by zakryć co trzeba.

- Mam nadzieję, że nie podglądałaś – próbował zażartować z zaistniałej sytuacji. 

- Oczywiście, że nie. Gdzieżbym śmiała – odparła Antonina – po prostu samo mi się w oczy rzuciło – brunetka zanurzyła się w wodzie, gdy wynurzyła się po kilku chwilach, Włodi stał centralnie przed nią – lubisz tak ludzi straszyć Włodarczyk ? – spytała przestraszona.

- Nie – odparł, kiwając głową.

- To co? Robisz to w ramach swojego hobby ? – drążyła, zadzierając głowę, by spojrzeć w oczy siatkarza.

- Nie.

- Ale Ty dzisiaj małomówny Wojtek

- Ja małomówny? – zaśmiał się, zbliżając swoją dłoń do jej twarzy. Odgarnął za ucho jeden z niesfornych kosmyków jej brązowych włosów.

Antonina pokiwała głową, wtulając twarz w ciepłą dłoń przyjaciela.

- Wiesz – siatkarz zamilkł na chwilę, pochylając się – ślicznie wyglądasz w świetle księżyca.

- Od kiedy z Ciebie taki romantyk Wojtek ? – spytała brunetka szeptem, nie odrywając wzroku od jego pięknych oczu.

- Od zawsze, nie zauważyłaś ? – odparł, przytulając dziewczynę.

- Jakoś nie miałam okazji – wymamrotała, wtulona w jego tors – Co my robimy Wojtek? – spytała, niemal bezgłośnie.

Przyjmujący przebiegł dłonią po nagich plecach Antoniny, a ona nie zdołała ukryć dreszczy jakie przeszły po jej ciele w reakcji na jego ciepły dotyk.

- Nie wiem – odparł, chwytając za jej podbródek i pochylając się, by spojrzeć jej w oczy – ale cholernie mi się to podoba Antonino – dodał muskając delikatnie jej zsiniałe od zimna wargi.

Brunetka z początku była zszokowana, jednak po kilku chwilach zatraciła się w słodkim pocałunku Wojtka.

- Czy to też będą Twoje najlepsze wakacje w życiu ? – spytał odrywając się od jej warg, ale ani na milimetr nie wypuszczając jej z ramion.

- No nie wiem - Antonina zawahała się przez chwilę – chyba będziesz mnie musiał przekonać – zaśmiała się, przygryzając zachęcająco wargę.

Wojtek złożył na jej ustach kolejny pocałunek.

- Tak. Bez wątpienia to moje najlepsze wakacje w życiu – odparła brunetka, nie otwierając przymkniętych powiek.

Kilka chwil później wyszli z zimnej już wody, ubrali się i ruszyli na opustoszałą w tym miejscu promenadę. Antonina szła po wąskim murku, podpierając się o ramie dotrzymującego jej kroku Wojtka.
Włodarczyk chwycił ją w tali i obracając w powietrzu, odstawił z powrotem na murek.  Oparł swoje czoło o jej i nic nie mówiąc, cieszył się chwilą.
Brunetka zaśmiała się cicho, gdy Wojtek niczym spłoszony nastolatek skradł jej całusa.

- A Marlena mnie ostrzegała, że przyjaźń damsko – męska nie istnieje – wyszeptała Tosia, nie otwierając oczu i delikatnie muskając wargi Wojtka.

- Jest szalona, ale czasami ma rację – odparł.

- Ale w tym wypadku, miała ułatwione zadanie – stwierdziła brunetka – bo kto mógłby się oprzeć tak szalenie atrakcyjnej kobiecie jak ja – stwierdziła wesoło, wskakując na chłopaka i oplatając go swoimi nogami w talii.

Wojtek zachichotał, spoglądając w jej oczy.

- Będę Cię musiał zamknąć w domu na cztery spusty, żeby nikt nie ukradł mojej szalenie atrakcyjnej kobiety – wyszeptał, całując jej szyję. Marlena jęknęła cicho na tą delikatną pieszczotę.

- A ty mój nieziemsko przystojny mężczyzno, od tej pory będziesz grał w skafandrze płetwonurka, żeby żadna fanka, nie wzdychała na widok Twojego fantastycznego tyłka.

- Mam fantastyczny tyłek ? – zapytał ucieszony, odwracając głowę, by spojrzeć na tą część swojego ciała.

- Pewnie, że tak – Tośka, klepnęła go w pośladek, na co Wojtek pisnął dość nie męsko.

- Możemy zrezygnować z tego skafandra – zaproponował Włodi – bo ja mam już swoją ulubioną fankę i inne mi nie w głowie.

- Och tak ? – udała zaskoczenie Tosia.

- Mmmm – Wojtek kiwnął głową

- To może opowiesz mi o niej w moim pokoju ? – zaproponowała, opierając swoje czoło o jego.

- Z miłą chęcią Antonino.

Bo Wojtek, był od tamtej pory tylko jej.

Był jej antidotum.


~.~
Jest kolejny ;) Mamy tutaj fragment z punktu widzenia Wojtka i Tośki ;) 
Przełom historii! Słodkości tyle jest! :)
Dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem. Taka motywacja się przydaję, zważając na fakt, że zapasy rozdziałów topnieją w zatrważającym tempie :(
Pozdrawiam! :)

6 komentarzy:

  1. Hihihi tak! Tak! Nareszcie! Jest i romans! Wiedzialam ze nic nie wyjdzie z tej ich przyjazni tururutu. :D i oni razem są taaaacy slodcy! Chce kolejny i to szybko, bo strasznie mnie wciagnelo! ( w sumie mozesz tez pisac o sosach i nie to wcale nie byla sugestia :D ) buziaaaaki x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sosy, Sosy podjarałaś się jak sama wiesz kto, gdzie i kiedy :D Zobaczymy, zobaczmy :D

      Usuń
    2. hahah tak właśnie :D czekam na Wojtka i czekam na sosy :D

      Usuń
  2. No w końcu, długo czekałam na ten rozdział!
    Jeju, jestem Ci tak cholernie wdzięczna, że był taki długi i że tyle się stało! Wspaniały!
    Dziękuję Ci za to, że piszesz to opowiadanie, jest świetne!
    Masz talent, ale mam wielką, ogromną prośbę- PISZ CZĘŚCIEJ <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz, kurczę tak miło się czytało, że aż napisałam fragment rozdziału ;) To niesamowicie motywuje :) Następny będzie szybciej, obiecuję ;)

      Usuń