środa, 30 lipca 2014

Rozdział IV


Od powrotu Włodiego mijał już drugi tydzień. Oczywiście groźby Antoniny nijak miały się do rzeczywistości, bo twarz przyjmującego ani trochę nie straciła na uroku. Kłos jak to miał w zwyczaju nabijał się z Włodarczyka, twierdząc, że jak na prawdziwego Amerykanina przystało stołował się w najwykwintniejszych restauracjach typu McDonald’s i jego twarz nabrała okrąglejszych kształtów. Wojtek zbywał go, deklarując wzniosłe słowa „ kto bogatemu zabroni”.

Antonina odzyskała spokój, ale spokój z rodzaju tych dziwnych. Niby nic się nie zmieniło. Codziennie rano wstawała na zajęcia, po powrocie z uczelni gotowała obiad i uczyła się na następny dzień. Rozmawiała z Wojtkiem, Andrzejem, Karolem i Olą, ale czuła się inaczej. Lepiej, znacznie lepiej, niż jeszcze 2 tygodnie temu. Wrona stwierdził, że Antosia i Włodarczyk są jak jedna dusza w dwóch materialnych ciałach, które tylko razem tworzą coś co nadaje się do koegzystowania z resztą społeczności. Na pytanie brunetki, od kiedy zrobił się z niego taki filozof - nieśmiało, rumieniąc się przy tym jak sześciolatek, stwierdził, że odkąd ta śliczna barmanka z pobliskiego klubu napomknęła mu, że w kręgu jej zainteresowań leży dualizm ontologiczny.

Antonina nie zadawała więcej pytań.

Powoli, bardzo powoli, w przeciwieństwo do wskaźnika BMI Włodarczyka, który w zatrważającym tempie zbliżał się do złowieszczego napisu NADWAGA, zbliżały się wakacje. Grupka przyjaciół postanowiła z tej okazji urządzić sobie bezalkoholowego grilla. Mówiąc bezalkoholowego mieli na myśli tylko skrzynkę piwa, bo przecież wódki pić nie będą. Tych facetów nigdy nie zrozumiesz.

Grill miał odbyć się na działce Oli, która ochoczo przystała na zobrazowaną jej wizję kulturalnego spotkania grupki przyjaciół. To chyba zemsta Kłosa za to wydarzenie w Krakowie. Ale przecież nie wspominał wtedy nic o wódce! A teraz to on jawnie ukrywa prawdę.

Wspaniałomyślny Włodarczyk zaprosił również Marlenę z Marcinem. Wszystko było by w porządku, gdyby nie to, że ten wyrośnięty goryl z nadwagą, zaproponował, żeby Marcin wziął również swoich kumpli z mieszkania. Oczywiście chłopakowi Marleny dwa razy nie trzeba było powtarzać.

Antonina nie mogła dać po sobie poznać, że wizja opychania się kiełbaską w towarzystwie Piotrka, nie za bardzo przypadła jej do gustu. Niby nic ich już nie łączył, a od ich ostatniego spotkania minęło dobrych kilkanaście miesięcy, ale dalej czuła pewną słabość na samą myśl o jego osobie. Słabość? Tak. Bała się, że będzie zbyt słaba na to, żeby powstrzymać się i nie przydzwonić mu pięścią w twarz.

Włodi wiedział, że Antosia, coś, kiedyś, jakoś z Piotrkiem. Jednak za każdym razem, gdy próbował zgłębić temat, brunetka zbywała go twierdząc, że dawno, nie prawda i ona nie ma zamiaru rozdrapywać starych ran. Wiedział, że nie powinien tak postąpić, ale pewnego wieczoru wykonał telefon do jej przyjaciółki. Marlena z początku opierała się, powołując na klauzulę sumienia, ale po godzinie błagań i argumentowania, że w końcu Słupnicka to ich wspólna przyjaciółka, zmiękła, wyśpiewując wszystko niczym na najszczerszej spowiedzi w życiu. Po tej rozmowie przyjmujący nie dziwił się dlaczego Antonina nigdy nie podejmowała tego tematu. Na jej miejscu postąpił by tak samo, ale jednak nie mógł zrozumieć – jakim trzeba być dupkiem, żeby zachować się tak jak Piotrek. Dlatego, niby przypadkiem, zaprosił go na grilla. Brunetka patrzyła na niego krzywo od momentu, w którym zakomunikował jej, że ich zwyczajowe grono trochę się powiększy. Wiedział jednak, że gra jest warta świeczki. Miał nadzieję, że Piotrek zachowa się jak mężczyzna i przeprosi za swoje niedojrzałe zachowanie , a jeżeli nie, to on już oczyma wyobraźni widział scenę, w której nieprzytomny chłopak ze zmasakrowanym obliczem, leży na trawniku, a on sam ze skupieniem wymalowanym na swojej niewątpliwie przystojnej twarzy, przyglądał się czy równo puchnie. Nie był psychopatą. Był przyjacielem, a przyjaciele nie pytają o nic, po prostu chwytają łopaty i zakopują zwłoki.  

~.~

Antonina pchała przed sobą wyładowany do granic możliwości wózek. Krocząca obok niej Marlena rozglądała się po półkach, co chwilę zerkając na trzymaną w dłoni długą listę. Brunetka zastanawiała się jakim cudem zgodziła się zrobić zakupy na jutrzejszą imprezę. Po prostu Ola ją poprosiła, a ona głupia nie mogła odmówić. Jej cholerny brak asertywności. Marlena oczywiście była w swoim żywiole, co chwilę dokładała do koszyka jakiś całkowicie niepotrzebny artykuł. No bo naprawdę, czy ona uważała, że wygłodniali siatkarze i studenci politechniki będą zwracać uwagę na jej suszone, marynowane pomidorki albo ser Bleu de Bresse, którego nazwy nie potrafiła poprawnie wymówić, ale zarzekała się, że jest jej on niezbędnie potrzebny. Gdy blondynka od 30 minut nie mogła zdecydować odnośnie wyższości czerwonej soczewicy nad jej brązową odmianą, Antosia straciła cierpliwość. Chwyciła Marlenę za ramię, odprowadzając ją w kierunku działu z napojami. Blondynka oburzała się twierdząc, że soczewica jest bardzo smaczna, zdrowa i w sam raz na grilla. Serio? Ona myśli, że będziemy wpierniczać tę zdrową soczewicę między ogromnymi kęsami ociekającej tłuszczem karkóweczki?

- Ile mamy brać tej coli ? – spytała Marlena tonem urażonego szefa kuchni, którego pieczone przegrzebki z sosem zioło-cytrynowym pod pierzynką z ciasta francuskiego nie zasmakowały jakiemuś biedakowi cebulakowi z upośledzonymi kubeczkami smakowymi.

- A ile osób będzie? – spytała, ignorując jej zachowanie Antonina.

- Dziesięć, przecież mówił Ci Wojtek, że zaprosił jeszcze Michała, Kamila i Dawida – odparła Marlena.

- Taaa… mówił – żachnęła się Antonina, słysząc ostatnie imię – weźmiemy dwie albo trzy duże i jeszcze jakiś sok.

- Marcin mnie prosił, żebym kupiła składniki na ten ich kociołek – dodała Marlena, kierując się w stronę działu z alkoholem.

- Kociołek?! – dogoniła ja Antosia, pchając wypchany do granic możliwości wózek. W ostatniej chwili złapała, spadający słoik z marynowanymi karczochami - Czekaj, czekaj. Po co nam marynowane karczochy?? – Spytała jeszcze bardziej zdziwiona, niż wzmianką o kociołku.

- Jak to po co ? – blondynka odwróciła się gwałtownie – a jak ktoś zechcę zjeść ? Co ja wtedy powiem? Że nie mamy ? Oszalałaś ?!?! – dramatyzowała Marlena. Ona i ten jej wszechobecny perfekcjonizm.

Antosia poklepała ją przyjacielsko po ramieniu – Wątpi, że ktokolwiek z nich wie, że istnieje coś takiego jak marynowane karczochy. A teraz powiedz mi łaskawie, dlaczego Marcin i jego wspaniali koledzy chcą zrobić kociołek? – wróciła do nurtującej ją sprawy.

- No bo Marcin powiedział im, że to siatkarze są. A wiesz jaki jest Michał – zaczęła tłumaczyć blondynka – od razu powiedział, że muszi ich przetestować.

- Boże – jęknęła Antosia, załamując ręce, następnie ukryła w nich swoją twarz – przecież oni się tam wszyscy porzygają.

Przechodzące koło niej starsze małżeństwo, rzuciło w jej stronę zdegustowane spojrzenie.

- A tam od razu porzygają – zbyła ją Marlena chwytając wódkę i szampan – będzie zabawnie przynajmniej – skitowała wszystko.

- Zabawnie, zabawnie na pewno – wyszeptała Antosia, kierując się w stronę kas, zostawiając za sobą obładowaną alkoholem przyjaciółkę.

~.~

- A po co nam tego tyle? – spytała zdziwiona Ola, widząc Wojtka obładowanego wczorajszymi zakupami.

- Spytasz samozwańczej szefowej kuchni jak się zjawi – mruknęła Antosia.

- Marlena taki kuchcik ? – zapytał zdziwiony Kłos, pojawiając się tuż obok swojej dziewczyny, wtulając się w nią delikatnie. Antosia zrezygnowana kiwnęła głową – to z Wroną się nada. Takie dwa przeciwieństwa – zaśmiał się Karol jak sam mniemał  z doskonałego żartu.

- Czyżbym słyszał swoje nazwisko – nagle z nikąd pojawił się obok nich Andrzej.

- Kłos twierdzi, że nie umiesz gotować – poinformowała go Antosia, Karol na te słowa zgromił ją spojrzeniem.

- No wiesz co Karol – oburzył się środkowy – i Ty przeciwko mnie Brutusie? A kto Ci paróweczki przyrządzał, jak Cię Ola zostawiła i wyjechała do rodziców, a Ty biedny zacząłeś mieć halucynacje z głodu i niedożywienia?

- Przy… przyrzą… przyrządz… ŻE CO  ? -  zapowietrzył się Kłos – Przyszedłeś, włożyłeś parówkę w folii! Powtarzam w folii do mikrofali i zostawiłeś tam na 10 minut. Wiesz co zostało po tej parówce?! WSPOMNIENIE!

- Oj no, wypominasz mi – oburzył się Wrona – Ale za chęci to człowieka nigdy nikt nie pochwali – posmutniał środkowy, stojąca koło niego Antonina, pogłaskała go po ramieniu czule.

- Andrzejku, my wiemy, że Ty masz wiele zalet – zaczęła brunetka, pocieszając kolegę – Ale w kuchni… - zamilkła na chwilę – w kuchni to Ty powinieneś jedynie sprawdzać, czy Ci się światło świeci w lodówce.

- Tylko ty mnie rozumiesz – załkał, udając zrozpaczonego Wrona, a następnie wtulił się w drobne ciało brunetki.

- Ekhm… - przerwał Włodi – Nie żeby mi się nie podobało Wasze przekomarzanie, ale to ja stoję tutaj od 10 minut z kilkoma tonami w reklamówkach i nie mogę przejść.

Wszyscy jak na zawołanie odsunęli się by przyjmujący mógł dostać się do domku.

~.~

Było miło. Wbrew obawom Antoniny, nie czuła się ona skrępowana w obecności Piotrka. Musiała przyznać szczerze, że gdy go zobaczyła mimowolnie na jej twarzy pojawił się uśmiech. Prawie niewidoczny grymas, który za wszelką cenę starała się ukryć, bo przecież nie powinna na NIEGO tak reagować. Chłopcy szybko znaleźli wspólny język, Marcin z kolegami zaczęli namawiać siatkarzy do spróbowania ich popisowego kociołka, Ci jednak zgodnie stwierdzili, że będę raczyli się jedynie piwem. Oczywiście Michał z Kamilem urobili się, jakby w życiu wódki w ustach nie mieli. Tym musiała się martwić Marlena, w końcu to ona ich tu przywiozła i to ona ich stąd odwiezie. Ale blondynka widocznie nie przejmowała się stanem kolegów jej chłopaka, tak bardzo jak jego własnym.  Za każdym razem, gdy Marcin wznosił napełniony po brzegi kieliszek, złowrogi wzrok jego dziewczyny palił go żywym ogniem. Marcin zazwyczaj nie pił dużo, na imprezach znał umiar. Jednak teraz musiał zatopić smutki, co wyraźnie nie pasowało Marlenie. Wystarczy, że oblał rok na uczelni, nie musi skończyć na odwyku z problemem alkoholowym.

Antonina właśnie nabijała się z Włodarczyka, który próbował jej usilnie wytłumaczyć, dlaczego jego kiełbaska znalazła się na jego jasnych dżinsach, gdy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciła się, dalej mając na ustach szeroki uśmiech, jednak gdy zobaczyła Piotrka, zmienił się on w dziwny grymas.

- Możemy porozmawiać ? – zapytał niepewnie, jakby bojąc się reakcji brunetki. Ona spojrzała na Włodarczyka, który czujnie wpatrywał się w sylwetkę Piotrka. Przerzucił wzrok na nią i ruchem głowy dał jej znak, że powinna z nim porozmawiać. Dlaczego Antonina szukała w nim aprobaty, skoro przyjmujący nie wiedział co tak naprawdę stało się między nią, a stojącym przed nią chłopakiem? Bo brunetka wiedziała, że on wie. Jakiś czas temu Marlena unikała jej jak ognia, ze wspólnych spotkań wymigiwała się chorobą albo spotkaniami z Marcinem, a przecież każdy w promieniu kilku układów słonecznych wiedział, że ostatnie co Marlena potrafi robić to ukrywać prawdę. Każdy, za wyjątkiem Włodarczyka. To nawet uroczę, że łudził się, iż Antonina nie dowie się o jego szpiegowskiej akcji i szantażu emocjonalnym, jakim posłużył się na biednej Marlenie.  Ale dowiedziała się i niewidoczny ,ale cholernie ciężki ciężar spadł jej z serca. Nie musiała mu tłumaczyć, zwierzać się i przeżywać tego wszystkiego od nowa. Pogodziła się już z tym jak Piotrek ją potraktował i nie chciała do tego wracać myślami. Ale teraz on stał przed nią i prosił o rozmowę. Właściwie to nie miała się czego bać przecież to zwykła rozmowa, ale nie czuła się pewnie. Nie czuła się pewnie od tamtego wrześniowego wieczora, gdy pojawił się w progu jej domu twierdząc, że on nie chce dłużej trwać w tym związku. Związku, który dla niego, od momentu pierwszego nieśmiałego spojrzenia do chwili, w której stanął w jej progu, był zwykłą fikcją.  Bolało, ale jedno ciepłe spojrzenie Wojtka i Antonina postanowiła dać Piotrkowi szansę, może ma do powiedzenia coś więcej, niż ostatnim razem, gdy powiedział jej, że tak po prostu być musiało.

~.~

- Ja chciałem przeprosić – Piotrek zaczął, gdy oddalili się od pozostałych, wychodząc po za ogrodzenie działki – wiem, że zachowałem się jak ostatni dupek, ale minęło już sporo czasu i ja zrozumiałem, że to była tylko i wyłącznie moja pieprzona wina.

Antosia szła koło niego, ani przez moment nie zaszczycając go swoim spojrzeniem.

- Wiem, że cierpiałaś i ja nie mogę sobie tego wybaczyć. Ja po prostu – zamilkł, szukając zapewne odpowiednich słów, które pomogłyby mu wyrazić to wszystko, co jeszcze do niedawna było dla niego oczywistością – stchórzyłem. Bałem się, że zabrniemy do punktu, w którym nie będzie odwrotu. A ja potrzebowałem wolności.

Brunetka spojrzała na niego.

- Wiem, że chciałeś wolności – wyszeptała – przecież wykrzyczałeś mi to w twarz na progu mojego domu. Pamiętasz?

Piotrek wsunął palce w swoje kręcone włosy. Zacisnął pięść, próbując walczyć z myślami, które nie dawały mu spokoju.

- Pamiętam! Kurwa pamiętam, rozumiesz! Pamiętam wszystko od dnia kiedy się poznaliśmy ,do dnia w którym wszystko spierdoliłem przez własną głupotę. Pamiętam jak przez następne kilka miesięcy nie wiedziałem czy postąpiłem dobrze. Nic kurwa nie wiedziałem! – Piotrek kopnął w worek z ziemią oparty o jedną z bramek działkowych – Taka schizofrenia myśli, rozumiesz – spojrzał na dziewczynę. Antosia przeraziła się, gdy ujrzała jego zaszklone oczy. Przecież Piotrek nigdy nie płakał – Chciałem wolności to miałem, ale ja nie chciałem wolności bez Ciebie. Ja chciałem wolności z Tobą. To z Tobą chciałem imprezować, budzić się na kacu, chodzić na koncerty, mieć dzieci, zestarzeć się. Z Tobą Antosiu … - cichy gardłowy jęk wydobył się z jego gardła – z Tobą chciałem zasmakować wolności.

Brunetka spojrzała na jego zgarbioną sylwetkę, jego załzawione oczy i drżące wargi. Podeszła, kierowana dziwnym impulsem i po prostu wtuliła się w jego wątłe ramiona.

- Piotrek ja…- wyszeptała wtulona w jego ramię – ja nie wiem co mam teraz zrobić.

- Ja niczego od Ciebie nie oczekuję Antosiu – odparł równie cicho, jakby bojąc się przerwać tę cudowną chwilę między nimi – Chcę tylko żebyś przestała mnie uważać za takiego skurwysyna. Pogubiłem się, pogubiłem się tak strasznie, że w pewnym momencie straciłem nie tylko siebie, ale też jedną z najważniejszych osób w moim życiu. I kiedy zorientowałem się jak wiele błędów popełniłem, na niektóre rzeczy było już za późno.

- Piotrek – chwyciła jego twarz tak, by spojrzał w jej oczy – czułam żal, złość, smutek i wiele innych negatywnych uczuć i emocji, ale już dawno Ci wybaczyłam. Wybaczyłam Ci w momencie, w którym zdałam sobie sprawę, że naprawdę wiele mnie nauczyłeś.

Chłopak uśmiechnął się nieznacznie.

- Czego Cię nauczyłem? – zapytał kierowany ciekawością.

- Że gitary swojego faceta bez pozwolenia się nie dotyka – zaśmiali się oboje na wspomnienie tamtej sytuacji – a tak naprawdę – powiedziała, patrząc wprost w oczy chłopaka –  nauczyłeś mnie, że człowiek niczego tak w życiu nie potrzebuje, jak drugiej osoby i wolności. Nie można nikogo ograniczać, jeżeli chce się go zatrzymać na zawsze.

Piotrek oparł swoją głowę o jej ramię i wyszeptał krótkie pytanie na które ona odpowiedziała jedynie skinieniem głowy.

Bo przecież już mu wybaczyła.

~.~

Wojtek stał przy dogasającym ognisku. Na działce pozostali jedynie on z Antosią i Ola z Karolem. Wrona zwinął się dość szybko, twierdząc, że musi podrzucić coś ciotce, ale chyba każdy wiedział, że dzisiaj wieczorną zmianę w klubie, koło hali ma ta śliczna barmanka, do której środkowy świecił oczami od kilku tygodni. A Marlena z chłopakami pojechali zaraz po tym jak Antosia wróciła z Piotrkiem.
Przyjmujący poczuł dobrze znane mu ciepło w okolicy brzucha. Drobne dłonie brunetki splotły się w silnym uścisku. On objął ją ramieniem, a ona nie rozluźniła uścisku choćby na momencik, przylegając do chłopaka całym swoim ciałem.

- Wszystko sobie wyjaśniliśmy – powiedziała, spoglądając na żarzące się jeszcze gdzieniegdzie węgielki.
Wojtek ucałował jej czoło, zakrywając jednocześnie odkryte ramię brunetki, z którego zsunął się rękaw bluzy.

- To chyba dobrze ? – zapytał niepewnie, Antosia spojrzała na niego pytająco – mówisz to tak bez entuzjazmu, nie cieszysz się, że postanowił w końcu wszystko wyjaśnić? – dodał. 

- Cieszę się – odparła brunetka, zamyślając się na chwilę – tylko zrobił to trochę za późno.
Wojtek pokiwał porozumiewawczo głową, a Tosia kontynuowała.

- Zranił mnie potwornie, ale gdyby od razu przeszedł, przeprosił, to przecież wybaczyłabym mu i może nawet zaczęlibyśmy wszystko układać od nowa.

Cisza jaka między nimi zapadła, nie była tą z rodzaju krępujących. Była ciszą, której oboje chcieli właśnie w tym momencie doświadczyć.

- A teraz? – zapytał prawie niedosłyszalnie Wojtek.

- Co teraz? – odparła brunetka spoglądając w jego oczy.

- Czy teraz moglibyście zacząć układać wszystko od nowa ?

- Nie – odparła pewnie Antonina – ja już mam wszystko poukładane. Dzięki Tobie.

Siatkarz uśmiechnął się, chowając przyjaciółkę w swoim niedźwiedzim uścisku.

- A co do układania, to mam pytanie – przerwała panującą między nimi ciszę – spakowałeś już walizkę na jutro ?

Wojtek nerwowo podrapał się po głowie.

- Właściwie, to miałem do Ciebie taką prośbę – Antonina spojrzała na niego groźnie.

- O nie, nie, nie mój drogi. Nie mam zamiaru pakować Twoich walizek – zaczęła się oddalać od przyjmującego.

- Ale Antosiu - próbował ją przekonać Włodarczyk –Ty zawsze tak ładni składasz koszulki.

- Nie ma mowy Włodarczyk. Masz czas do jutra, żeby się z tym uporać – zaśmiała się brunetka ,wchodząc do domku, w którym Ola z Karolem właśnie zmywali naczynia.

Wojtek westchnął tylko głęboko, wiedząc, że z pakowaniem będzie musiał sobie poradzić tym razem sam. Antosia ochoczo pomogła w wycieraniu naczyń, chociaż tego nie lubiła, to dzisiaj miała wyjątkowo dobry humor.

Wojtek przywrócił ład w jej życiu.


Był jej antidotum.

~.~

Taki przełomowy :) Piotrek był, ale się zmył, z dużą pomocą Wojtka ;) 

Mam prośbę, jeżeli ktoś czyta, niech da znak ;) 

Do następnego :*

10 komentarzy:

  1. Faktycznie, przełomowy rozdział. Nie sądziłam, że Piotrek będzie chciał żeby mu wybaczyła. Sądziłam raczej, że zrobi jakąś awanturę, będzie chciał żeby za wszelką cenę do niego wróciła, a tu taka niespodzianka. Antosia ma duże wsparcie w Wojtku i myślę, że nie jest to zwykła przyjaźń :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrek spokojnie, ale ta sytuacja będzie dość znacząca :) O ile się nie rozmyślę w czasie pisania kolejnych rozdziałów (;
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  2. Czytam, jestem pod wrażeniem!
    Masz talent, pisz częściej! :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i miło widzieć, że ktoś to czyta ;)

      Usuń
  3. Daje znak i czytam! Ciekawe co będzie w następnym rozdziale, już nie mogę się doczekać!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra Piotrek, wyjasniles wszystko i masz krecone wlosy ( mmhmmm ;D ) wiec zyskales troche mojej sympatii ale mozesz juz spadac xd Bo Antosia ma Wojtka! Nawet jezeli oni tego jeszcze nie wiedza. Czekam na jakis ich romans cholera no :D pozdrawiam cieplo :*

    OdpowiedzUsuń
  5. http://one-part-przemyslenia.blogspot.co.at/2014/08/zawiniem-maja-wybacz-bagam-w-wodarczyk.html
    Zapraszam :) Miłego czytania!

    OdpowiedzUsuń